Sport.pl

Wybrzeże zdegustowane zachowaniem Jonassona i Madsena

W najważniejszym meczu sezonu z Włókniarzem Częstochowa żużlowcy Wybrzeża Gdańsk pojechali w okrojonym składzie po tym, jak drużynę wystawili do wiatru Thomas H. Jonasson i Leon Madsen. Postawa obu obcokrajowców bardzo rozzłościła trenera i kolegów w drużyny.
Brak Jonassona i Madsena w Częstochowie oznaczał, że Wybrzeże praktycznie oddało mecz walkowerem. Bez dwójki zagranicznych żużlowców gdańszczanie nie byli w stanie podjąć walki z gospodarzami. Porażka oznaczała dla nich "gwóźdź do trumny".

- Po raz kolejny z rzędu dzieje się tak, że zawodnicy odmawiają startu. Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Wszystko jest dogadane, ma być pełen zespół, a ja muszę powoływać dziesięciu zawodników, by z trudem sklecić siódemkę, z której trzech żużlowców pojechało bardzo dobre zawody. Cieszę się, że Artur po remoncie sprzętu dopasował się i był pełnowartościowym zawodnikiem, najlepszym w naszym zespole. Dziękuję też Lindgrenowi, że "wyłamał się". Dwaj pozostali zawodnicy, czyli Madsen i Jonasson są w wysokiej formie i gdyby tu przyjechali, to byłby dużo ciekawszy mecz. O ich nieobecności dowiedzieliśmy się w niedzielę godzinę przed meczem. Nie dostaliśmy od nich pozytywnej odpowiedzi i zgłosiliśmy drugi skład. Miałem jeszcze Patryka Beśko, bo nie wiedziałem czy Krystian Pieszczek pojedzie - irytował się trener Szymko w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl.

I dodał, że taka postawa Jonassona i Madsena godzi w sportową postawę.

- Był to dla nas najważniejszy mecz w sezonie. Stało się inaczej i mam nadzieję, że władze klubu wyciągną konsekwencje wobec Madsena i Jonassona. Oni nie szanują ani działaczy, ani kibiców, ani kolegów. Pominę już trenera, bo widzę, że to staje się mało istotne. Są braki finansowe, ale po ostatnim meczu chłopacy dostali część należnych pieniędzy i złożyli deklaracje, że wszyscy startują. Okazało się, że tylko Lindgren podszedł do tego normalnie oraz polscy zawodnicy. To już jest tak standardowo, że oni wiedzą, że są u siebie w domu i z nimi można zawsze porozmawiać. Z kolei u obcokrajowców decydują tylko pieniądze i nic więcej - przyznał Szymko.

Radykalnych słów pod adresem kolegów z zespołu użył także Artur Mroczka.

- Tydzień temu spotkaliśmy się jako cała drużyna i wszyscy powiedzieli, że będą na tym meczu. Przygotowałem się w stu procentach, potwierdziłem to. Koledzy, którzy nas wystawili do wiatru, muszą pomyśleć co dalej, czy to, co zrobili było dobre. Wiadomo, że jest ciężko i nie ma takich pieniędzy, jakie byśmy chcieli. Trzeba jechać za to, co jest. Sezon się skończy i pieniądze spłyną z miasta i od sponsorów. Nie możemy podchodzić w sposób, że przed meczem chcemy mieć płacone za spotkanie. Ja też bym chciał mieć tak płacone, ale nigdy tak nie miałem. Czas postąpić tak, by pojechać mecz i mieć dwa tygodnie do zapłacenia, a nie tak jak zagraniczni: oni nie mają pieniędzy i nie jadą. Jeśli widzą, że klub nie ma dla nich pieniędzy w kieszeni, to oni nie wyjadą na tor. Nawet gdyby byli w parkingu w Częstochowie i nie dostaliby tego, czego oczekują, to też by nie wyjechali. Takie sytuacje też już były. Nie o pieniądze się jedzie w tym momencie. Jedzie się o wyniki, kibice przychodzą patrzeć na nas, a nie na to jak nie jeździmy - mówił Mroczka.

Więcej o: