Atomówki w olimpijskiej formie. Powalczą o złoto?

Zawodniczki Atomu Trefl Sopot po zakończeniu fazy zasadniczej Orlen Ligi mogły poczuć się jak olimpijki. Sztab szkoleniowy zdecydował o zorganizowaniu kilkudniowego zgrupowania w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. Trojmiasto.sport.pl było tam razem z siatkarkami.
Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie robi wrażenie. W pełni profesjonalne boiska do piłki nożnej, arena lekkoatletyczna, sporo kortów tenisowych i wszystko to, czego sportowiec potrzebuje, aby przygotować się do swoich występów. W Cetniewie raczej niczego zawodnikom dyscyplin różnej maści nie powinno zabraknąć. Właśnie w takich warunkach do kolejnej fazy sezonu Orlen Ligi przygotowywały się mistrzynie Polski z Sopotu.

Do ośrodka na zaproszenie klubu przyjechałem w drugim dniu przygotowań. Raptem 50 kilometrów od Ergo Areny, czyli godzina jazdy, z pewnością nie wymęczyły siatkarek Atomu Trefl, które gdy pojawiły się w Cetniewie, skorzystać mogły z bardzo dobrego SPA. Ja jednak z takich luksusów skorzystać nie mogłem i od razu skierowałem się do hali głównej, gdzie trwał już pierwszy trening.

Warto jednak wyjaśnić pierwszą kwestię. Po co tak naprawdę sopociankom trzydniowe zgrupowanie niedaleko od domów? Czy nie lepiej, aby zawodniczki po ciężkiej końcówce roku otrzymały czas wolny, który wykorzystać mogłyby na odpoczynek i kontakt z rodziną? Gdy zbliżyłem się do trenujących siatkarek, od razu zauważył mnie szkoleniowiec Teun Buijs. Podszedł i się przywitaliśmy, więc zapytałem go od razu o powody przyjazdu zespołu do Cetniewa.

- Zawodniczki otrzymały cztery dni wolnego po meczu z Legionowią. Dodatkowo na co dzień pracujemy w Trójmieście - w Gdańsku, Ergo Arenie lub w Sopocie. Tam trenujemy standardowo. Siatkarki muszą przemieszczać się z domu na siłownię, potem do hali i znów do domu, aby odpocząć. Takie czynności powtarzamy za każdym razem. W takim przypadku nieraz brakuje czasu, aby wspólnie usiąść i porozmawiać o procesach zachodzących w drużynie. Na obozie mamy więcej możliwości do spotkań, do pracy nad duchem i atmosferą w drużynie - mówił mi Buijs.

Naszą rozmowę podsłuchała Izabela Bełcik, której grupa (rozgrywające) zakończyła wykonywać jedno z ćwiczeń i miała czas na dwie minuty odpoczynku. - Mamy kilka dni zgrupowania, dzięki czemu wykonamy swoją pracę od razu. Nie wiem, czy byłby sens trenować, jechać do domu i wtedy wracać na kolejny trening. Nim dotarłabym do domu, już musiałabym wracać do hali - dodała kapitan Atomu. - Szkoda tylko, że nie korzystamy więcej ze słońca - dorzuca z uśmiechem Bełcik i odbiega ćwiczyć dalej. - Są plusy i minusy. Czasami warto coś zmienić - przyznała przechodząca obok Zuzanna Efimienko.

Widać, że zawodniczki ciężko pracują. Sztab podzielił zespół na trzy grupy. Rozgrywające ustawiły się na środku boiska i raz za razem podawały do siebie piłki, w jednym przypadku zagrywały, będąc plecami do koleżanki, za drugim robiły to z wyskoku.



Po jednej stronie hali przy siatce pracowały natomiast atakujące i środkowe. Z zawodniczkami pracował statystyk Piotr Matela, który stojąc na podwyższeniu przy siatce, kierował mocne piłki, które m.in. Anna Podolec i Zuzanna Efimienko musiały odbierać tuż przed uderzeniem w parkiet, kierować do koleżanki, która piłkę odgrywała do członka sztabu szkoleniowego. Praca ciężka i męcząca, wrażenie robiła liczba powtórzeń. Nie wyglądało to jak trening siatkarek, a niemal jak "casting" do służby wojskowej.

Po drugiej stronie pracowały pozostałe zawodniczki, czujnie ćwiczenia obserwował Buijs. Ta grupa skupiała się na odbiorze piłek zagrywanych m.in. przez Holendra.



Gdy zawodniczki otrzymały chwilę przerwy na uzupełnienie płynów, znów zagaiłem do szkoleniowca Atomu. Zapytałem, co planuje na dzisiejszy trening.

- Zaraz kończymy pierwszy trening. Idziemy na lunch, potem dziewczyny będą miały chwilę na odpoczynek. Po południu mamy spotkanie, gdzie rozmawiać będziemy o budowie drużyny. Dwie godziny później znów rozpoczynamy trening w hali i na siłowni. Wieczorem zawodniczki otrzymają czas wolny i może znów oglądać będziemy igrzyska w Soczi - zdradzał Buijs.

Po kilku minutach zawodniczki wróciły na parkiet. Zwróciłem uwagę na ciekawe ćwiczenie. W zabawie biorą udział dwa trzyosobowe zespoły. Jeden zespół trzyma wózek na piłki (na zdjęciu poniżej) i zagrywa piłkę do koleżanek po drugiej stronie siatki. Te mają za zadanie piłkę odebrać, rozegrać i atakiem skierować ją na środek pola przeciwniczek, których zadaniem jest tak z linii końcowej popchnąć wózek, aby zbijana przez rywalki piłka do niego trafiła. Wyglądało to niezwykle ciekawie, a i same zawodniczki bawiły się przy tym przednie.



Gdy atomówki skończyły już trening, udało mi się znów porozmawiać z Izą i zapytać o ten wolny czas. Słyszałem, że jednego dnia dziewczyny oglądały konkurs drużynowy podczas igrzysk. Była to świetna okazja do rozluźnienia atmosfery i żartów z holenderskiego trenera.

- Między treningami nawet nie mamy okazji spać. Głównie się integrujemy. Gramy w gry, oglądamy wideo. Podczas kolacji odbywała się na przykład druga seria w skokach i bardzo chciałyśmy dopingować naszych zawodników. Ja szczególnie, bo znam chłopaków osobiście. Szkoda, że zajęli to nieszczęsne czwarte miejsce. Wiem, jak ciężko pracują, ile wkładają serca w skoki. Zasługują na sukces, ale są młodzi i mają jeszcze czas. Liczę, że niedługo osiągną upragniony medal igrzysk - mówiła Bełcik. O co chodzi jednak z tymi żartami z trenera? - Holendrzy w skokach nie mają reprezentacji, ale za to rządzą w panczenach. Jednak sporo żartów w stronę trenera się pojawiło z tej okazji. Musieliśmy też tłumaczyć, dlaczego się tak emocjonujemy tym sportem. Według niego było to nudne - śmiała się siatkarka Atomu.

O pobycie na zgrupowaniu porozmawiałem również z Zuzą Efimienko.

- Spędzamy teraz ze sobą 24 godziny na dobę. Głównym zadaniem tego obozu jest praca nad lepszą atmosferą i tworzeniem mentalności zwycięzców. Wydaje mi się, że wyjdzie nam to na dobre - mówiła środkowa Atomu. - Teraz przed nami ciężki okres. Zaczynają się play-offy i każdy mecz będzie niezwykle ważny. Taka nasza praca. Czeka nas teraz praca, praca i trening, trening. Jednak jest to coś, co kochamy robić. Siatkówka to przecież nasze życie. Nie mogę doczekać się walki o złoto - przyznała Efimienko.

Atomówki na zgrupowaniu spędziły trzy dni. Po powrocie do domu otrzymały dzień wolnego, a od piątku powracają do treningów i przygotowują się do niedzielnego meczu z Muszynianką w Pucharze Polski.

Czy Atomówki zdobędą Puchar Polski? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: