Żużlowa karuzela trenera Lotosu Wybrzeże Stanisława Chomskiego

W ośmiu dotychczasowych meczach tego sezonu żużlowcy Lotosu Wybrzeże jeździli w sześciu różnych ustawieniach, co w tym sporcie jest ewenementem. Czy rotacja w składzie będzie kluczem do sukcesu, czyli awansu do ekstraligi?
Trener Stanisław Chomski dzięki szerokiej kadrze, ma w tym sezonie spore pole manewru. Szczególnie jeśli chodzi o obcokrajowców, gdzie na cztery miejsca w siedmioosobowym składzie (w każdym meczu musi jechać minimum trzech Polaków) ma do dyspozycji pięciu wyrównanych zawodników: trójkę Szwedów - Magnusa Zetterstroema, Thomasa H. Jonassona i Mikaela Maksa, Rosjanina Renata Gafurowa oraz Australijczyka Darcy'ego Warda. Pewny miejsca w składzie jest właściwie tylko ten ostatni, który poza rewelacyjną formą (ze średnią 2,63 pkt/bieg to w tej chwili najskuteczniejszy żużlowiec I ligi) ma jeszcze jeden dodatkowy atut - jest młodzieżowcem. Biorąc pod uwagę, że Polscy juniorzy - Damian Sperz i Marcel Szymko - spisują się kiepsko, Australijczyka wykluczyć ze składu może tylko kontuzja lub jakiś losowy wypadek.

Zaciekle o miejsce w składzie walczą za to pozostali obcokrajowcy. W tej chwili najwyżej stoją akcje Jonassona, który może pochwalić się trzecią średnią biegopunktową w I lidze (2,56) i tylko w jednym meczu zdobył mniej niż 11 punktów (8 w wyjazdowym spotkaniu z Lokomotiv Daugavpils). Szwed osiągnął w tym sezonie życiową formę, a jego starszy kolega Zetterstroem wróży mu nawet karierę w cyklu Grand Prix. - Thomas zrobił w ostatnich miesiącach niesamowite postępy i gdyby to ode mnie zależało dałbym mu stałą dziką kartę na wszystkie pozostałe turnieje Grand Prix. On ma wszystko, aby już teraz walczyć z najlepszymi - podkreśla "Zorro". Sam Jonasson również marzy o Grand Prix i zrobi wszystko aby zakwalifikować się do przyszłorocznego cyklu jako pełnoprawny uczestnik.

Pozostała trójka prezentuje wyrównany poziom, choć do tej pory spisuje się nieco poniżej oczekiwań. Zetterstroem (śr. 2,12 pkt/bieg) miał dobry początek sezonu, ale kiepsko pojechał w meczu z Polonią Bydgoszcz u siebie (7 pkt) i wręcz fatalnie w wyjazdowym spotkaniu z Lokomotivem (tylko 2 pkt). Dlatego przed rewanżowym meczem z Łotyszami "Zorro" po raz pierwszy w tym sezonie wypadł ze składu. Czy na dłużej? O tym zadecyduje trener Chomski.

Max (śr. 2,11 pkt/bieg) to przede wszystkim solidność, choć i on zaliczył "wtopę" (zero w wyjazdowym meczu z GTŻ Grudziądz). Z kolei Gafurow (śr. 1,76 pkt/bieg) po kiepskim początku (zero na inaugurację sezonu ze Startem Gniezno i ledwie 5 pkt ze słabiutkim Orłem Łódź - oba mecze odbyły się w Gdańsku) wypadł ze składu na trzy spotkania. Powrót miał wymarzony, gdyż zdobywając 17 punktów poprowadził zespół do arcyważnej wygranej w Daugavpils (45:44). Równie dobry występ w rewanżu przerwała szaleńcza szarża 17-letniego Wadima Tarasienki, który w jednym z wyścigów staranował Gafurowa powodując jego niebezpieczny upadek (na szczęście poza poparzeniem uda nic groźnego się nie stało).

Przy tak wyrównanym poziomie najważniejsza będzie więc intuicja trenera Chomskiego, który przed każdym meczem będzie musiał wybrać najlepsze rozwiązanie. Dużo mniej komfortu ma w przypadku Polaków, gdyż Paweł Hlib i Dawid Stachyra po prostu muszą jeździć. O ile ten pierwszy spisuje się dobrze (śr. 1,95 pkt/bieg), to Stachyra (śr. 1,43 pkt/bieg) był do ostatniej niedzieli cieniem zawodnika z poprzedniego sezonu. Wydawało się, że czara goryczy przelała się w meczach z Polonią i wyjazdowy z Lokomotiv (dwie "zerówki") i klub zacznie rozglądać się po wybrakowanym polskim rynku za jakimś nowym zawodnikiem. Jednak występ Stachyry w rewanżu z Lokomotivem (8 pkt plus bonus w 4 biegach) jest małym światełkiem w tunelu. Małym bo klasa rywala była mizerna.

Już w najbliższą niedzielę arcyważny mecz Lotosu Wybrzeże w Bydgoszczy (jego początek został we wtorek przesunięty z godz. 18 na 19). Po nim odpowiedź na pytanie dotyczące optymalnego składu zespołu pewnie będzie łatwiejsza.