Siatkarka Atomu Trefl Sopot Maja Tokarska: Odcinamy się od polityki

Podczas grudniowego maratonu meczów w Ergo Arenie 20-letnia Maja Tokarska była najbardziej wyróżniającą się siatkarką Atomu Trefl Sopot.Czy po Nowym Roku na dłużej wskoczy do pierwszej "szóstki"?
Rozmowa z Mają Tokarską, siatkarką Atomu Trefl Sopot

Maciej Korolczuk: Zamieszanie w klubie związane z dymisją prezesa Konrada Piechockiego i dyrektora Marka Brandta ma wpływ na waszą formę w ostatnich tygodniach, czy staracie się od tego odciąć?

Maja Tokarska: Jesteśmy sportowcami, a nie politykami. Temat rzeczywiście gdzieś tam się przewija, ale staramy skupiać się na grze. Cokolwiek nie działoby się na zewnątrz, musimy być ponad to.

Niedawna porażka z Muszyną bolała podwójnie?

- No tak, straciłyśmy pozycję lidera. Trzeba pamiętać, że nasz zespół ma jeszcze rezerwy, potrzebuje zgrania, a Muszynianka gra praktycznie w niezmienionym składzie. Jeśli są jakieś zmiany to tylko pojedyncze, a u nas była prawdziwa rewolucja kadrowa. Mam nadzieję, że do marca, najpóźniej kwietnia będziemy na tyle zgrane, że porażka z Muszyną nie będzie miała znaczenia.

Ale w kwietniu kończy się liga...

- Dlatego powiedziałam w marcu-kwietniu. W każdym następnym meczu z naszym zgraniem powinno być lepiej.

Prowadzicie z Muszyną korespondencyjny pojedynek? Porównań do drużyny Bogdana Serwińskiego nie da się uniknąć. Tym bardziej, że wasz bilans meczów z Muszynianką jest bardzo słaby. Jedno zwycięstwo i aż sześć porażek.

- Nie porównujemy się do Muszyny, ale nie da się ukryć, że skoro i my i one grają w Lidze Mistrzyń media postrzegają nas podobnie. Do tego mamy wyznaczone podobne cele. W meczach z Muszyną o zwycięstwie zazwyczaj decyduje zagrywka i tak było w ostatnim meczu. To dojrzały zespół i porażki z nimi nie przynoszą wstydu. Można powiedzieć, że chwała im za to, że nam jako Polsce nie przynoszą wstydu w Europie.

Zapewniam jednak, że te przegrane mecze nas nie zrażają. Wierzymy w nasz zespół, że nadejdzie taki czas, że to my będziemy cieszyć się ze zwycięstw.



Rotacja w wyjściowej szóstce jest olbrzymia, a półmetek sezonu zasadniczego już za wami. Jaka jest hierarchia środkowych Atomu?

- (długa chwila zastanowienia) Nie wiem. Ciężko mówić o jakiejś hierarchii. Jestem najmłodsza z nich, mam do dziewczyn duży respekt, staram się od nich uczyć jak najwięcej.

W PlusLidze najczęściej pod siatką gra pani z Eleonorą Dziękiewicz. W Lidze Mistrzyń ustępujecie Amarancie Fernandez Navarro i Corinie Ssuschke-Voigt. Nie przeszkadza wam ten podział?

- W siatkówce nazwiska nie grają. Jesteśmy drużyną i dobro zespołu jest najważniejsze. Jeśli wygrywamy to znaczy, że cała nasza "15" na to zapracowała, a nie pojedyncze nazwisko.

Wam, siatkarkom szaleńcza rotacja pomaga, bo każda z was gra, czy jednak przeszkadza w szybszym zrozumieniu się na boisku?

- Są plusy i minusy takiego stanu rzeczy. Jak nie gram, bardziej mobilizuję się na treningach, bo w każdej chwili mogę być potrzebna trenerowi. Z drugiej strony skoro trener podejmuje takie decyzje, takie zabiegi są konieczne.

Nie boicie się, że zanim się zrozumiecie, skończy się sezon?

- Nie ma takiej obawy. Nie stawiamy też sobie żadnej bariery czasowe, że oto do tego i tego momentu musimy się zgrać bo nie osiągniemy celu. To jest ciągły proces.

Po porażce z Muszyną spadłyście na 2. miejsce w tabeli. Będziecie chciały odzyskać fotel lidera, czy przed fazą play-off zadowolicie się drugim miejscem? W zeszłym sezonie właśnie z tego miejsca była łatwiejsza droga do finału.

- Nie zamierzamy kalkulować. Chcemy wygrywać w każdym meczu. Poza tym do play-off jest jeszcze daleka droga, więc to nie czas na takie spekulacje.

Ale tabela podzieliła się już wyraźnie. O czołowe cztery miejsca oprócz was i Muszyny walczy jeszcze tylko Aluprof Bielsko-Biała i Tauron Dąbrowa Górnicza.

- Aż tak dokładnie nie śledzę tabeli. Przed meczem z Muszyną wiedziałam tylko, że jesteśmy na szczycie tabeli i że ewentualne zwycięstwo dałoby nam kilka punktów przewagi.

Jak minęły święta?

- Spokojnie. Jestem z Gdańska, więc nie musiałam nigdzie się ruszać.