Sport.pl

Trener siatkarek Atomu Alessandro Chiapinni: Marzę o Lidze Mistrzyń

- Meczów, kiedy patrząc na boisko myślałem ?to moja drużyna, tak chcę grać co tydzień? było kilka. A raz zagraliśmy perfekcyjnie - mówi o pierwszej części sezonu, tuż przed finałowym turniejem Pucharu Polski, trener siatkarek Atomu Trefl Sopot Alessandro Chiappini.
Stań się fanem Trójmiasto - Sport.pl na portalu Facebook

Maciej Korolczuk: Jak postępy w nauce języka polskiego?

Alessandro Chiappini: Powoli, powoli będę mówić po polsku [powiedział po polsku Chiappini]. Tureckiego nauczyłem się sam, więc mam nadzieję, że podobnie będzie z polskim. Znam już dużo słów, sporo rozumiem, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu.

Pierwsza część sezonu za wami. Jest pan zadowolony z 2. miejsca?

- Tak. Straciliśmy co prawda kilka okazji, by zakończyć rundę zasadniczą na pierwszym miejscu, ale na tę chwilę możemy czuć satysfakcję. Nie przejmujemy się tym, że nie jesteśmy liderem, bo najważniejsza część sezonu dopiero przed nami, a więc finałowy turniej Pucharu Polski w Inowrocławiu i play-off.

Wydaje się, że z drugiego miejsca macie w play-off łatwiejszą drogę do finału niż np. Muszyna.

- Aby zdobyć mistrzostwo musimy wygrywać z każdym, bez względu na to, które miejsce zajmiemy w lidze. Nasi rywale są niezwykle waleczni, naprawdę musimy być gotowi i skoncentrowani na 100 proc. by myśleć o sukcesie. Być może pewne sytuacje na drabince układają się tak, że teoretycznie może być łatwiej, ale ja nie patrzę na to w ten sposób. Z każdym rywalem w play-off będzie ciężko.

Puchar jest teraz dla was priorytetem?

- Zdecydowanie. To pierwsze poważne wyzwanie przed moją drużyną, dlatego chcemy tam wypaść jak najlepiej.

Może pan obiecać kibicom, że do Sopotu wrócicie z pucharem?

- Zdajemy sobie sprawę, że zdobywając puchar dostaniemy upragniony bilet do Europy. Z oczekiwań naszych kibiców doskonale zdajemy sobie sprawę. Sopot nie jest dużym miastem, o ich obecności przekonujemy się praktycznie każdego dnia na ulicy. To moje marzenie, żeby wrócić do Sopotu z pucharem.

Przed ostatnią kolejką wydawało się, że tak w ćwierćfinale pucharu, jak play-off zagracie z Organiką. Okazało się, że o mistrzostwo bić się będziecie ze Stalą.

- Jeśli gralibyśmy z Łodzią, plusem byłaby krótsza droga. Przygotowania też wyglądałyby trochę inaczej, bo graliśmy z nimi w ostatniej kolejce, teraz w pucharze i znów w ćwierćfinale. Oczywiście żartuję. To dla nas bez znaczenia. Rozwiązanie jest bardzo proste. Musimy wygrać. I tyle.

Co było dla pana najważniejszym wydarzeniem tego sezonu? Kiedy patrzył pan na boisko i myślał: "to jest moja drużyna, dokładnie tak chcę grać".

- Na początku chciałbym podkreślić, że liga jest bardzo wyrównana. A takich momentów, o jakich pan mówi, było kilka. Z pewnością dużo radości dało nam zwycięstwo z Muszyną, Aluprofem, oba zwycięstwa nad bardzo wymagającym Tauronem Dąbrowa Górnicza. Ale perfekcyjny mecz pod względem taktycznym zagraliśmy u siebie z Gwardią Wrocław.

Dobrze się pan czuje w Polsce?

- O tak! Polacy są wbrew pozorom bardzo podobni do Włochów. Zresztą znałem kilku Polaków, zanim przyjechałem do Sopotu, więc moja dobra opinia o was się tylko potwierdziła.

Proszę szczerze...

- Naprawdę! Jedzenie macie wyśmienite. Zauważyłem, że w Polsce jest bardzo międzynarodowa kuchnia, a jej mocną stroną jest smaczne mięso. Próbowałem też narodowych specjałów, uwielbiam pierogi [Chiappini powiedział to po polsku]. W Sopocie znalazłem miejsce, gdzie robią smaczną pizzę. Czuję się tutaj jak w domu. Mogę zostać w Polsce do końca życia.

A liga? Jest pan zaskoczony in plus czy in minus?

- Zdecydowanie pozytywnie. Gdybym miał porównać PlusLigę Kobiet do włoskiej, czy tureckiej ligi, to wasze rozgrywki wypadają naprawdę pozytywnie. Polska liga ma zdrowy balans. Tutaj, jeśli zabraknie koncentracji, albo zdarzy się dołek formy, każdy może wygrać z każdym. Praktycznie co tydzień zdarzają się jakieś niespodzianki...

Jak np. wasz mecz ze Stalą w Mielcu.

- Rzeczywiście, ale Stal urwała też punkty innym zespołom z czołówki, choćby w ostatniej kolejce wygrała w Bielsku 3:2.

Gdyby miał pan porównać PlusLigę do rozgrywek włoskich albo tureckich?

We Włoszech czy Turcji jest trochę inaczej. Nad Bosforem są trzy mocne kluby ze Stambułu, a dalej jest przepaść. Ciężko je przeskoczyć. We Włoszech kluby mają ostatnio dużo problemów, poza tym ten sezon ze względu na mistrzostwa świata w Japonii jest inny. Kluby miały mało czasu, by razem trenować, więc tak naprawdę dotarły się w lutym. W poprzedniej kolejce widziałem niesamowity mecz Carnaghi Villa Cortese z Norda Foppapedretti Bergamo. Gospodarze wygrali 3:2, a mecz stał na najwyższym, światowym poziomie.

A infrastruktura?

- Taki obiekt, jak Ergo Arena we Włoszech, jest tylko w Rzymie! Naprawdę nie mamy się czego wstydzić.

Simona Rinieri to pana największa transferowa pomyłka?

- Nie nazywałbym tego w ten sposób. Jej umiejętności i taktyczne predyspozycje były idealne, by grać w tej drużynie. Simona jest wybitną przyjmującą, ale przyjechała do nas z problemami zdrowotnymi, które mieliśmy nadzieję szybko poprawić. Niestety, nie udało się. Na tamten czas to było dla nas najlepsze rozwiązanie. Dziś Simona gra w Perugii, ale właśnie ze względu na zdrowie więcej pożytku trener ma z niej w defensywie. W ataku praktycznie się nie udziela, bo potrzebuje więcej czasu na dojście do pełnej sprawności.

Którą z dziewczyn traktuje pan jako lidera drużyny? Kapitan Dorotę Świeniewicz, czy może szefową pod siatką Kingę Maculewicz?

- Rozdzieliliśmy odpowiedzialność za wyniki na całą drużynę. Nie uważam, aby w zespole musiała być jedna, najważniejsza osoba, która będzie wpływać na resztę. Drużyna jest kolektywem, ma mieć ducha, dziewczyny mają się wspierać. W mojej filozofii budowania i prowadzenia drużyny chodzi o zachowanie wewnętrznej równowagi. Nie wierzę w inne rozwiązanie, bo jedna zawodniczka nie zdobędzie mistrzostwa. Oczywiście mamy indywidualności i w ciężkich chwilach z nich umiejętnie korzystamy, np. jednego dnia korzystamy z doświadczenia Doroty, drugiego dnia z umiejętności Kingi, a trzeciego z talentu Neriman Ozsoy.

Która z siatkarek młodego pokolenia ma największe predyspozycje, by być wielką? Która z nich dysponuje największym talentem?

- Pod tym względem mamy zróżnicowany zespół. Neriman jest przygotowana już teraz, tak pod względem mentalnym, jak i fizycznym, by grać na najwyższym poziomie. Jestem pewien, że tak Ewelina Sieczka, jak i Paulina Maj, Kasia Konieczna, Meryem Boz czy Iza Śliwa zrobią karierę.

Problem z Eweliną jest taki, że mało gra.

- Wiem, ale udowodniła w tym sezonie już wielokrotnie, że mogę na nią liczyć. Jej talent rozwija się prawidłowo.

Innego zdania jest selekcjoner Jerzy Matlak, twierdząc, że tak znikoma ilość meczów może jej zaszkodzić.

- Słyszałem o tym i rozumiem jego obawy. Sam byłem w podobnej sytuacji, kiedy pełniłem funkcję trenera reprezentacji Turcji. Praca w klubie jest o tyle specyficzna, że tutaj na co dzień muszę wybierać najlepsze rozwiązania dla drużyny. Jeśli potrzebuję doświadczenia, grają zawodniczki starsze, jeśli szukam innych rozwiązań, sięgam po inne zawodniczki. Tamto doświadczenie nauczyło mnie, że o stracie czasu nie ma mowy, kiedy ciężko trenujesz. A w przypadku dziewczyn tak właśnie jest. Zrobiły przez te miesiące ogromny krok do przodu, fizycznie, taktycznie i mentalnie. Jestem o nie spokojny.

Miesiąc temu dyrektor Marek Brandt spotkał się w Turcji z Małgorzatą Glinką i od razu pojawiły się spekulacje, że po sezonie Polka może trafić do Atomu.

- To chyba nie jest dobry moment na rozmowy o przyszłości. Przed nami najważniejsza i najtrudniejsza część sezonu, a więc finał Pucharu Polski i play-off. Ale dla innych klubów, agentów i mediów to też czas różnego rodzaju plotek. Meggy znam doskonale, to świetna siatkarka, rozpoznawalna na całym siatkarskim świecie. Podejrzewam, że po sezonie będzie miała masę propozycji z mocnych klubów.

Jakich zmian będzie wymagał zespół po sezonie?

- Pierwszy sezon jest dla mnie świetną okazją, by poznać wszystkie zawodniczki grające w lidze. To mi pomoże zrozumieć, czego możemy potrzebować w przyszłości. A zmian w drużynie dużo nie będzie. Będziemy się starać poprawić nasze braki, utrzymać to, co nam wychodzi. Co do składu, to być może będą jakieś zmiany. Jeden sezon bez regularnej gry krzywdy nie wyrządzi, ale dwa już tak. Dlatego wybierzemy najlepsze rozwiązania tak dla klubu, jak i zawodniczek.

Jeśli w niedzielę przywieziecie do Sopotu Puchar Polski ligę, dokończycie bez presji?

- Absolutnie nie. Oprócz pucharu naszym celem jest też mistrzostwo. Nie ma opcji, by po ewentualnym zdobyciu pucharu spoczęli na laurach.

Polecamy - Wszystko o finałowym turnieju Pucharu Polski



Więcej o: