Sport.pl

Żużlowcy Lotosu Wybrzeże Gdańsk stoją pod ścianą. "14 punktów straty to naprawdę dużo"

- Liczyliśmy bardzo, że nasza zdobycz punktowa w meczu z Betardem Sparta Wrocław będzie wyższa - mówi po porażce w pierwszym spotkaniu barażowym o utrzymanie w Enea Ekstralidze trener Lotosu Wybrzeże Gdańsk Stanisław Chomski.
Jego zespół do rewanżu przystąpi z czternastopunktową stratą (porażka 38:52) i perspektywy na jej odrobienie rysują się w ciemnych barwach. Gdańszczanie mimo szeroko zakrojonych przygotowań i treningów na torach w Rawiczu i Zielonej Górze we Wrocławiu zdobyli zaledwie 38 punktów, czyli tyle samo ile w sezonie zasadniczym.

Tym razem jednak na mecz z Betardem Wybrzeże pojechało w o wiele silniejszym składzie niż w poprzednim spotkaniu obu drużyn.

- Cóż z tego, skoro ani Renat Gafurow, ani Piotr Świderski nie pojechali na miarę naszych oczekiwań, a pod względem liczby punktów Zbigniew Suchecki zamienił się miejscami z Thomasem H. Jonassonem - mówi szkoleniowiec gdańskich żużlowców. Właśnie postawa Szweda mocno odbiła się na wyniku drużyny. Jonasson na torze we Wrocławiu zdobył zaledwie punkt, w dodatku kosztem kolegi z zespołu Marcela Szymki.

- Thomas, podobnie zresztą jak Gafurow miał w niedzielę bardzo duże kłopoty ze sprzętem. W dodatku przyjechał bardzo zmęczony z Malilli po Grand Prix Skandynawii i musieliśmy przed meczem wspomóc go farmakologicznie, bo kontuzje, których miał w tym sezonie niemało nie pozostają bez śladu na jego organizmie. Jonasson, mimo że miał kłopoty z przystosowaniem sprzętu do warunków na torze, walczył ambitnie i w ferworze walki zdarzył mu się kolejny upadek - przyznaje Chomski. Szwed w biegu 10. uczestniczył w groźnej kolizji, po której został odwieziony do szpitala. - Pocieszeniem jest to, że nie wykryto u niego żadnych złamań. Jonasson odczuwa jednak silny ból w okolicach stawu skokowego lewej stopy. Miał już złamanie w tamtym miejscu w 2008 roku, więc nie wygląda to dobrze. Doskwiera mu to bardzo, bo nie może stanąć na tej stopie, poza tym ma naciągnięte mięśnie szyi i ogólne potłuczenia. Na razie ciężko prognozować, czy jego stan zdrowia pozwoli mu jechać w rewanżu - martwi się trener Lotosu Wybrzeże.

Sytuacja gdańskiego zespołu przed spotkaniem w Gdańsku jest więc bardzo skomplikowana. Tym bardziej, że ewentualna absencja Szweda w niedzielę praktycznie przekreśla szansę Wybrzeża na odrobienie strat, a tym samym zakwalifikowanie się do baraży z drugą drużyną I ligi.

- Ciężko wymyślić coś nowego, co radykalnie odmieni oblicze drużyny. Na pewno jednak nie będziemy siedzieć z założonymi rękami. Efekty naszej pracy będą widoczne na torze. Niemniej jednak z całych sił będziemy gonić drużynę z Wrocławia, choć 14 punktów straty to naprawdę dużo - przyznaje gdański szkoleniowiec.

Źródłem optymizmu dla Wybrzeża może być postawa Sucheckiego, który we Wrocławiu wywalczył dziewięć punktów i cztery bonusy. Wraz z Nickim Pedersenem trzykrotnie podwójnie pokonali pary Betardu, jedno ze zwycięstw odnosząc w ostatnim biegu nad niepokonanym do tego wyścigu Tomaszem Jędrzejakiem. Zaskakująco dobra postawa Sucheckiego wzbudziła podejrzenia wrocławian, którzy po spotkaniu zakwestionowali tłumik, którego używał żużlowiec Lotosu. Po sprawdzeniu jego parametrów sprzętu, okazało się, że spełnia on wymogi regulaminowe, a sam zawodnik za nieuzasadniony protest zainkasował 2500 zł, wpłaconej przez Betard kaucji.

Więcej o: