Sport.pl

Atom Trefl Sopot się sypie. To koniec drużyny, która miała być potęgą?

Poważny kryzys w Atomie Trefl Sopot. Po odejściu z klubu prezesa Konrada Piechockiego, dymisję ze stanowiska dyrektora sportowego złożył w poniedziałek Marek Brandt. Czy to koniec żeńskiej siatkówki w Sopocie?
O dymisji ze stanowiska dyrektora sportowego Brandt miał poinformować dziennikarzy tuż po niedzielnym meczu Atomu z Muszynianką Muszyna (1:3). W ogłoszeniu swojej decyzji przeszkodziły mu... mikrofony w sali konferencyjnej Ergo Areny, które tuż po zakończeniu oficjalnej części konferencji prasowej zostały wyłączone.

- Odchodzę z klubu, ale pozostaję z drużyną do końca roku kalendarzowego - mówi "Gazecie" Brandt. - Poinformowałem już drużynę i sztab trenerski. Mam nadzieję, że ją uszanują.

Choć Brandt ogłosił już swoją decyzję, w poniedziałek do godzin popołudniowych nadzieję, by pozostał w klubie, miał jeszcze następca prezesa Piechockiego - Tomasz Słodkowski.

- Nic nie wiem o rezygnacji Marka. Do mnie żadna dymisja nie wpłynęła - mówił nam prezes Atomu.

Po południu spotkał się z Brandtem i trenerem Alessandro Chiappinim, przedstawiając im plan wyjścia z kryzysu.

Na razie nie wiadomo, kto zostanie następcą Brandta. W Sopocie mówi się też, że to nie ostatnia dymisja. Najgorszy scenariusz zakłada odejście całego sztabu trenerskiego. Kiedy zadzwoniliśmy w poniedziałek do Chiappiniego, ten miał wyraźnie zły nastrój.

- Staram się to sobie jakoś wytłumaczyć, ale nie ukrywam, że decyzja Marka była dla mnie ogromnym zaskoczeniem - mówi trener wicemistrzyń Polski. - Musimy się teraz pozbierać, bo mamy sporo problemów, a ciągle brakuje nam czasu. Na wszystko. Dopiero graliśmy z Muszyną, teraz czeka nas mecz z Prostejowem. Potem są święta. Może wtedy znajdziemy kilka dni na znalezienie czasu, by to na nowo poukładać. Czy ja też myślę o dymisji? Skupiam się na pracy. Nie wiem, co przyniesie nam przyszłość.

Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, decyzja Brandta jest spowodowana dymisją Konrada Piechockiego i prezesa PGE (sponsor drużyny z Sopotu) Tomasza Zadrogi. Obaj w ostatnim czasie stracili swoje stanowiska (Piechocki skupił się na pracy w Skrze Bełchatów, Zadroga odszedł z PGE), co wywołało w Sopocie masę spekulacji. Najczarniejszy scenariusz zakłada nawet koniec żeńskiej siatkówki w Trójmieście. I choć w rozmowie z "Gazetą" Piechocki zapewnił, że kontrakt z PGE nie jest zagrożony, to po dymisji Zadrogi, a teraz Brandta niczego nie można wykluczyć. Tym bardziej, że tuż po niedzielnej porażce z Muszynianką nastroje w Ergo Arenie były fatalne. Wyraźnie poirytowany wydarzeniami na boisku był trener Chiappini. On o decyzji Brandta dowiedział się tuż przed meczem i długo przekonywał dyrektora klubu, by ten nie zostawiał drużyny z dnia na dzień. Brandt dał się przekonać i ma zostać w Sopocie do końca roku. We wtorek pojedzie z drużyną do Prostejowa na rewanżowy mecz w Lidze Mistrzyń i tuż przed Nowym Rokiem na ligowy mecz do Piły. Spotkanie z PTPS ma być jego pożegnaniem z Atomem.

Jak ustaliliśmy, jednym z wielu powodów kolejnych dymisji w klubie są kłopoty z dopięciem tegorocznego budżetu. W drużynie wicemistrzyń Polski zakontraktowanych jest sześć zawodniczek z obcymi paszportami. Przez kryzys finansowy i wysoki kurs euro oraz dolara ich wynagrodzenia wzrosły w skali roku o kilkanaście procent, co dla obciążonego budżetu (kolejne wydatki generuje udział w Lidze Mistrzyń) okazało się zabójcze. Teraz władze klubu szukają sposobu, by załatać dziurę budżetową. Niewykluczone, że zredukują siatkarkom część kontraktów. Najgorsza opcja zakłada rozwiązanie umów z najdroższymi zawodniczkami.

Więcej o: