Sport.pl

Straszą Wybrzeże Gdańsk wnioskiem o upadłość. Klub się nie boi

Zaległości finansowe Wybrzeża wobec żużlowca Piotra Świderskiego zaczynają coraz bardziej godzić w gdańszczan. Tym razem chodzi o wniosek dotyczący upadłości klubu. W Wybrzeżu zachowują jednak spokój.
Sprawa ze Świderskim ciągnie się już od listopada. Do końca tego miesiąca klub miał albo spłacić zaległe wobec żużlowca pieniądze (375 tys. zł), albo podpisać z nim ugodę. Wybrzeże chciało przystać na tę drugą opcję. W klubie czuli się bowiem nieco oszukani przez Świderskiego, który podpisał kontrakt, wiedząc, że nie jest zdolny do jazdy. Dlatego też w Wybrzeżu uważano, że żużlowcowi nie należy się pełne wynagrodzenie. Gdańszczanie zaproponowali więc Świderskiemu ponad 200 tys. zł. Ten jednak nie przystał na takie warunki. Jest to tym bardziej dziwne, jeżeli weźmiemy pod uwagę słowa byłego prezesa Wybrzeża Macieja Polnego, który podczas jednego z walnych zgromadzeń stwierdził, że był dogadany z żużlowcem na 150 tys. zł. Kiedy obecny prezes Robert Terlecki spytał, czemu mu o tym nie powiedział, ten odparł: "Bo nie pytałeś".

Okazuje się, że Świderski zaczął szukać innej drogi prowadzącej do odzyskania zaległości. Portal Sportwefakty dostał anonimową informację, że w związku z długiem wobec Świderskiego zostanie złożony do sądu wniosek o upadłość Wybrzeża. Miała to zrobić szczecińska firma windykacyjna Eureka Finanse, która teraz reprezentuje żużlowca.

- Nie otrzymaliśmy żadnych dokumentów w tej sprawie, jednak jestem przekonany, że mimo iż nie wykluczaliśmy ugodowego rozwiązania sporu z zawodnikiem, merytorycznie racja jest po naszej stronie - mówi dla sportowefakty.pl Bartosz Michalak, prawnik Wybrzeża. - Chciałbym wskazać, iż zgodnie z kontraktem strony dokonały zapisu na sąd polubowny w postaci Trybunału PZM, a zatem w chwili obecnej z uwagi na skierowanie przez klub sprawy do Trybunału PZM roszczenie, które wskazuje firma windykacyjna, jest sporne, zatem nie ma podstaw do ogłoszenia upadłości wobec klubu - dodaje.

Michalak zdradza również, że szczecińska firma w rozmowie telefonicznej zażądała spłaty zadłużenia w wysokości 350 tys. zł. Podczas następnej rozmowy dowiedział się natomiast o możliwości złożenia pozwu.

- Podsumowując, zarówno włodarze klubu, jak i ja mamy nadzieję, że zarówno sam zawodnik, jak i jego reprezentanci dojdą wreszcie do wniosku, iż takimi działaniami jak dzisiejsza informacja wrzucona do mediów bez jakiegokolwiek poparcia twierdzeń dowodami nie rozstrzyga się sporów, które pozostają w gestii niezależnych i niezawisłych sądów - dodaje dla sportowefakty.pl Michalak.

Całą rozmowę z prawnikiem Wybrzeża znajdziesz na www.sportowefakty.pl.

Czy Wybrzeże powinno zapłacić Świderskiemu 100 proc. zaległości? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: