Do nowych władz Wybrzeża Gdańsk: Bycie "anty-Polnym" nie wystarczy [OPINIA]

W ubiegłym tygodniu Robert Terlecki został nowym prezesem Wybrzeża Gdańsk. Póki co ma on duże poparcie w gdańskim środowisku żużlowym, jako przeciwwaga dla byłego prezesa Macieja Polnego. Jednak dla Terleckiego w dłuższej perspektywie rządów w Wybrzeżu bycie "anty-Polnym" nie wystarczy.
Warto zauważyć, że do zmiany warty w Wybrzeżu doszło przede wszystkim dzięki olbrzymiej determinacji kibiców Wybrzeża. To oni, zmęczeni działalnością w klubie Polnego, wymusili niejako przeprowadzenie konkursu na stanowisko nowego prezesa. Co więcej, mieli znaczący wpływ na wybór Terleckiego poprzez swojego przedstawiciela w komisji kwalifikacyjnej. Fala, którą wywołali sympatycy gdańskiego żużla, wyniosła Terleckiego na fotel prezesa, zmiatając z pokładu Wybrzeża Polnego. Jak na razie nowy prezes może więc cieszyć się ożywczym powiewem swobody działania, mając przy tym duży kredyt zaufania od kibiców i całego środowiska, ale wobec braku efektów może się on bardzo szybko wyczerpać.

Terlecki ma zadanie trudne, bo były prezes pozostawił po sobie spaloną ziemię. Obojętnie więc co zrobi nowy sternik Wybrzeża, będzie mu to zapisane na "plus". Choć oddając cesarzowi, co cesarskie, trzeba przyznać, że nie wszystko, co zrobił prezes Polny w gdańskim klubie, było fatalne. Wiadomo, że pamiętać mu się będzie problemy ze złożeniem stabilnego budżetu, ciągłe kłopoty z utrzymaniem się w Ekstralidze, a czarę goryczy przelały ostatnie posunięcia z zatrudnieniem Tomasza Chrzanowskiego i Piotra Świderskiego. Obaj żużlowcy mocno przyczynili się do spadku Wybrzeża do I ligi, co nie poprawiło wizerunku Polnego.

Czy gdański żużel wyjdzie z wirażu na prostą? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Z drugiej strony ściągnięcie do Gdańska trenera Stanisława Chomskiego, byłego mistrza świata Nicki Pedersena czy stworzenie w Gdańsku silnego ośrodka szkolenia juniorów to niewątpliwe jego duże sukcesy.

Wobec nowego prezesa oczekiwania mam jednak znacznie wyższe. Przede wszystkim kwestią najbardziej palącą jest znalezienie dla drużyny strategicznego sponsora oraz mniejszych sponsorów, mogących wspierać klub finansowo. Trochę martwić może opieranie budżetu na funduszach miejskich, ale cieszy, że Terleckiemu udało się nawiązać kontakty z władzami Gdańska, które powinny na żużlowy klub patrzeć przychylniejszym okiem.

Oprócz pozyskania pieniędzy na funkcjonowanie klubu, Terlecki musi poukładać sprawy organizacyjne, ale przede wszystkim zabrać się za budowanie drużyny, kontraktując trenera i zawodników. Jak podkreśla nowy prezes, ślimaczący się proces jego oficjalnego powołania na stanowisko sprawił, że klub jest już "pięć po dwunastej", jeśli chodzi o budowę zespołu. Mimo tego chciałbym, by nowy zarząd zakasał rękawy i zabrał się do tytanicznej pracy. Bo deja vu z poprzednich lat, kiedy udawało się jako tako sklecić zespół, a później brak wyników zwalano na brak czasu, jest już nie do przyjęcia. Nie po to w klubie doszło do zmiany warty, by nowy zarząd wchodził w buty starego.

Terlecki i jego nowa ekipa mają więc przed sobą mnóstwo pracy, ale też spore pole do popisu. Panowie, do roboty, bo cierpliwość kibiców nie jest z gumy i wiecznie trwać nie będzie. Życzę Wam powodzenia, bo gdański żużel musi wreszcie wstać z kolan.