Mistrzynie z Atomu Trefl Sopot mocno osłabione przed szlagierem z Muszyną! Zagrają bez Wojcieski, Cabrery, Pykosz i Rourke?

- Przygotowujemy się do meczu szczególnie jedynie pod tym względem, że codziennie dowiaduję się o kontuzji kolejnej dziewczyny. Mamy problem ze środkiem, Noris najprawdopodobniej także nie będzie grała, Rachel być może tak samo nie wyjdzie na ten mecz. To wszystko przekreśla jakiekolwiek przygotowania taktyczne - mówi przed sobotnim hitem OrlenLigi trener mistrzyń Polski Jerzy Matlak.
Jerzy Matlak w rozmowie z portalem sportowefakty.pl mówi, że przed sobotnim meczem z Muszyną największy ból głowy powodują u niego problemy kadrowe. Oprócz kontuzji Sylwii Wojcieski na uraz narzeka też inna środkowa Dorota Pykosz, a problemy z zatwierdzeniem do gry wciąż ma Kubanka Noris Cabrera. Przeciw Muszynie może zabraknąć też atakującej Rachel Rourke.

- Co do Cabrery to nie do końca sprawa jest dla mnie jasna, ona żyje własnym życiem - mówi Sportowym Faktom trener Atomu. - Wszystko teraz zależy od strony kubańskiej, piłeczka jest po ich stronie, choć zawirowania są potworne. Pieniądze, które zostały tam przelane, okazały się nie takie, o jakich nam powiedziano, że mają być. Być może przyjdzie jeszcze niektóre sprawy uzupełniać. Ja jednak nie znam szczegółów, bo nie zajmuję się papierami, tylko trenowaniem. Ale wystąpiła nagle szalona ilość kłopotów z tymi sprawami formalnymi.

Ponadto Matlak nie może liczyć w sobotę na kontuzjowaną Wojcieskę (ma zerwane więzadła w kolanie). - Niespodziewanie do tego wszystkiego doszła kontuzja Sylwii Wojcieskiej, która wszystkich nas trochę zniechęciła, bo okazało się, że pozornie niegroźny uraz, wykluczy Sylwię prawdopodobnie na cały sezon. A była ona jedną z podstawowych zawodniczek grających na środku. A dla odmiany ta, która miała ją zastąpić, Dorota Pykosz, dziś dowiaduje się, że ma pęknięty palec i druga środkowa odpadła. I w tym momencie robią się bardzo duże i poważne problemy - mówi Matlak, dodając że w obecnej chwili do dyspozycji zostało mu 10 zawodniczek. - A przypominam, że w Lidze Mistrzyń za nie wystawienie 12 osób klub płaci karę - podkreśla Matlak. - Paradoks polega na tym, że jeszcze miesiąc temu mieliśmy za dużo tych zawodniczek, myśleliśmy o wypożyczeniu, ale na szczęście nie zdążyliśmy się za to poważnie zabrać, bo wyglądałoby to jeszcze gorzej. Dzisiaj, jak się ogląda składy zespołów, zwłaszcza męskich, ale także i kobiecych, które są w takiej sytuacji jak my - występują na rodzimych parkietach ale także w Lidze Mistrzów, to mają w swoim składzie często po 16-18 zawodników. U nas takiej sytuacji nie ma a dodatkowo, na chwilę obecną to i 12 się nie uzbiera. To jest problem nie tylko mój i zawodniczek, ale także i zarządu, więc mam nadzieję, że siądziemy razem i będziemy próbować rozwiązać tę patową sytuację.

Więcej na sportowefakty.pl

Atomówki poradzą sobie z Muszyną? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »