Sport.pl

Konrad Piechocki o kulisach odejścia z Atomu Trefl Sopot: Ja odchodzę, PGE zostaje

- Moje odejście nic nie zmienia. Kontrakt sponsorski z PGE nie jest absolutnie zagrożony - mówi Konrad Piechocki, który złożył rezygnację ze stanowiska prezesa Atomu Trefl Sopot
Rozmowa z Konradem Piechockim

Maciej Korolczuk: Zazwyczaj prezes odchodzi z klubu, gdy zespół przechodzi kryzys, ma problemy finansowe albo spada z ligi. Pan zdecydował się odejść, zanim Atom tak naprawdę zaczął odnosić sukcesy.

Konrad Piechocki: Moment, kiedy zespół jest na szczycie tabeli i gra w Lidze Mistrzyń, to sygnał, że wszystko układa się tak, jak powinno, że nie ma problemów. Trzeba sięgnąć do genezy, czyli do momentu, w którym projekt "Atom Trefl Sopot" zaczynał powstawać. Na prośbę sponsora i zarządu PGE zgodziłem się podjąć misji stworzenia na Pomorzu, w jak najkrótszym czasie, silnej drużyny siatkarskiej i fundamentu organizacyjnego pod grę w pucharach. Z perspektywy półtorarocznej wspólnej pracy widać, że cel został osiągnięty. Odchodzę w sytuacji, gdy zespół jest na szczycie i ma potencjał na poprawienie wyniku z zeszłego sezonu.

Nie ma pan wrażenia, że odchodzi w połowie drogi?

- Nie, bo wierzę, że zespół stać na odniesienie sukcesu już pod nowymi rządami. Mój następca Tomasz Słodkowski, który do tej pory był wiceprezesem, przez cały czas przyglądał się naszej pracy, uczestniczył w życiu klubu i jest gwarantem, że zespół będzie dobrze funkcjonował.

Nie miał pan wpływu na wybór nowego prezesa?

- To była decyzja właściciela i rady nadzorczej. To oni uznali, że wybór Tomka jest właściwy.

Czy pańskie odejście oznacza, że główny sponsor klubu PGE myśli o tym, by wycofać się z Sopotu?

- Kontrakt nie jest zagrożony. Umowa będzie obowiązywała w takiej formule, w jakiej została podpisana w zeszłym sezonie. Zespół ma zapewnione finansowanie do końca przyszłego sezonu.

Czy umowa zostanie wówczas przedłużona automatycznie, czy strony będą zmuszone usiąść do stołu i negocjować nowe warunki?

- Nie ma w niej klauzuli, która przedłużyłaby kontrakt na kolejne sezony. Po zakończeniu przyszłych rozgrywek strony będą musiały negocjować nowe warunki. Być może pojawi się wówczas inna koncepcja. Niekoniecznie trzeba ograniczać się do budowania budżetu w oparciu o jednego sponsora. Nawet takiego jak PGE.

Czy ewentualne problemy z budową elektrowni atomowej na Pomorzu nie będą miały wpływu na dalsze wspieranie Atomu Trefl przez PGE?

- Nie czuję się kompetentną osobą, by odpowiedzieć na to pytanie.

Daje pan sobie szansę powrotu?

- Na dziś wracam do Bełchatowa i skupiam się na pracy w Skrze. W ostatnich miesiącach miałem okazję przekonać się, jak wyczerpująca jest równoczesna praca w Bełchatowie i Sopocie. Skra jest klubem, w którym pracy nie brakuje, będę miał co robić.

Kiedy po raz pierwszy pomyślał pan o rezygnacji z jednego ze stanowisk, od razu był to fotel prezesa Atomu? Rezygnacja z pracy w Skrze nie wchodziła w rachubę?

- Nie. Jeśli miałem z czegoś zrezygnować, to z Atomu. W Skrze pracuję od 12 lat, to mój matecznik.

Nikt nie próbował pana nakłonić do zmiany decyzji?

- Nie rozmawialiśmy na ten temat.

Dla środowiska siatkarskiego to było duże zaskoczenie. W klubie to też była niespodzianka?

- O tej sprawie rozmawiało się w klubie od kilku tygodni, więc to nie było zaskoczenie.

A jak pańską decyzję przyjęła drużyna?

- Spotkałem się z zespołem w przeddzień meczu z Dynamem Kazań. Byłem wzruszony, bo dziewczyny zareagowały emocjonalnie. Nie zabrakło łez i choć pracowaliśmy ze sobą stosunkowo krótko, to pokazało, jak drużyna jest ze sobą zżyta.

Nie było pytań, co dalej z drużyną?

- Nie. Dziewczyny zostały zapewnione, że w klubie - poza prezesem - nic się nie zmieni.

Cele na ten sezon też?

- Drużyna ma walczyć o mistrzostwo Polski, zdobyć Puchar Polski i zaistnieć w Lidze Mistrzyń. Potencjał i dotychczasowe wyniki jeszcze niczego nie przesądzają, ale sygnalizują, że drogę do celu obraliśmy właściwą. Liga Mistrzyń to duże wyzwanie. Jest tam wiele utytułowanych i silniejszych od Atomu drużyn, ale przy odrobinie szczęścia ten zespół stać na dużo. Tonowałbym jednak hurraoptymistyczne nastroje. W zespole nastąpiło sporo zmian, więc potrzeba czasu, by wszystko wyglądało idealnie.

Pracował pan w Atomie 18 miesięcy. W jakim miejscu będzie zespół po upływie analogicznego okresu?

- Mam nadzieję, że będzie klubem z ugruntowaną marką w Europie.

Czy Atom Trefl Sopot poradzi sobie bez Piechockiego?
Więcej o: