Złotka z Sopotu! A jeszcze dwa miesiące temu Atom Trefl był na skraju upadku

Siatkarki Atomu Trefl Sopot po dramatycznej rywalizacji z Muszynianką zdobyły tytuł mistrza Polski. A jeszcze dwa miesiące temu zespół stał na skraju upadku.
Złoty medal sopocianek jest trzecim mistrzostwem drużyny z Trójmiasta w historii polskiej siatkówki. W 1953 i 1954 roku po złoto sięgały siatkarki Kolejarza Gdańsk. I choć siatkarki Atomu przed sezonem były wymieniane w gronie kandydatów do tytułu, to po tym co działo się w Sopocie w trakcie rozgrywek trudno było przewidzieć tak optymistyczne zakończenie sezonu.

A ten ze względu na napięty terminarz rozgrywek międzynarodowych był krótki i wyczerpujący. Przed sezonem do Sopotu sprowadzono topowe i drogie w utrzymaniu siatkarki, a klub miał walczyć o mistrzostwo kraju i z jak najlepszej strony pokazać się w Lidze Mistrzyń, w której klub z Trójmiasta dopiero debiutował.

Komfort pracy trenera Alessandro Chiappiniego trwał jednak tylko kilka tygodni. Na początku listopada rada nadzorcza odwołała z funkcji prezesa Konrada Piechockiego, czyli człowieka, który wraz z ówczesnym prezesem PGE (główny sponsor klubu) Tomaszem Zadrogą wpadli na pomysł budowy na Pomorzu silnej drużyny siatkarek. Dymisja Piechockiego zbiegła się z odejściem z PGE Zadrogi i od tego momentu w klubie zaczęły się problemy. W klubie przeprowadzono audyt finansowy, wskazano braki w dokumentacji, przez co sponsor na kilka miesięcy wstrzymał przelewy na konto klubu. Siatkarki nie dostawały pensji, w efekcie czego na początku stycznia kontrakt rozwiązała największa gwiazda drużyny Turczynka Neriman Ozsoy.

Lechia, Arka, Prokom, Atom, Lotos... - sportowe Trójmiasto na Facebooku! plus jeden? »


Kamyk ruszył lawinę i w ciągu następnych tygodni z klubu odszedł dyrektor, dwóch członków sztabu szkoleniowego, pracownicy klubowej administracji. W między czasie Atom odpadł z Ligi Mistrzyń, poniósł porażkę w Pucharze Polski, z tygodnia na tydzień stając się potęgą na glinianych nogach. W dotarcie do finału i ewentualne mistrzostwo wiarę traciły nawet siatkarki. Przed jednym z ostatnich meczów w sezonie zasadniczym Niemki Małgorzata Kożuch i Corina Ssuschke-Voigt odmówiły nawet wyjścia na boisko, dopominając się zaległych pensji. Od prawników reprezentujących część siatkarek wpłynęły pozwy, w których zawodniczki swoich racji dochodzić będą przed sądem. Upadek Atomu byłby też fatalną wiadomością dla Ergo Areny. To dzięki meczom sopocianek w Lidze Mistrzyń i przy okazji meczów z Muszyną padały kolejne rekordy frekwencji na trybunach, o jakich reszta ligi może tylko pomarzyć.

I stał się cud. Najpierw w półfinale, gdy sopocianki w niewytłumaczalny dla najtęższych siatkarskich umysłów sposób wyeliminowały Tauron Dąbrowa Górnicza, a w finale miały zagrać z Muszyną, która wygrała z nimi siedem meczów z rzędu.

- Sopocianki wygrały, bo w najważniejszym momencie sezonu wzniosły się na poziom rywalek - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu Sport. - Nie chcę mówić, że problemy z jakimi mierzyły się w trakcie sezonu je scaliły i spowodowały, że Atom sięgnął po mistrzostwo. Gdyby tak było, od dziś każdy prezes siatkarskiego klubu psułby atmosferę w zespole, by na koniec cieszyć się z medalu. To nie tak. Siatkarki z Sopotu jako jedyne w tej całej sytuacji wykazały się ogromnym charakterem i za to należą się im wielkie słowa uznania. Zagrały przede wszystkim dla siebie, bo nie wiadomo co je czeka w przyszłym sezonie.

Mistrzostwo Polski najprawdopodobniej nie uratuje posady szkoleniowca. Jeszcze w trakcie sezonu właściciel klubu Kazimierz Wierzbicki tłumaczył, że w przyszłym sezonie chce postawić na sztab trenerski i siatkarki związane z regionem. Pod dużym znakiem zapytania stoi też przyszłość niemal całej drużyny, bowiem z końcem sezonu większości siatkarkom wygasają dotychczasowe umowy. Odchudzić się ma też dotychczasowy budżet klubu, w tym sezonie wynoszący aż 10 mln zł.

Atom zdobywając mistrzostwo ponownie awansował do Ligi Mistrzyń. Wobec zmian, jakie zajdą w klubie w najbliższych tygodniach niewykluczone, że sopocki klub zrezygnuje z udziału w kosztownych rozgrywkach, w których "na zero" z trudem wychodzi tylko triumfator.