Sport.pl

Jerzy Matlak z Atomu Trefl Sopot: - W Trójmieście nikomu nie zależy, byśmy obronili tytuł

Jak to możliwe, że do drużyny, którą buduje się za kilka milionów złotych nie można dołożyć przysłowiowych pięciu złotych? Kiedy decydowałem się na pracę w drużynie mistrza Polski byłem przekonany, że będziemy bronić mistrzostwa. Po czterech miesiącach nie czuję jednak, by w Sopocie była pozytywna presja, by środowisku siatkarskiemu w Trójmieście szczególnie zależało na obronie tytułu - mówi w rozmowie z Trójmiasto.sport.pl trener mistrzyń Polski Jerzy Matlak.
Maciej Korolczuk: Sobotnim meczem z AZS Białystok, kończycie pierwszą część sezonu zasadniczego. Który Atom jest prawdziwy? Ten z przegranych meczów z Tauronem, Muszyną czy Rabitą a może ten ze zwycięskich spotkań?

Jerzy Matlak: - Trudno powiedzieć. Jesteśmy gdzieś pośrodku. Porażki z Muszyną i Tauronem były wkalkulowane w ten zespół, choć odniesione rzeczywiście w słabym stylu. Trzeba jednak pamiętać, że byliśmy wówczas na początku sezonu. Mam całkowicie nowy zespół, który wciąż się dociera. Zdawałem sobie sprawę, że takie porażki mogą nam się zdarzyć.

A mecze z Rabitą? Co pan czuje po tym dwumeczu, w którym przynajmniej jedno zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki? Niedosyt, że byliście tak blisko zwycięstwa a się nie udało, czy może radość, że już na tak wstępnym etapie budowy drużyny jesteście gotowi walczyć z najlepszymi?

- Gdy wróciliśmy z Azerbejdżanu jedna z gazet, nie pańska, napisała, że szkoda, że nam się nie udało. Na litość boską! Jak to szkoda? To brzmi, jakbyśmy my tam byli faworytem, a nie Rabita! Wszyscy nas chwalili, a prawda jest taka, że mamy po tych meczach zero punktów. I to jest najważniejsze.

Nie przesadza pan? Nawiązaliście z nimi równorzędną walkę.

- Niby tak, ale co można było więcej zrobić, jak oni mają pod siatką Amerykankę Akinradewo, która atakuje z pułapu i wysokości, na jakich grają mężczyźni? Co można zrobić, jak Rabita ma budżet 8 mln euro i w każdej chwili może mieć 12? Takie są realia, a mam wrażenie, że czasem o tym zapominamy.

Z 12 meczów wygraliście siedem. Pięć zakończyło się waszą porażką. Tych siedmiu zwycięstw by nie było, gdyby nie Rachel Rourke.

- Zdaję sobie z tego sprawę.

Wszyscy w lidze wiedzą, jak gra Atom.

- Byłbym głupcem, gdybym zrezygnował z taktyki, która daje nam zwycięstwa. Nie zaprzątam sobie głowy krytycznymi głosami, że gramy schematyczną siatkówkę. Dopóki Rourke daje nam punkty, będziemy grać przez i dzięki Rourke.

Ma pan jakiś pomysł, jak uchronić jej formę i zdrowie w dalszej części sezonu?

- Tak, nawet już go realizuję. Rachel trochę mniej trenuje, realizuje indywidualny program. Częściej jej odpuszczam ciężką pracę, bo sama przychodzi do mnie i mówi, że coś ją ciągnie, pobolewa, że jest przemęczona.

Co się stanie, jak - odpukać - wypadnie panu ze składu? Czy Atom ma wówczas jakiś plan B?

- W zamyśle tak, w praktyce jeszcze nie. Żeby mieć alternatywę dla Rourke, muszą z letargu przebudzić się pozostałe zawodniczki. Muszą zacząć spłacać zaufanie, jakim je obdarzono w Sopocie. Na dziś tego brakuje. Nie może być tak, że niektóre zawodniczki mają serię kilku meczów z rzędu nie przekraczając pięciu punktów, a pierwszego dnia miesiąca idą po wypłatę. To nie jest profesjonalizm. Dopóki pozostałe siatkarki nie zrozumieją, że los i wyniki tej drużyny zależą również od nich, do niczego nie dojdziemy.

W lidze do lidera tracicie tylko dwa punkty. Gorzej wygląda wasza sytuacja w Lidze Mistrzyń. Wierzy pan jeszcze w wyjście z grupy?

- Zastanawiam się, czy w tym składzie personalnym, z tyloma dziurami w składzie ma to sens. Oczywiście chcę awansu, bo to wychodzimy na boisko, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Bez środka nie mamy szans ani na mistrzostwo, ani na sukces w LM czy Pucharze CEV.

Rzeczywiście Koeva rozwiązałaby problem pod siatką?

- Oczywiście, że tak. Do dziś nie wiem, dlaczego jej z nami nie ma. Nie mogę zrozumieć jednej rzeczy. Jak to możliwe, że do drużyny, którą buduje się za kilka milionów złotych nie można dołożyć przysłowiowych pięciu złotych, by ta drużyna była w stanie grać o najwyższe cele? Kiedy decydowałem się na pracę w drużynie mistrza Polski byłem przekonany, że będziemy bronić mistrzostwa. Po to chyba ściąga się trenera z takimi osiągnięciami, jakie mam ja. A jak policzyłem to w czasach powojennych nie było drugiego takiego szkoleniowca. Nawet mimo mniejszych nakładów można by było to zrobić. Po czterech miesiącach nie czuję jednak, by w Sopocie była taka pozytywna presja, by środowisku siatkarskiemu w Trójmieście szczególnie na tym zależało.

W Sopocie mówi się, że brak Bułgarki to element rozgrywki personalnej między zarządem a radą nadzorczą Atomu. A brak zgody na jej transfer miał być wotum nieufności wobec prezesa.

- Nie chcę wchodzić w te układy, dla mnie są one niejasne. Wiem tylko, że wszyscy powinniśmy ciągnąć wózek w jedną stronę. Niech media i kibice oceniają czy tak jest.

Okienko transferowe jest otwarte do 7 grudnia. Ma pan jeszcze nadzieję, że drużynę uda się wzmocnić?

- Na rynku jest trudna sytuacja, bo zawodniczek, które mogłyby do nas przyjść jest niewiele. Ostatnio dostaliśmy ofertę od dwóch agentów, ale by siadać do stołu i podejmować jakiekolwiek rozmowy musimy mieć pieniądze. A te niby są, ale ich nie ma.

Wróćmy na boisko. Pierwszy szczyt formy pańskiej drużyny już nadszedł czy dopiero nadejdzie?

- Nie chcę mówić o szczytach formy, bo to niczemu nie służy. Chcemy wygrywać i być w czwórce, bo tylko to da nam lepszą pozycję wyjściową przed play-off. Chciałbym w przerwie między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem wzorem lat ubiegłych zabrać drużynę na krótkie zgrupowanie np. w góry. Zimą, gdy treningi ograniczają się praktycznie tylko do zajęć w hali wyjście na powietrze jest jak dolanie paliwa do pustego baku. Drużyna odżywa, nabiera świeżości i chęci do pracy. Takie zgrupowanie scala zespół. Wiem, bo pracuję w siatkówce kupę lat i za każdym razem taki wyjazd mi i moim siatkarkom pomagał. Do dziś gdy spotykam się z Gosią Glinką czy Dorotą Świeniewicz, dziewczyny wspominają te wyjazdy i jazdę na nartach jako fajną odskocznię od treningowego znoju. Podobny wyjazd chciałbym powtórzyć przed fazą play-off. A jak nie będzie pieniędzy, to chociaż pojechać na jeden z nich. Jestem pewien, że to nam pomoże.

Aby utrzymać kontakt z czołówką nie możecie tracić punktów z teoretycznie słabszymi rywalami, takimi jak AZS. Cztery dni później gracie jednak decydujące spotkanie w LM z Agelem w Prostejowie. Zamierza pan oszczędzać niektóre zawodniczki, by w Czechach zagrać na świeżości?

- Do soboty liczy się tylko zwycięstwo w Białymstoku. Dopiero później będę myśleć o meczu w LM.

Zgadzasz się z trenerem Matlakiem? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: