Dorota Wilk z Atomu Trefl Sopot: Problemów w 2012 roku było sporo. Kluczem jest nasza zespołowość

W sobotę siatkarki Atomu Trefl Sopot podejmą w Ergo Arenie lidera Orlen Ligi Tauron Dąbrowa Górnicza (godz. 14.30). I choć sopocianki przegrały w tym sezonie z rywalkami już dwa mecze, to rozgrywająca mistrzyń Polski Dorota Wilk uważa, że tym razem będzie inaczej.
atom trefl sopot, orlenliga, dorota wilk

Rozmowa z Dorotą Wilk, rozgrywającą Atomu Trefla Sopot

Maciej Korolczuk: Kończy się 2012 rok. Pierwsze półrocze zakończyło się mistrzostwem, drugie - awansem do play-off w LM. Oba sukcesy, choć dokonane w różnych składach, łączy jedno: dokonałyście tego przy ogromnych problemach, najpierw finansowych, a teraz z kontuzjami i zamieszaniem ze zmianą trenera.

Dorota Wilk: Faktycznie, bieżący rok mogę zaliczyć do udanych. Najpierw mistrzostwo Polski, a teraz awans do kolejnego etapu LM mogą tylko cieszyć. Niestety, problemów nie uniknęłyśmy, chwilami było ciężko. Mówi się, że problemy scalają zespół jeszcze bardziej. Mogę śmiało powiedzieć, że pokonałyśmy wszystkie przeciwności właśnie dzięki temu, że zawsze byłyśmy razem.

W poprzednim sezonie była pani nr. 3 na pozycji rozgrywającej. Teraz jest nieco lepiej, ale nadal częściej stoi pani w kwadracie dla rezerwowych. To chyba nie jest komfortowa sytuacja dla siatkarki grającej na tak newralgicznej pozycji?

- Dla żadnej zawodniczki bycie rezerwową nie jest komfortowe. Rzeczywiście, gram nieco więcej niż w zeszłym sezonie, co na pewno mnie cieszy. Ale niedosyt odczuwam nadal. Cała ta sytuacja motywuje mnie do jeszcze cięższej pracy na treningach.

Na razie podstawową rozgrywającą jest Iza Bełcik. Jest pani w stanie odwrócić tę hierarchię?

- Trudne pytanie. Iza jest naprawdę doświadczoną zawodniczką, od której staram się uczyć. Jej dyspozycja jest naprawdę wysoka, więc czekam na swoją kolej. Zapewniam jednak, że nie przestaję walczyć o miejsce w szóstce.

W ostatnich meczach trener Grabowski dokonywał mniej zmian niż jego poprzednik Jerzy Matlak. To wynikało z potrzeby chwili, czy taką tendencję do gry w jednym ustawieniu widać też na treningach?

- Każdy trener ma swoją wizję prowadzenia drużyny. Trener Grabowski faktycznie robi troszkę mniej zmian, ale to wynika po prostu z sytuacji, jaka wynika w trakcie meczu. Muszę się z tym pogodzić, bo to on bierze odpowiedzialność za wynik. Na treningach ćwiczymy wszystkie opcje. Nigdy nie wiadomo, w jakim zestawieniu wyjdziemy na boisko.

Ma pani opinię siatkarki, której uśmiech nie schodzi z twarzy nawet podczas meczów. Dystans i dobry humor to maska czy sposób na koncentrację?

- Cóż mam powiedzieć? Często się śmieję, bo taki mam charakter. Mogę powiedzieć, że to z jednej strony sposób na koncentrację, a z drugiej w jakiś tam sposób metoda na delikatną tremę.

Przełom roku to dla was seria meczów na szczycie. Najpierw Asystel i Muszyna, teraz Tauron i Aluprof. Później dwumecz z VakifBankiem. Jesteście w stanie - przy obecnych problemach kadrowych - pogodzić granie na obu frontach?

- Mamy duże natężenie meczów, to fakt, ale damy radę! Łatwo z pewnością nie będzie, bo wciąż brakuje nam kontuzjowanych koleżanek. Ale wierzę, że trenerzy dobrze nas przygotowują. Jestem pełna optymizmu.

Jakie ma pani plany na 2013 r. Obrona tytułu jest realna?

- Oczywiście chciałabym zakończyć sezon, stojąc na podium. Do tego przywieźć do Sopotu Puchar Polski i ugrać jak najwięcej w LM.

W sobotę gracie z Dąbrową Górniczą. To chyba dla was najbardziej niewygodny rywal z całej ligi. W obu tegorocznych meczach nie ugrałyście nawet seta. Jak musicie zagrać, by tym razem było inaczej?

- Tauron jest bardzo dobrym zespołem, który gra naprawdę dobrą siatkówkę. Faktycznie, w tym sezonie oba mecze przegrałyśmy do zera, ale myślę, że w sobotę w Ergo Arenie zdołamy z nimi wygrać. Ostatnio gramy fajną, zespołową siatkówkę. To będzie klucz do zwycięstwa.

Czy Dorota Wilk powinna grać więcej? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »