Żeglarstwo. Piotr Myszka walczy o przepustkę na IO w Londynie

Po zdobyciu mistrzostwa Europy i Polski na Piotra Myszkę czekają kolejne wyzwania. W grudniu mistrz świata w olimpijskiej klasie RS:X bronić będzie zdobytego przed rokiem tytułu oraz rywalizować z Przemysławem Miarczyńskim o kwalifikację na igrzyska w Londynie.
Konrad Marciński: Ostatnie kilka tygodni to dla pana okres wytężonej pracy. W krótkim czasie wystartował pan w mistrzostwach Europy i mistrzostwach Polski. W obu imprezach wygrał pan bezapelacyjnie.

Piotr Myszka: Ostatnie dwa tygodnie przyniosły mi sporo satysfakcji. Muszę jednak powiedzieć, że mimo tego, iż na tych zawodach zmiażdżyłem konkurentów, to o sukces wcale nie było łatwo. Wygrane kosztowały mnie wiele sił, ale radość po zwycięstwach rekompensuje włożony wysiłek. Cieszę się również, że na mistrzostwach Polski udało mi się pokonać Przemysława Miarczyńskiego, z którym walczę, odkąd startuję w klasie olimpijskiej.

W pana startach widać progres. W zeszłym roku był tylko brąz mistrzostw Europy, w tym sezonie było już złoto.

- Zdobycie złotego medalu mistrzostw Europy było moim celem. To był ostatni medal, którego jeszcze nie miałem. Jestem zadowolony, że plan udało mi się zrealizować w stu procentach.

Na mistrzostwach Europy i Polski pana cele na ten sezon się nie wyczerpują. W grudniu w australijskim Perth będzie pan bronił tytułu mistrza świata.

- Zależało mi na tym, żeby zdobyć medal na mistrzostwach Europy, ale oprócz tego skupiałem się też na tym, żeby przetestować nowy sprzęt i jego nowe ustawienia. Podczas treningów w Bułgarii już czułem, że ten nowy sprzęt jest dobry i jestem na nim szybki, co potwierdziło się potem na samych mistrzostwach. Był to świetny element przygotowań do mistrzostw świata. Tam będą podobne warunki, jakie panowały w Bułgarii, szczególnie jeśli chodzi o silny wiatr, więc szybkość będzie istotnym czynnikiem. Lubię i umiem ścigać się przy silnym wietrze, co pokazałem w Burgas i Górkach Zachodnich i pod kątem takich warunków będę się przygotowywał do mistrzostw w Australii.

Jak będą wyglądały pana przygotowania do mistrzostw? Ma pan już doświadczenie z występów na akwenie, na którym rozgrywane będą wyścigi?

- Startowałem na zawodach w Nowej Zelandii, ale w Perth będzie to mój debiut. Do 14 października mam zamiar pływać po Zatoce Gdańskiej, ale o tym zdecyduje przede wszystkim pogoda. Gdy jest zimno, to bardzo łatwo o kontuzję czy chorobę, które mogą pokrzyżować plany przygotowań. 14 października wybieram się do Hiszpanii popływać w warunkach zbliżonych do tych, jakie panują w Australii. Później wysyłamy samolotem cały sprzęt, a sam 8 listopada wylatuję do Perth, gdzie półtora miesiąca poświęcę na bezpośrednie przygotowania.

Podczas mistrzostw świata ma pan do zrealizowania dwa cele. Pierwszy z nich to obrona tytułu wywalczonego przed rokiem w Danii. Drugim jest wywalczenie przepustki na igrzyska olimpijskie. O awans do Londynu nie będzie jednak łatwo.

- Moja sytuacja jest skomplikowana, ale eliminacje ciągle trwają i sprawa awansu jest wciąż otwarta. Mam dużą stratę punktową do Przemka Miarczyńskiego i oczywiście będę trzymał kciuki, żeby popłynął trochę słabiej w tych zawodach (śmiech). Do wszystkiego jestem jednak pozytywnie nastawiony i skupiam się przede wszystkim na walce o obronę tytułu. Liczenie punktów i podejmowanie decyzji, kto pojedzie na igrzyska, zostawiam ludziom w związku żeglarskim i Ministerstwie Sportu. Mam nadzieję, że do Londynu pojedzie ten, kto ma szansę na wywalczenie medalu.

Regulamin dopuszcza do startu w igrzyskach tylko jednego reprezentanta kraju w danej klasie. Może zdarzyć się tak, że na olimpiadzie zabraknie mistrza świata, Europy i Polski.

- Taka jest specyfika tej dyscypliny, a że w Polsce mamy urodzaj bardzo dobrych, utytułowanych zawodników, to sytuacja jest taka, jaka jest. Zależy mi na tym, by móc wystartować w Londynie. Przemek był już trzy razy na igrzyskach, ja jeszcze nie miałem takiej szansy, więc tym bardziej jestem zmotywowany, by wywalczyć awans. Nie zależy mi na tym, by w CV zaznaczyć tylko swój udział. Chcę tam pojechać i popłynąć po medal.

Oprócz pana i Miarczyńskiego chęć na zdobycie tytułu mistrza świata ma jeszcze kilku innych zawodników. Kogo należy zaliczyć do faworytów?

- Przede wszystkim bardzo dobry jest Nick Dempsey z Wielkiej Brytanii, który nie startował w mistrzostwach Europy. Jest również Holender Dorian Van Rijsselberge, zwycięzca sierpniowych eliminacji olimpijskich z Weymouth. Nie można też zapominać o groźnych Nimrodzie Maschichu z Izraela czy Julienie Bontempsie z Francji. Wśród faworytów są również Nowozelandczycy - złoty medalista olimpijski Tom Ashley i jego odwieczny rywal Jon-Paul Tobin. W stawce zamieszać może również Grek Byron Kokalanis.

Jest pan członkiem klubu Londyn 2012, skupiającego sportowców, mających największe szanse na odniesienie sukcesu na igrzyskach. Czy przynależność do tego grona ułatwia przygotowania do Londynu?

- Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z klubem. Wcześniej były z tym problemy, ale w tym sezonie nie mam prawa narzekać. Mam dużą swobodę działania. Nie mam kłopotów z uzyskaniem środków na nowy sprzęt, nawet jeśli chodzi o takie rzeczy jak zakup roweru szosowego czy górskiego, które bardzo przydają się w przygotowaniach. Wiadomo że oprócz samych umiejętności żeglarskich bardzo ważna jest siła i wytrzymałość, które trzeba wytrenować na lądzie. Mam również zielone światło, jeśli chodzi o sfinansowanie wyjazdów do ośrodków, gdzie mogę się dobrze przygotować. Od marca jestem również członkiem Kredyt Bank Polish Sailing Team, który ściśle współpracuje ze związkiem. Wcześniej nie mieliśmy tak poważnego sponsora, który zainwestowałby pieniądze na obsługę kadry. Ta pomoc jest zauważalna, choćby poprzez stypendia dla młodszych zawodników, którzy nie mogą liczyć na stypendia państwowe.

Pomówmy o młodzieży. Od lat w polskim windsurfingu przewijają się wciąż trzy nazwiska: Zofii Klepackiej, Przemysława Miarczyńskiego i pana. Czy widać następców, którzy pójdą w ślady mistrzów?

- Myślę, że poziom sportowy jest cały czas bardzo wysoki. Pojawiają się młodzi zawodnicy, np. Maja Dziarnowska, która bardzo dobrze żeglowała na mistrzostwach Europy. Widać, że ciężko pracują i z całych sił starają się nam dorównać. W ciągu moich 10 lat startów, w każdym sezonie pojawiał się ktoś nowy, kto wywierał presję i chciał zrzucić z tronu starych mistrzów (śmiech). Myślę, że w perspektywie kilku lat konkurencja dla Przemka i dla mnie będzie coraz większa.

W 2012 r. imprezą docelową są igrzyska, ale już wcześniej czekają pana ważne starty?

- Igrzyska to cel nr 1, do którego realizacji przygotowuję się cztery lata. Czuję się jednak mocny i w 2012 r. swoją wysoką formę chciałbym potwierdzić na mistrzostwach Europy, które odbywać się będą już pod koniec lutego, co nie jest korzystne dla deskarzy z Polski. Pod koniec marca są z kolei mistrzostwa świata. Mogę zadeklarować, że wystartuję w obu tych imprezach i będę się chciał pokazać z jak najlepszej strony.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »