Gorący rok w trójmiejskim sporcie. Hity i kity 2011

Kotłująca się Ergo Arena, zimna i pusta PGE Arena, dymisja Tomasza Kafarskiego, sensacyjna porażka Lechii Gdańsk z III-ligową Limanovią Limanowa, wyczekiwane awanse do ekstraklasy żużlowców i siatkarzy Lotosu czy może blog, na którym trener Tomas Pacesas chłoszcze działaczy i dziennikarzy? Co było najważniejszym wydarzeniem mijającego roku?
Arka Gdynia. Gdyńscy piłkarze w mijającym roku sprawili swoim kibicom przykrą niespodziankę. Choć czy można nazwać spadek żółto-niebieskich z ekstraklasy zaskoczeniem, jeśli od kilku sezonów walczyli o ligowy byt do ostatniej kolejki? Drugie półroczne lepsze nie było. Na półmetku I ligi Arka zajmuje tylko i aż 8. miejsce.

Blog Tomasa Pacesasa. Trener Asseco Prokom Gdynia znalazł skuteczny sposób na rozprawianie się z patologiami polskiej koszykówki. Pisze bloga. Pióro ma równie ostre jak język, więc jest ciekawie. Obrywa się też polskim dziennikarzom, którzy mają się ponoć sprzedawać "za parówkę i jajecznicę na maśle".

Cierpliwość siatkarzy Lotosu Trefl Gdańsk. Gdańszczanie na powrót do PlusLigi musieli poczekać rok dłużej, niż zakładali, kiedy w 2009 roku w fatalnym stylu spadali do I ligi. I choć rok 2011 kończą jako jedna z dwóch najsłabszych drużyn w elicie, perspektywy rozwoju są optymistyczne. Wedle zapewnień władz klubu Trefl z roku na rok ma rosnąć w siłę, a jego kibicom ma się żyć dostatniej.

Dymisja Andrzeja Czyżniewskiego. Odejście dyrektora sportowego z Arki trwało niemal pół roku. Najpierw z końcem czerwca wygasł mu kontrakt, potem dyrektor zapadł się pod ziemię, by późną jesienią znów było o nim głośno. "Czyżyk" pozwał kibiców Arki do sądu, żądają sprostowania informacji zawartych w liście otwartym, przeprosin i pokrycia kosztów procesu.

Ergo Arena. Imprez komercyjno-sportowych, które odbyły się w tym roku w gdańsko-sopockiej hali trudno zliczyć. Od mistrzostw świata w motocrossie, wrestlingu i gali MMA, przez koncerty Ozzyego Ozzbourna i Stinga, aż Mistrzostwa Europy w Tenisie Stołowym i Finał Ligi Światowej w siatkówce, gdzie Polacy zdobyli historyczne 3. miejsce. A do tego jeszcze rozgrywki ligowe w siatkówce kobiet i mężczyzn i koszykarzy Trefla. Oj działo się...

Frekwencja na PGE Arenie. Aż miło było patrzeć, jak podczas wrześniowego meczu Polski z Niemcami (2:2) zapełniały się trybuny. I choć do kompletu zabrakło ostatecznie kilku tysięcy fanów, widok był budujący. W kolejnych miesiącach wysoka frekwencja topniała wprost proporcjonalnie do malejącej temperatury i słabnącej z meczu na mecz Lechii, ale zdążyliśmy się przekonać, że jeśli tylko widowisko piłkarskie nie obrzydzi kibicom czasu spędzonego na stadionie, trybuny PGE Areny nie muszą zionąć otchłanną pustką.

Gruchała . Najlepsza polska florecistka po 20 latach spędzonych w Sietomie AZS AWFiS Gdańsk postanowiła zmienić barwy klubowe na AZS Warszawa. Decyzję tłumaczyła względami osobistymi, ale jak twierdzą jej byli już trenerzy, brązowa medalistka olimpijska z Aten migała się od ciężkich treningów.

Hiszpania . Mistrzowie świata i Europy razem z Włochami, Irlandią i Chorwacją trafili do gdańskiej grupy na Euro 2012. Najpierw był lament, że grupa słaba, nudna i że w ogóle to na Ukrainie będzie ciekawiej. Później zawiedzeni malkontenci spuściły z tonu, ale i tak w świat poszła wieść, że Polacy to marudy i trudno im dogodzić. Nawet, jeśli ich reprezentacja trafia do najsłabszej grupy w nowożytnej historii ME.

Indolencja napastników Lechii. Powiedzieć, że gdańscy piłkarze nie potrafią strzelać bramek, to nic nie powiedzieć. Analizując ich nędzny dorobek w 2011 roku doliczymy tylko do "jedenastu". Średnia jednej bramki na miesiąc to tylko o jeden gol więcej od całej redakcji "Gazety". A my nie wyszliśmy jeszcze na boisko...

Janas . Były selekcjoner reprezentacji podjął się ratowania Lechii od spadku z ekstraklasy. Jego nominacja na nowego szkoleniowca biało-zielonych wywołała w Gdańsku nie mniejszą debatę, jak "pechowe losowanie" grup Euro. O ile do Xaviego czy Fernando Torresa na PGE Arenie łatwiej jest się przekonać, to Lechia grająca na tym stadionie w I lidze to wizja dramatyczna. I niestety, coraz bardziej prawdopodobna.

Kafarski . Wytrzymał w Lechii, a Lechia z nim w sumie 2,5 roku. W polskich warunkach mariaż wyjątkowo długi, pokręcony i jak czas pokazał - zakończony zbyt późno. Trener zdążył się opatrzyć, Lechia przestała grać w piłkę, a kibice wierzyć, że ten sezon jest jeszcze do uratowania.

Limanovia Limanowa. Strzelając Lechii jedną bramkę i wyrzucając ją z Pucharu Polski na stałe zapewnili sobie miejsce w historii pomorskiej piłki. Kryzys toczący do dziś biało-zielonych ma swoje korzenie właśnie tam. Krakowska Wisła z rozpaczą wspomina Karabach Agdam, Jagiellonia - Irtysz Pawłodar, a Lechia - Limanovię.

Łyżwy na kołku. W Polskiej Lidze Hokeja grali nieprzerwanie od sezonu 1990/1991. W naszym regionie, żaden zespół nie powtórzył tak długiej passy w najwyższej klasie rozgrywkowej. A jednak i na nich przyszedł kres. Mijający rok był pierwszym sezonem, w którym na krajowym szczeblu zabrakło gdańskich hokeistów. Mimo bogatych tradycji i utalentowanej młodzieży klub praktycznie zniknął z powierzchni ziemi.

Myszka i Miarczyński . Żeglarze AZS AWFiS Gdańsk i SKŻ Hestia Sopot mieli szalony rok. Obaj stawali na podium najważniejszych imprez kontynentu (Myszka został mistrzem Europy w klasie RSX, Miarczyński sięgnął po złoto w klasie windsurfing) i globu (Myszka został wicemistrzem świata, "Pont" był czwarty). Jednak w najważniejszym wyścigu o jeden jedyny bilet na igrzyska w Londynie rywalizację wygrał Miarczyński.

Nuda na PGE Arenie. Tak jak "starsza siostra" na granicy Gdańska i Sopotu świeci przykładem, jak powinien funkcjonować obiekt sportowy, tak zarządcy jednej z aren Euro 2012 powinni się spalić ze wstydu. Gdyby nie mecze - w dodatku przeraźliwie nudne - piłkarzy Lechii stadion stałby odłogiem i tylko okoliczni mieszkańcy wiedzieliby o jego istnieniu. Jedyny plus dla kibiców, którzy na te mecze chcieli chodzić i to tłumnie.

Obcokrajowcy w Arce Gdynia. Kiedy latem poprzedniego roku i na przełomie 2010 i 2011 roku podpisywali kontrakty w Arce, w Gdyni wiązano z nimi ogromne nadzieje. Po sezonie o wiązaniu mowy już nie było. Rozwiązano kontrakty niemal wszystkim piłkarzom (ostał się tylko Mirko Ivanovski), a władze klubu przekonały się, że nie wszystko złoto, co się świeci.

Piechocki . Prezes Skry Bełchatów i do niedawna Atomu Trefl Sopot przychodził do Sopotu zbudować siatkarską potęgę. Zbudować zbudował, po czym uznał że jego misja jest zakończona. Zbieg okoliczności sprawił, że niemal w tym samym czasie stanowisko prezesa PGE, czyli głównego sponsora klubu stracił Tomasz Zadroga, a po nim do dymisji podał się dyrektor sopockiego klubu Marek Brandt.

Rosjanie w Lidze Światowej. Latem w Ergo Arenie kibice siatkówki mieli okazję przekonać się, że na światowych parkietach rozpanoszył się przynajmniej jeden paradygmat: wielkie turnieje najczęściej wygrywali, wygrywają i wygrywać będą albo Rosjanie, albo Brazylijczycy. Od czasu do czasu na siatkarki Olimp wpuszczą Amerykanów, Włochów, Serbów albo Polaków, ale w światowej siatkówce liczą się tak naprawdę tylko oni.

Sprzedaż Lechii. Pod koniec nudnej rundy jesiennej, tak przy Konwiktorskiej w Warszawie, jak i na gdańskiej PGE Arenie, dało się słyszeć plotkę, jakoby Józef Wojciechowski chciał odkupić udziały od właściciela Lechii Andrzeja Kuchara. Ten drugi miga się jak może, ale w filozofii JW. trudno znaleźć cokolwiek, na co ekscentryczny właściciel Polonii Warszawa nie mógłby sobie pozwolić.

Tenis . Po kilku latach przerwy wrócił do Trójmiasta turniej tenisowy, ale sądząc po frekwencji na trybunach sopockich kortów niewielu kibiców za nim tęskniło. Oby w przyszłym roku było lepiej.

Ulatowski . Nie ma się co znęcać nad tymczasowym trenerem Lechii. Do piaskownicy wszedł na chwilę. Zużyte i popsute zabawki dostał po poprzedniku. Zanim zdążył wyrównać i oczyścić teren, już musiał się z niego wynosić. Płaczu i rzucania grabkami nie odnotowano.

Wicemistrzostwo siatkarek Atomu Trefl Sopot. Z prochu powstały i w proch - na co wszystko z końcem roku wskazuje - się obrócą. Rywalizację na krajowym podwórku przegrały z Muszynianką, przegrywając cztery z pięciu meczów sezonu. W tym zdążyły już przegrać dwukrotnie. Poza regularnym laniem od mistrzyń Polski sopocianki zdążyły też pokazać się w Europie. Bilet do Ligi Mistrzyń dostały... a jakże - od Muszyny, która poza mistrzowskim tytułem zgarnęła też Puchar Polski.

Zjazd Abdou Razacka Traore. Koń pociągowy gdańskiej drużyny w pierwszej połowie roku i główny hamulcowy w drugiej. Reprezentant Burkina Faso przekonał się, że nawet w tak nędznej lidze, jak polska, można zaledwie w ciągu kilku miesięcy zaliczyć spektakularne załamanie formy. A może po prostu Traore przestało się chcieć?

Żużlowcy Lotosu Wybrzeże Gdańsk. Podobnie jak siatkarze Lotosu w 2011 wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale ze zrozumiałych względów na efekty powrotu musimy poczekać do wiosny. Trener Stanisław Chomski wykonał kawał dobrej, czarnej roboty.