Sport.pl

Grzegorz Dzikowski: Nie wywierajcie na nas presji, nie jesteśmy faworytem ligi [ROZMOWA]

- Nie chcemy, by żądano od nas tego, czego nie jesteśmy w stanie zrobić. Nie widzę sensu, by napalać się na awans - mówi trener Renault Zdunek Wybrzeża Gdańsk Grzegorz Dzikowski. Jego zespół w niedzielę przegrał w Krakowie 41:49, notując czwartą porażkę w tym sezonie.
Przed sezonem oczekiwania były duże. Według wielu ekspertów Wybrzeże było jednym z faworytów Nice PLŻ. Tymczasem niedzielna porażka w Krakowie sprawiła, że czołówka tabeli odskoczyła już na znaczną odległość. Wpływ na to ma głównie postawa na wyjazdach. Gdańszczanom udało się odnieść zwycięstwo zaledwie na torze w Rawiczu - na terenie najsłabszej drużyny w Polsce.

Tomasz Galiński: Porażka w Krakowie to dla was spore rozczarowanie?

Grzegorz Dzikowski: Nie podchodzimy do tego w ten sposób. Ten mecz nie miał zdecydowanego faworyta. Mała wpadka przydarzyła nam się w Bydgoszczy, ale generalnie to nie dramatyzujmy. Dramat to był w ubiegłym roku. Nie było pewne czy w ogóle wystartujemy. Dopiero pełna mobilizacja Tadeusza Zdunka, który postawił sobie za punkt honoru start w rozgrywkach. I to mimo sytuacji, która wtedy była. W tym roku nie ma żadnego dramatu. Nie pompujmy tego balonika, nie wywierajmy presji. To co mieliśmy zrobić, zrobiliśmy w ubiegłym roku - awansowaliśmy w sportowej walce. W tej chwili na pewno nie należeliśmy do grona faworytów. Nie takie założenia i plan mamy na przyszłość.

Prezes Zdunek dość stanowczo mówił przed sezonem, że celem jest awans do finału ligi. Pan podchodził do tego trochę spokojniej.

- Postawiliśmy sobie najwyższy cel, ale każdy sportowiec powinien do tego podchodzić tak samo. Do końca będę twierdził, że jesteśmy w grze. Nie wiem skąd się bierze ta presja na wynik. Przypomnijmy sobie historię w ostatnich piętnastu latach. Czy mamy na siłę wejść do ekstraligi i powielać błędy poprzedników? Przecież to jest bez sensu. Prezes Zdunek powiedział również, że najważniejsze są finanse, dopiero później wynik sportowy. Mamy młodą, niedoświadczoną drużynę, którą zbudowaliśmy jako pierwsi w Polsce. Do ekstraligi chcemy wejść zabezpieczeni na tyle, że podejmiemy walkę, by się w niej utrzymać, a nie po raz kolejny udowodnić, że jesteśmy pierwsi pod względem awansów i spadków do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jeżeli ulegniemy presji, może się to skończyć właśnie w ten sposób. Nie chcemy, by żądano od nas tego, czego nie jesteśmy w stanie zrobić. Nie widzę sensu, by napalać się na awans.

Wracając jednak do meczu w Krakowie. Tym razem waszym problemem nie były starty. Wielokrotnie udawało się wychodzić spod taśmy na podwójnym prowadzeniu, ale w dalszej fazie wyścigu zawodnicy tracili pozycje.

- Dokładnie, oddaliśmy punkty w bardzo głupi sposób. To wszystko spowodowało, że wynik był taki, a nie inny. Generalnie jednak mecz był bardzo fajny, trzymający w napięciu do samego końca. W 14. biegu prowadziliśmy 5:1 i dopiero na ostatnich metrach naszą parę przedzielił rywal. Wszystko jednak po walce. Zupełnie inaczej podszedłem do meczu w Łodzi. To rzeczywiście była katastrofa, której w życiu bym się nie spodziewał. Wtedy drużyna nie miała charakteru, a w Krakowie było dobre ściganie, czyli to o co nam chodzi.

Porażka jest porażką, ale chyba mały plusik można wreszcie postawić przy nazwisku Krzysztofa Jabłońskiego. Dwa pierwsze wyścigu miał bardzo dobre, choć w końcówce trochę się pogubił.

- Dokładnie, dałbym Krzyśkowi małego plusa. Małego, bo oczekiwałem od niego, że będzie robił po 8 punktów zarówno u siebie, jak i na wyjazdach. Liczyliśmy na niego, patrząc na ubiegły rok, gdy pomógł drużynie awansować w sportowej walce. Tymczasem początek obecnego sezonu trochę mu nie wyszedł.

Po sobotnim treningu bardzo chwalił pan Aureliusza Bielińskiego. Mecz w Krakowie był dla niego debiutem w lidze. Jak by pan ocenił ten występ?

- Nie zdobył punktów i popełnił pewne błędy, ale zwróćmy uwagę, że jest to bardzo młody chłopak. Ci młodzi zawodnicy nie wytrzymują presji, która jest w naszej lidze. Muszą się do tego przyzwyczaić. Niedługo czekają nas rozgrywki młodzieżowej i właśnie w tego typu zawodach muszą nabrać pewności siebie. Nie oszukujmy się, przez ostatnie sześć lat nie zrobiono zbyt dużo pod względem młodzieży. W ubiegłym roku wszyscy nasi zawodnicy zrobili spory postęp i przyjemnie było patrzeć jak w rozgrywkach młodzieżowych zdobywali punkty, byli widoczni, nie przewracali się i jechali dobrze technicznie. W tym roku jednak wygląda to tak jakby się trochę zatrzymali. Wiadomo, że jest wyższa liga i trochę inne wymogi. Trzeba podejść do tego spokojnie.

W najbliższą niedzielę czeka was zaległy mecz z Lokomotivem Daugavpils, który może okazać się najtrudniejszy w tym sezonie. Łotysze są u siebie bardzo mocni i należą do faworytów całej ligi.

- Dokładnie, Lokomotiv buduje swój zespół dobre 3-4 lata. Jest to drużyna, która - przy zakupie jednego lidera - mogła by z powodzeniem walczyć w ekstralidze.

Przewiduje pan jakieś zmiany w składzie? Na kolejną szansę cały czas czekają Kamil Brzozowski, Eduard Krcmar i Magnus Zetterstroem.

- Zobaczymy. W tej chwili pewne miejsce w składzie ma trzech zawodników, czyli Renat Gafurow, Oskar Fajfer i Linus Sundstroem, któremu również przytrafiają się słabsze mecze. Reszta musi walczyć.



Więcej o:
Komentarze (1)
Grzegorz Dzikowski: Nie wywierajcie na nas presji, nie jesteśmy faworytem ligi [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • bosmangdynia

    0

    Laweta czeka.Zlituj się i zostaw w spokoju trenerkę .Nie znasz się na niej,brak Ci wyczucia o wiedzy nie wspomnę .Jaki zawodnik taki trener.Dodatkowo kłamca i wazeliniarz.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX