Ciapek na Facebooku, czyli kim jest na co dzień Alessandro Chiappini, trener mistrza Polski Atomu Trefl Sopot

Uzależniony od Facebooka domator. Z wyglądu i zachowania bardziej zimny Skandynaw niż południowiec spod Perugii. Choć przez cały sezon z siatkarkami Atomu Trefl Sopot pracował w ekstremalnych warunkach, w świetnym stylu zdobył mistrzostwo Polski
Na swojej stronie internetowej Alessandro Chiappini umieścił legendarny fragment filmu "Męska gra", gdzie Dany D'Amato (Al Pacino) przez cztery minuty wygłasza monolog do drużyny futbolu amerykańskiego, przed najważniejszym meczem w ich życiu. Motywacyjna tyrada zaczyna się flegmatycznie, zupełnie jak miniony sezon Atomu. "Dziś wszystko się rozstrzygnie" - mówi D'Amato, choć przed finałowym meczem Atomu z mistrzyniami Polski z Muszyny takie słowa równie dobrze mógłby wypowiedzieć w szatni Chiappini. "Podźwigniemy się jako zespół, albo upadniemy. Będziemy się staczać cal po calu, aż zginiemy. Jesteśmy na dnie. Wierzcie mi. Możemy tu zostać i dać sobie spuścić baty, albo wywalczymy sobie drogę do chwały. Wypełzniemy z otchłani. Cal po calu".

Do Polski przyjechał znad Bosforu, gdzie prowadził żeńską kadrę narodową Turcji. Pracę stracił po zdobyciu brązowego medalu Ligi Europejskiej, co władze tureckiej federacji uznały za porażkę. W Sopocie dostał drużynę skleconą naprędce, ale od razu z mistrzowskimi aspiracjami. W pierwszym sezonie udało się zdobyć wicemistrzostwo Polski. W kolejnym - już złoto, choć łatwo nie było.

Włoch w cieplarnianych warunkach przepracował kilka pierwszych tygodni, po których klubem zatrzęsły problemy finansowo-organizacyjne. Odeszły trzy kluczowe siatkarki, zmienili się prezes, dyrektor. Pewnym posady nie mógł się czuć też Chiappini.

Przyjaciele mówią, że z temperamentem przypomina bardziej zimnego Skandynawa, niż gorącokrwistego południowca. Urodził się w środkowych Włoszech, w Perugii, a dzieciństwo spędził w nieodległej, maleńkiej miejscowości Marsciano. Przygodę z siatkówką zaczął przypadkowo, idąc na trening miejscowej drużyny, w której grała jego siostra. Podczas pierwszych zajęć zza linii podawał jej piłki, na drugie przyszedł gotów by grać.

Kilka lat później ukończył szkołę i postanowił, że będzie siatkarzem. Na studiach zgłosił się do uniwersyteckiej drużyny, gdzie poznał Fausto Polidoriego, późniejszego trenera m.in. męskiej reprezentacji... Turcji. Ten widząc zapał młodzieńca nie tylko do treningów, ale i poznawania siatkówki od kuchni, awansował go na swego asystenta w reprezentacji kadetów. Po kilkunastu miesiącach Chiappini był już asystentem w seniorskiej drużynie Reggio Calabria, a po chwili, rzucony na głęboką wodę w Asystelu Nowara, odniósł pierwszy sukces już w roli pierwszego szkoleniowca. Po roku pracy cieszył się z Superpucharu Włoch i triumfu w pucharze CEV.

Poza spokojnym jak na Włocha usposobieniem, Chiappini słynie z maniakalnego przywiązania do nowinek technicznych. Na ławkę trenerską w pierwszej kolejności zabiera laptopa, iPada, a "ucho", czyli słuchawkę, do której asystenci przekazują swoje uwagi (oczywiście na podstawie aktualizowanych na bieżąco szczegółowych statystyk), wyjmuje tylko, gdy idzie spać. Jak sam mówi, technika mu pomaga, jest jego dodatkowym zmysłem. Choć przyznaje też, że czasem stawia na tzw. trenerski nos, intuicję szkoleniowca, której nie zastąpi żadna maszyna. I choć siatkówka jako jedna z pierwszych dyscyplin, w których sukces zależy od pracy drużynowej, zaprzęgła do służby nowoczesną technologię, Chiappini należy w Europie do trenerskiej awangardy. Na taką skalę z dotykowych ekranów i analizy uderzeń piłki, sprowadzanych do trzeciego miejsca po przecinku, w czołowych ligach kontynentu nie korzysta żaden inny sztab.

O asystencie Nicolim Negro, a więc swoim całkowitym przeciwieństwie - Chiappini pewnie by zapomniał, gdyby on sam krok w krok nie podążał za swoim przełożonym. Choć na pierwszy rzut oka tworzą obraz spójny, przy bliższym poznaniu widać, że ulepieni są z innej gliny. Z jednej strony prowadzący uporządkowane, wręcz nudne i spokojne życie Chiappini. Z drugiej - jego uczeń Nicola, czyli pozytywny furiat, ekscentryczny wariat, a przy tym kompetentny, lojalny i pracowity asystent. Łączy ich perfekcjonizm i miłość do siatkówki. Duet zupełnie wyjątkowy.

A siatkówka dała Chiappiniemu wiele. Podczas rozgrywanych w Polsce w 2009 r. mistrzostw Europy w siatkówce kobiet, poznał Dominikę, obecną partnerkę życiową. Dzieci nie ma, a z pierwszą żoną żyje w separacji.

Zgodnie z temperamentem bardziej Szweda niż Włocha, stroni od alkoholu. Jak mówi, ma słabą głowę i po jednym kieliszku nie czuje się sobą. Stroni od imprez.

Lubi kontakt z mediami, chętnie odbiera telefony, potrafi godzinami rozmawiać o sporcie, choć interesuje się głównie siatkówką. Frajdę sprawia mu też Facebook, od którego jest uzależniony.

Pracował już w kilku miejscach na świecie, ale urzekli go polscy kibice. - Z czymś podobnym nie spotkałem się nigdy wcześniej - nie ukrywa "Ciapek", jak mówią o nim jego siatkarki i kibice Atomu. - Oni jeździli za nami nie tylko po Polsce, ale i po Europie, gdy graliśmy w Lidze Mistrzyń. To niesamowite uczucie, widząc ich na trybunach w obcym mieście i słysząc ich doping. Zapamiętam to na długo.

Niemal natychmiast po zdobyciu mistrzowskiego tytułu przez Atom Trefl, z Chiappinim skontaktowali się agenci z Włoch, Rosji i Azerbejdżanu. On sam jednak od spekulacji się odcina, o przyszłości rozmawiać jeszcze nie chce. Jak mówi, sukces jest zbyt świeży, by w emocjach podejmować jakiekolwiek decyzje.

Ale o tym, że nie zostanie w Sopocie mówiło się jeszcze w trakcie sezonu. Atom czeka mocne zaciskanie pasa i choć trener zasłużył na znaczną podwyżkę (wywiązał się z celu postawionego przed sezonem), to na przedłużenie umowy nawet na obecnych warunkach nie ma szans. Każda oferta z zagranicy z pewnością będzie atrakcyjniejsza finansowo i choć "Alle" - jak mówią na niego przyjaciele - w Polsce czuje się znakomicie, w przyszłym sezonie o kolejne sukcesy ma walczyć w innym klubie.

- Koniec sezonu ma to do siebie, że dzień po ostatnim meczu w mediach pojawiają się plotki. Moje rzekome odejście do Azzerail Baku, o którym przeczytałem w czwartek, to plotka. Z nikim na poważnie jeszcze nie rozmawiałem. Potwierdzam, że otrzymałem oferty z różnych krajów, ale na razie nigdzie się z Sopotu nie ruszam. W ciągu najbliższych kilku dni mam się spotkać z prezesem klubu i porozmawiać o mojej przyszłości. Nie wiem, co będzie dalej - mówi nam dwa dni po historycznym sukcesie sopocianek i nie ukrywa, że najchętniej z Polski by się nigdzie nie ruszał. - Chciałbym zostać w tym kraju. Podoba mi się Trójmiasto, coraz lepiej mówię po polsku, czuję się tu jak w domu. Ale nie wszystko zależy ode mnie.

W piątek czeka go pierwsze spotkanie z prezesem Atomu w sprawie przedłużenia umowy. Szanse, że kontrakt zostanie przedłużony, są minimalne.

- Dajemy sobie szansę, ale przed rozpoczęciem rozmów o przyszłym sezonie, najpierw musimy zakończyć wiele spraw, szczególnie finansowych, związanych z ubiegłymi rozgrywkami. W klubie zapewniono mnie, że wszystko zmierza ku lepszemu, więc za kilka dni wszystko powinno się rozstrzygnąć - dodaje szkoleniowiec.

Gdyby któraś z siatkarek Atomu zarejestrowała na pamiątkę ostatnią odprawę przed meczem o złoto, a nagranie kiedykolwiek ujrzałoby światło dzienne, najprawdopodobniej usłyszelibyśmy Chiappiniego przemawiającego słowami D'Amato: "Cel jest zawsze tuż przed wami. Nie mogę was do niczego zmusić. Spójrzcie na siebie. Zajrzyjcie sobie w oczy. Zobaczycie kogoś, kto chce walczyć z wami ramię w ramię! Kogoś, kto jest gotów poświęcić się dla drużyny bo wie, że gdy będzie trzeba, wy zrobicie dla niego to samo. Na tym polega gra w drużynie! I albo zwyciężymy jako zespół, albo zginiemy jako jednostki".

Alessandro Chiappini - ma 43 lata, trener siatkarek Atomu Trefl Sopot, które we wtorek zdobyły mistrzostwo Polski. W sopockim klubie pracuje od dwóch lat, w poprzednich rozgrywkach zdobył wicemistrzostwo Polski. Wcześniej był selekcjonerem reprezentacji Turcji oraz trenerem włoskich klubów Reggio Calabria, Volley Bergamo, Pallavolo Sirio Perugia i Asystelu Novara.