Katarzyna Konieczna przed 3. meczem finału PlusLigi: Nie czujemy się mięsem armatnim

Czy o zwycięstwie sopocianek znów zadecyduje jedna z najrzadziej grających i najbardziej niedocenianych siatkarek Katarzyna Konieczna?

Polecamy - Cztery siatkarki Atomu w kadrze Jerzego Matlaka



Dwa wyjazdowe mecze siatkarki Alessandro Chiappiniego przegrały, choć w pierwszym meczu były bliskie odniesienia zwycięstwa. Teraz rywalizacja, która toczy się do trzech zwycięstw, przenosi się do Sopotu, ale nie do Ergo Areny, która będzie zajęta przez organizatorów festiwalu Top Trendy, lecz hali 100-lecia, w której siatkarki Trefla grały w poprzednim sezonie w rozgrywkach I ligi.



Rozmowa z Katarzyną Konieczną, atakującą Atomu Trefl Sopot

Maciej Korolczuk: Jesteście jeszcze w stanie odwrócić losy finału?

Katarzyna Konieczna: Oczywiście! Przegrałyśmy dwa pierwsze mecze, nasza sytuacja nie jest łatwa, ale nastroje są bojowe. To dla nas mecz ostatniej szansy. Nie chcemy, by medale zostały rozdane już w piątek.

Srebro już macie, awansowałyście do Ligi Mistrzyń. Jak na pierwszy sezon w PlusLidze drużyna osiągnęła sukces.

- Sezon jest dużym osiągnięciem, ale się jeszcze nie skończył. Nie kończy się posiłku w jego trakcie. Mamy ochotę na więcej.

Ale pani może czuć się rozczarowana. Nie licząc Izy Śliwy i Maryem Boz, które mecze oglądają najczęściej z trybun, obok Eleonory Dziękiewicz grała pani najrzadziej. Czuje się pani gorsza od Olgi Fatiejewej?

- Nie czuję się ani lepsza, ani gorsza. Role w zespole są rozdzielone, ale jesteśmy jedną drużyną, musimy się wspierać. Czasem jedna z nas ma lepsze dni, czasem gorsze.

Ale o ile do gry środkowych trudno było mieć większe zastrzeżenia, o tyle w ofensywie długo była i jest nadal sinusoida. A pani siedzi na ławce.

- Nie ja decyduję o tym, kto wychodzi na boisko. Proszę pytać o to trenera. Nie zapominajmy, że w trakcie sezonu miałam kontuzję oka i nie mogłam ani grać, ani trenować. Teraz najważniejsze są mecze z Muszyną. Jeszcze gramy, jeszcze najważniejsza jest atmosfera w klubie. Trener ma swoją wizję, a my jesteśmy od tego, by ją realizować.

Ale nie wierzę, że nie przeszkadza pani rola rezerwowej. Tym bardziej że właśnie dostała pani powołanie do reprezentacji. Podczas turnieju o Puchar Jelcyna w Jekaterynburgu może zdarzyć się, że zagra pani więcej setów niż w fazie play-off w klubie.

- Rzeczywiście może się tak zdarzyć, ale ja podchodzę do tego spokojnie. W kadrze znalazło się więcej siatkarek, niż w rzeczywistości pojedzie na turniej, więc wcale nie powiedziane, że się w niej znajdę. W każdym razie powołanie traktuję serio i jeśli dostanę szansę, zrobię wszystko, by ją wykorzystać.

Trener Chiappini mówi, że jeden sezon siedzenia na ławce młodej zawodniczce nie zaszkodzi, ale kolejny już tak. Widzi pani siebie w Atomie w nowym sezonie? - To nie jest odpowiedni moment na takie rozważania. Mam dwuletni kontrakt, robię wszystko na tysiąc procent, by pomóc drużynie. Przed przyjściem do Sopotu przez siedem lat grałam w klubach non stop. Rola rezerwowej jest dla mnie nowa, ale staram się z niej wyciągnąć, nauczyć, ile się da. W siatkówce potrzebna jest szeroka kadra, każda z nas czuje się potrzebna. Nie czuję się mięsem armatnim, potrzebnym tylko na treningach.

Z Muszyną w tym sezonie przegrałyście już czterokrotnie. Raz w sezonie zasadniczym, w Pucharze Polski i dwa mecze w finale. Wygrałyście tylko raz, w Ergo Arenie.

- Wszystko jest jeszcze możliwe. Wierzę, że jesteśmy w stanie odwrócić losy tego finału. Nawet pomimo tego, że nie możemy grać w Ergo Arenie. Żadnej gwarancji nikt nikomu nie da. Stawka jest najwyższa, nie chciałabym zadowolić się srebrem.