Jak tłum sportowców poradzi sobie w Sejmie?

Judoka Paweł Nastula chciał stworzyć w Sejmie ponadpartyjny klub sportowców. Sam nie został posłem, ale szczęście miało kilkunastu innych zawodników. - Nie patrzcie na nas jak na celebrytów, na przykład ja jestem nauczycielem akademickim i działam na rzecz młodzieży - przekonuje gimnastyk Leszek Blanik, nowy poseł PO.
Pytanie, czy parlament to najwłaściwsze miejsce dla sportowych celebrytów jest o tyle nie najlepsze, że do pracy w Sejmie prawo mają wszystkie grupy zawodowe. - Osoby znane i pozytywnie kojarzone przynoszą korzyść partiom. Jeśli są to sportowcy, którzy zdobywali tytuły i medale dla Polski i stali się bohaterami zbiorowej wyobraźni, to w ich cieple partie bardzo chcą się ogrzewać - ocenia dr Mikołaj Cześnik z Instytut Studiów Politycznych PAN.

PSL wykorzystał judokę Pawła Nastulę w reklamówce wyborczej. Mistrza na matę powalał w niej sam wicepremier Waldemar Pawlak, ale to raczej nie przez to Nastula nie dostał się do parlamentu. Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski chwalił się poparciem snowboardzistki Jagny Marczułajtis (która weszła do Sejmu w okręgu krakowskim), a prezes PiS Jarosław Kaczyński zorganizował wspólną konferencję prasową z byłym bramkarzem Januszem Tomaszewskim - a ten został posłem z Łodzi.

Korzystały partie, ale i sportowcy, którzy po zakończeniu kariery muszą rozpocząć nowe życie. Do osób ze znanym nazwiskiem i kojarzonych z sukcesami polityka zazwyczaj sama przychodzi. - Kolega z PSL zaproponował mi kandydowanie - przyznawał Nastula.

- Przejście do nowego etapu w życiu jest stosunkowo łatwe, jeśli sportowcy pracują nad tym kilka lat przed końcem kariery - mówi psycholog sportu Dariusz Parzelski. - Ale wybór polityki jako nowej drogi życiowej raczej trudno im zaplanować.

W rękawicach i z piłką

Mistrzyni w kick-boxingu Iwona Guzowska już po raz drugi została posłanką PO z Gdańska. Startowała z siódmego miejsca, ale uzyskała drugi wynik na liście. Znana z osiągnięć sportowych, udziału w talk-showach, ale także z niezłej pracy parlamentarnej miała w tej kampanii dwa rodzaje plakatów - typowy w oficjalnym stroju i sportowy w rękawicach bokserskich na tle Sejmu.

Również piłkarz Cezary Kucharski, nowy poseł PO z Lubelszczyzny oparł swoją kampanię na sporcie. Szedł z hasłem "Lubelszczyzna wchodzi do gry", aby "skutecznie zabiegać o region".

Paweł Papke, były reprezentacyjny siatkarz, a obecnie instruktor piłki siatkowej, który został poseł PO z Olsztyna reklamował się na zdjęciach z piłką w ręku. Jako poseł PO z Wrocławie debiutuje były koszykarz Maciej Zieliński.

Wyborcy ponownie zaufali piłkarzowi Romanowi Koseckiemu, który po raz trzeci został posłem Platformy z Warszawy. Kosecki nadal jest bardziej znany z boiska niż z Sejmu.

W okręgu gdańskim mandat dla PO zdobył jeszcze kandydujący z ostatniego miejsca mistrz olimpijski w gimnastyce sportowej Leszek Blanik. Z hasłem "Warto działać dziś dla przyszłości" osiągnął czwarty wynik, dostał więcej głosów od m.in. minister edukacji Katarzyny Hall czy posła Sławomira Neumanna, którzy może się pochwalić i stażem w Sejmie, i bogatym doświadczeniem samorządowym.

W swoim mateczniku Platforma ma teraz ośmiu posłów, w tym dwóch sportowców. Blanik odebrał mandat posłowi Pawłowi Orłowskiemu, prawnikowi, który był wiceprezydentem Sopotu i znajduje się w gronie metropolitalnych ekspertów pomorskiego marszałka.

Wieloletni poseł Jan Kulas także pożegnał się z parlamentem, bo wyprzedzili go Blanik i Guzowska: - Sportowcy uzyskali teraz spektakularne wyniki, trzeba uszanować werdykt wyborców, ale też pod koniec kadencji ta ocena może być inna - mówi Kulas. - W każdym razie życzę im powodzenia.

- Ludzie nie głosowali na mnie tylko dlatego, że jestem znany. Sądzę, że docenili fakt, iż jestem nauczycielem akademickim i od dawna zajmuję się sportem młodzieżowym - przekonuje Blanik.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Dr Cześnik komentuje: - Jestem przekonany, że wyborcy nie oceniają sportowców za inne niż sportowe dokonania. Dostają głosy jakby w nagrodę, że pięknie walczyli i odnosili dla nas sukcesy. Bardzo bym się też zdziwił, gdyby wyborcy oczekiwali, że oni zajmą się zarządzaniem sportem, bo ile potrzebujemy takich ludzi? Jeden minister wystarczy i on wcale nie musi być byłym zawodnikiem.

Sportowa świeżość demokracji

Szefowa PO w Gdańsku, posłanka Agnieszka Pomaska (przegrała z Guzowską, ale wyprzedziła Blanika) przekonuje, że na sportowcach skorzystają również wyborcy.

- Byli sportowcy bardzo często pracują na uczelniach, mają szerokie horyzonty i znają świat. Jeśli do tego dołożymy determinację z jaka dążą do celu, mamy materiał na całkiem dobrego posła - mówi. - Debiutanci wnoszą świeżość do polityki. To prawda, nie każdy sportowiec sprawdzi się w Sejmie, ale to samo dotyczy prawników czy ekonomistów. Ostatecznie wszystkich i tak weryfikują wyborcy.

Dariusz Parzelski podkreśla, że byli zawodnicy są poszukiwani przez europejskich pracodawców ze względu na systematyczność, konsekwencję w dążenie do celu, umiejętność wydajnej pracy w stresie i determinację w poszukiwaniu rozwiązań. - W związku z tym, że uprawiali sport i zamiast w szkole czy na uczelni częściej byli na treningach, mogą mieć mniejsze kompetencje merytoryczne. Ale pracodawcy ich cenią, bo braki w wiedzy lub wykształceniu potrafią skompensować swoimi cechami wolicjonalnymi.

- Na tle innych osób "znanych z tego, że są znane" sportowcy nie wypadają źle. Poza tym z wolą ludu się nie dyskutuje - mówi dr Cześnik. - Choć może przydałaby się refleksja, by to pozostał margines, kolorowy, ale jednak margines.

Więcej o: