Sport.pl

Żużlowiec Lotosu Dawid Stachyra: Przez sędziego straciliśmy kilka punktów

Dawid Stachyra w przegranym meczu 2. kolejki I ligi z GTŻ Grudziądz (43:47) zdobył 7 punktów, ale nie był zadowolony ze swojej postawy. - Cieszę się chociaż z tego, że troszkę udało mi się rozkręcić i ciut oderwać się od dna, bo na razie nie jest tak jakbym sobie marzył - mówi zawodnik w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl.
Stań się fanem Trójmiasto - Sport.pl na portalu Facebook

- Spotkanie dziwnie się dla nas toczyło. Z początku gospodarze nam odjechali, zapowiadało się na pogrom. Później się dźwignęliśmy i tak naprawdę zabrakło nam dwóch biegów, żeby ten mecz na własną korzyść przechylić. Trochę dziwne zawody, bo sędzia też dołożył swoją cegiełkę. Nie może być takiej sytuacji, że staję w koleinie w której wcześniej Watt wystartował, a sędzia mnie przestawia, że niby stałem pod ukosem. W poprzednim biegu tego nie zauważył, dla mnie to jest absurd trochę. W 14. biegu "lotniak" Kudriaszowa, dziwne bo sędzia takiej rangi nie powinien takich błędów robić. Trudno jednak, to jest gdybanie i ten mecz jest już historią, także gratulacje dla grudziądzan - mówił tuż po meczu Stachyra. - Chciałbym podziękować gdańskim kibicom, którzy w bardzo licznym gronie przybyli nas wspierać i kibicować. Także tutaj moje podziękowania za doping i za to, że byli z nami. Przykro mi, że zawiedliśmy ich po raz drugi, choć dzisiejszy mecz był w dużo lepszym wykonaniu niż ten z Gnieznem, także obiecuję poprawę swoją i całej drużyny. Myślę, że od następnych meczów będą z nas zadowoleni. Stachyra po słabiutkim meczu ze Startem Gniezno (tylko 4 pkt) w niedzielnym spotkaniu z GTŻ pojechał już nieco lepiej. - Z tego wszystkiego cieszę się, że troszkę udało mi się rozkręcić i ciut oderwać się od dna, bo na razie nie jest tak jakbym sobie marzył. Po części znam przyczynę i jest ona prosta. Widoczny jest po prostu brak Anglii. Mecz w Grudziądzu jest praktycznie moim czwartym, w tym dwa sparingi, dwa mecze ligowe. W tamtym roku, kiedy jeździłem w Anglii, już przed pierwszym meczem ligowym w Polsce byłem po dziewięciu meczach, to jest bardzo duży handicap. Widzę to po sobie, bo jestem pewny motocykli, mam je naprawdę dobre, a nie czuję się jeszcze dobrze na nich, w sensie, że nie ma takiego luzu, pewności. Przeszkodziłem nawet w jednym biegu Pawłowi [Hlibowi], w drugim z kolei nieporozumienie z "Zorrem" [Magnusem Zetterstroemem]. Wszystko to wynika z tego, że nie jestem pewny siebie i jedzie się z klapkami na oczach, bo wiadomo, że jak ktoś ma już większe obycie i czuje się lepiej na motocyklu, to tak jakby się widziało więcej. To jak doświadczony kierowca samochodu, to jest na tej samej zasadzie - tłumaczy Stachyra. Żużlowcy Wybrzeża kolejny mecz rozegrają w Lany Poniedziałek kiedy podejmą Orła Łódź. - Tutaj już nie możemy sobie pozwolić na jakąkolwiek sensację. Musimy pojechać z Łodzią jak najlepiej i zapewnić sobie jak najwyższe zwycięstwo. Będziemy się do tego meczu przygotowywać równie dobrze, bo widać, że w naszym składzie jest tak jakby na odwrót. Jedni jadą lepiej jednych meczach, potem zawodzą i na odwrót, także każdy ma jeszcze kłopoty i u każdego jest jeszcze daleko od tej optymalnej formy. Pozostaje nam więc jeździć i pracować, bo na tej podstawie można do czegoś dojść i coś osiągnąć - zakończył Stachyra.

Polecamy - Dlaczego żużlowcy Lotosu Wybrzeże tak słabo zaczęli sezon?



Więcej o: