Sylwia Gruchała aby dobrze przygotować się do igrzysk olimpijskich będzie trenować z... mężczyznami

Najlepsza polska florecistka Sylwia Gruchała w grudniu ubiegłego zaskoczyła swoją decyzją o przenosinach z rodzinnego Gdańska do Warszawy. - Zapewniam, że moje serce zostało w Gdańsku i na pewno tam wrócę - mówi Gruchała w rozmowie z Super Expressem. I żeby lepiej przygotować się do igrzysk chce trenować z... mężczyznami.
Gruchała, dwukrotna medalistka olimpijska, od początku kariery związana była z klubem AZS AWFiS Gdańsk, ale na początku grudnia podjęła decyzję o przenosinach do Warszawy, do tamtejszego AZS.

- To odważny ruch, duże ryzyko i odpowiedzialność, ale czułam, że muszę tak zrobić. W Gdańsku nie czułam już potrzebnej chemii, brakowało nowych bodźców. Postawiłam wszystko na jedną kartę, bo wiem, że w Londynie stanę pewnie przed ostatnią szansą. Podczas kolejnych igrzysk będę miała 35 lat. Niby mogłabym jeszcze kontynuować karierę, ale jako kobieta marzę o spełnieniu się również w innych życiowych rolach - powiedziała florecistka.

Gruchała zapewnia, że mimo przenosin do stolicy wciąż myślami jest w Gdańsku. - Zapewniam, że moje serce zostało w Gdańsku i na pewno tam wrócę. Potrzebowałam zmian, dzięki którym w Londynie znów powalczę o medale dla Polski, w tym również dla Gdańska - dodała Gruchała.

Aby jak najlepiej przygotować się do igrzysk olimpijskich zamierza ona trenować m.in. z... mężczyznami.

- Planuję częste sparingi z mężczyznami. Ich siła i szybkość będą prawdziwym wyzwaniem. Od dłuższego czasu zgłaszałam w Gdańsku uwagi dotyczące współpracy ze sztabem szkoleniowym. Bezskutecznie domagałam się indywidualnego toku przygotowań. Jednak nie chcę zaogniać konfliktu. Z trenerem Szmitem jedziemy na tym samym wózku, musimy przecież współpracować w kadrze.