Aron Chmielewski - kandydat na hokejową gwiazdę

19-latek ze Stoczniowca ma trudny charakter, ale przede wszystkim ma talent. W piątek i sobotę ma poprowadzić swój zespół do zwycięstw z GKS Tychy.
Środa, 9 lutego

Pierwszy mecz play-off z Tychami. Ostatnia minuta trzeciej tercji. Chmielewski pędzi pod bramkę rywali, dostaje krążek i sprytnym strzałem po lodzie zdobywa zwycięską bramkę dla Stoczniowca. Niespodzianka staje się faktem, a młody napastnik Stoczniowca zostaje porównany przez komentującego mecz w TVP Sport Stanisława Snopka do gwiazdy NHL Sidneya Crosby'ego. Słowa pochwały płyną też z ust trenera Tadeusza Obłoja.

Miesiąc wcześniej

Dogrywka meczu z Unią Oświęcim. Chmielewski kiwa się i traci krążek na własnej połowie. Nie próbuje naprawić błędu, nawet nie odwraca się i nie patrzy, co dzieje się za jego plecami. Rywale strzelają zwycięską bramkę, a on wyjeżdża z lodu i bez słowa idzie do szatni. Koledzy z drużyny i trener patrzą z niedowierzaniem, jak trzaska drzwiami. - Tego, co zrobił ten arogancki chłopak, nie da się opisać. Myśli, że jest już lepszy niż Crosby, ale talent bez dyscypliny nic nie znaczy - grzmi Obłój.

Które oblicze Chmielewskiego zwycięży?

- Przyznaję się bez bicia. Mam trudny charakter. Wynika to z tego, że nie lubię bezmyślnie potakiwać, jak mam inne zdanie na jakiś temat. Ale jak ktoś mnie zagnie, to przyznam mu rację. Niektórym się to nie podoba, ale inni mnie za to cenią - mówi Chmielewski, uznawany za jeden z największych talentów w polskim hokeju.

Przygodę z hokejem zaczął, kiedy miał 9 lat. Jego ojciec (też grał, ale w zrobieniu kariery przeszkodziła mu przepuklina) zabrał go na mecz Polska - Rumunia. - Polacy wygrali 12:1, a mi się tak spodobało, że tata zapisał mnie na ślizgawki i do szkółki hokejowej - wspomina Chmielewski. Tam wypatrzył go trener Wiesław Walicki i namówił do połączenia nauki i hokeja w szkole sportowej. - Na początku byłem najgorszy, bo koledzy trenowali od zerówki. Ale miałem aspiracje, żeby być najlepszy, i pod koniec gimnazjum ich przegoniłem. Zacząłem zbierać wyróżnienia za króla strzelców, za najlepszego zawodnika turnieju. Bardzo mnie to cieszyło, bo jak zakładałem łyżwy, to przenosiłem się do innego świata.

Bramek nie strzela się buzią, tylko kijem

Walicki śledzi postępy byłego podopiecznego. - Aron to nieobliczalny chłopak. To indywidualista, który niejeden mecz sam mi wygrał. Ma wielki talent, ale musi zrozumieć, że świat nie zawsze będzie się wokół niego kręcić. Ma paskudny charakter i trzeba go trzymać żelazną ręką. Jeśli się odpuści, to się zmarnuje, umiejętnie prowadzony może zrobić wielką karierę.

Chmielewski ma już za sobą grę w Niemczech. - Chciałem zobaczyć, jak wygląda hokej na Zachodzie. Wujek, który tam mieszka, załatwił mi małe tournée po klubach. Zrozumiałem jednak, że nie chce żyć z dala od rodziny i kraju, dlatego nie zostałem tam na dłużej. Na pewno był to jednak krok do przodu. Dużo dało mi trenowanie pod okiem Grega Thomsona. Ten trener to poezja, przyjacielski poza lodem, w czasie meczu trzymający na wszystkich dystans - opowiada Chmielewski, który teraz trenuje pod okiem Obłoja. - Trener nadaje czasem na mnie, czasem ja na niego. Ale to tylko chwilowe przeboje, bo się szanujemy - zapewnia Chmielewski.

- W ofensywie to jeden z największych talentów, jaki urodził się w Polsce, ale musi pracować nad defensywą, grą zespołową i przede wszystkim nad samym sobą - mówi Obłój. - Na początku miałem z nim problemy wychowawcze. Cały czas muszę zresztą mu przypominać, że buzią się nie strzela bramek, tylko kijem. Łapie zbyt wiele kar za niesportowe zachowanie, za dyskusję z sędziami - wylicza Obłój.

Po powrocie z Niemiec półtora roku temu Chmielewski szybko stał się ważną postacią Stoczniowca. Wyróżniał się techniką, strzelał bramki i... podpadał starszym kolegom, którym nie podobało się, że młokos ma własne zadnie na każdy temat. Doszło nawet do tego, że za karę musiał przebierać się w osobnej szatni. - Starsi mnie ostro temperowali, kazali siedzieć cicho. Było trochę zgrzytów, ale to już za nami. Przecież to, że ktoś jest starszy, nie oznacza, że zawsze ma rację - mówi Chmielewski, który rundę zasadniczą zakończył jako najlepszy zawodnik Stoczniowca w punktacji kanadyjskiej.

Bóg, Kościół, rodzina

Jego idolem jest rosyjski hokeista Aleksandr Owieczkin, gwiazda NHL. Ogląda mecze z jego udziałem, stara się naśladować grę, ale o pójściu w jego ślady i wyjeździe za ocean wcale nie marzy. W ogóle nie myśli o grze za granicą, choć ma propozycje z różnych klubów, z różnych stron świata (m.in. Poprad i Slovan Bratysława). - Fajnie jest robić to, co się kocha, i z tego żyć, ale ja chcę to robić w Gdańsku. Nie kuszą mnie miliony dolarów. Wystarczy, żebym miał na spokojne życie i był blisko rodziny, blisko tych, których kocham. Staram się, żeby byli ze mnie zadowoleni, dlatego cieszę się, że udało mi się strzelić gola Tychom w dniu urodzin taty. To prezent dla niego - mówi Chmielewski.

Zawodnik Stoczniowca to gwiazda reprezentacji Polski do lat 20. Ma już także za sobą debiut w dorosłej reprezentacji Polski, teraz jego celem jest wyjazd z kadrą Wiktora Pysza na mistrzostwa świata. Nie są to marzenia na wyrost, bo Chmielewski jest na 8. miejscu punktacji kanadyjskiej PLH, wyprzedza go w niej tylko trzech polskich hokeistów. - To wspaniałe grać dla kraju w koszulce z orzełkiem na piersi. W ogóle przede mną teraz ważne miesiące, bo chcę też zdać maturę. Na razie mam jeszcze kilka przedmiotów do zaliczenia i staram się uczyć w czasie podróży autokarem na mecze - mówi 19-letni Chmielewski.

Hokej nie jest jego całym życiem. - Najważniejszy dla mnie jest Bóg, który dał mi talent i mi błogosławi. Chcę żyć jak najlepiej, aby moje nie skończyło się na ziemi. Najważniejsze dla mnie są Bóg, Kościół i rodzina. Hokej to tylko dodatek - przekonuje młody hokeista, który należy do kościoła Zielonoświątkowego.

liczby Chmielewskiego

5 - na takim miejscu znajduje się pod względem strzelonych bramek Chmielewski (strzelił 27 goli)

17 - takie miejsce zajmuje pod względem asyst (20)



Tak strzela bramki Aron Chmielewski