Żeglarstwo. Walka o igrzyska olimpijskie przy zielonym stoliku. Przemysław Miarczyński grozi sądem

Kwalifikację do igrzysk olimpijskich w żeglarskiej klasie RSX zdobył Przemysław Miarczyński. Ale decyzja o tym, czy pojedzie do Londynu, może zapaść dopiero po marcowych mistrzostwach świata w Kadyksie
W regatach olimpijskich Międzynarodowa Federacja Żeglarska (ISAF) każdemu państwu przyznaje tylko jedno miejsce w danej klasie. Polski Związek Żeglarski największy kłopot ma z klasą RSX, w której mamy dwóch żeglarzy na światowym poziomie: aktualnego wicemistrza świata i mistrza Europy Piotra Myszkę (AZS AWFiS Gdańsk) oraz mistrza Europy w formule windsurfing, czwartego żeglarza świata Przemysława Miarczyńskiego (SKŻ Hestia Sopot).

Trzy imprezy, dwa starty

Na początku 2011 r. związek wraz z trenerami (i po wysłuchaniu sugestii zawodników) opracował regulamin, na podstawie którego po zakończeniu sezonu, na pół roku przed igrzyskami, miał zostać wyłoniony żeglarz, który pojedzie do Londynu. Regulamin był przejrzysty i obejmował trzy starty: regaty Pucharu Świata w Weymouth (na akwenie olimpijskim), pre-olimpic w Weymouth i mistrzostwa świata w australijskim Perth.

W pierwszych zawodach, czyli PŚ, Myszka zajął 6. miejsce, a Miarczyński z zaledwie punktem przewagi był piąty. Na kolejne regaty pojechał już tylko Miarczyński (bo był lepszy w PŚ) i zajął 3. miejsce.

- Po pierwszych regatach eliminacyjnych okazało się, że w kolejnych zawodach może wystartować tylko jeden zawodnik. Zgłaszałem ten problem i moje niezadowolenie osobom, które tworzyły regulamin. To był moment, kiedy PZŻ miał możliwość i powinien zmienić zasady kwalifikacjo do Londynu, a tego nie zrobił. Po pre-olimpicu okazało się, że praktycznie tracę szansę na walkę o igrzyska. O tym, kto pojedzie do Londynu, zadecydowała więc jedna, już pierwsza impreza, w której przegrałem z Przemkiem o kilkanaście sekund. Nie tak sobie wyobrażałem naszą rywalizację - mówi Myszka.

- To, że w pre-olimpic wystartuje tylko jeden zawodnik, było wiadomo w grudniu 2010 r., gdy opublikowano zawiadomienie o regatach - twierdzi Tomasz Chamera, dyrektor sportowy związku. - W regulaminie był co prawda zapis pozostawiający ISAF możliwość zakwalifikowania dwóch zawodników, jednak jasnym było, że to szanse tylko iluzoryczne. Na poprzednich trzech regatach przedolimpijskich nie zdarzyło się bowiem, by były dwa miejsca dla żeglarzy z jednej federacji. Zawodnicy o tym wiedzieli i regulamin w takim, a nie innym kształcie, zaakceptowali.

- By zgłosić swoje uwagi i ewentualnie zmienić regulamin było wystarczająco dużo czasu - mówi z wyraźnym rozgoryczeniem w głosie Miarczyński. - Teraz ktoś się nagle obudził i próbuje zmienić decyzję. Uważam, że to nie fair! Nie zmienia się zasad rywalizacji, gdy ta już się zakończyła.



Decyzję podejmie PKOl

Teoretyczne szanse na odwrócenie losów rywalizacji z Miarczyńskim Myszka miał jeszcze na grudniowych MŚ w Perth, gdzie musiałby zdobyć złoto i liczyć na nieszczęście kolegi ("Pont" musiałby zająć maksymalnie 18. miejsce). Ostatecznie Myszka zdobył srebro, a Miarczyński był czwarty, potwierdzając tym samym zdobytą kwalifikację na igrzyska.

- Gdybym wiedział, że te regaty mogą cokolwiek zmienić, z pewnością inaczej bym się do nich przygotował - nie ukrywa Miarczyński. - Co innego siedzi w głowie sportowca, który wie, co go czeka za parę miesięcy, a co innego, gdy o ten bilet na igrzyska musi jeszcze powalczyć. A brązowy medal na mistrzostwach świata przegrałem tak naprawdę w ostatnim wyścigu.

Nagły zwrot nastąpił po powrocie żeglarzy z Australii. Zawodnicy usłyszeli w PZŻ, że owszem, Miarczyński rywalizację wygrał, ale to i tak nie gwarantuje mu startu w Londynie. Ostateczną decyzję o tym, kto popłynie na igrzyskach podejmuje bowiem Polski Komitet Olimpijski, który nie musi respektować wewnętrznego regulaminu kwalifikacji, ustalonego przez związek.

- Według obowiązującego regulaminu rywalizacja się zakończyła. Wygrał ją Przemek - mówi Chamera. - Wyniki kwalifikacji zatwierdza zarząd PZŻ przedstawiając stosowne wnioski Zarządowi PKOl. Oczywiście na podstawie regulaminu kwalifikacji, który wcześniej został przez PKOl zatwierdzony.

Dogrywka? Nie ma mowy!

Z naszych informacji wynika, że między żeglarzami zostanie zorganizowana... dogrywka, którą miałyby być marcowe mistrzostwa świata w hiszpańskim Kadyksie.

- Słyszałem o tym pomyśle, ale nie chcę o tym mówić - ucina Miarczyński. - Ja tę rywalizację już wygrałem. Warunki zostały nam przedstawione przed sezonem, my się na to zgodziliśmy, a teraz ktoś chce to odkręcić. Mam nadzieję, że ktoś pójdzie jednak po rozum do głowy. Trzeba być człowiekiem i respektować dokumenty, które przedstawia się zawodnikom - mówi sopocki żeglarz.

Co na to Myszka? - Dla mnie każda pozytywna decyzja o dogrywce to szansa walki o Londyn. Nie ukrywam, że chciałbym jeszcze o niego powalczyć. Czuję, że to mój najlepszy czas. Jestem liderem Pucharu Świata, w ostatnich dwóch latach wywalczyłem 3. i 1. miejsce na mistrzostwach Europy, a na mistrzostwach świata byłem 1.i 2. W tym momencie cała moja uwaga i przygotowania kieruję w stronę obrony tytułu mistrza Europy i odzyskania tytułu mistrza świata. Nie myślę teraz o igrzyskach, ale jeśli dostanę szansę, pojadę tam tylko po medal.

Poza rozgoryczeniem Miarczyński zwraca też uwagę na ewentualne umowy sponsorskie.

- Dla partnerów biznesowych znaczę więcej, gdy mam status olimpijczyka. Co mam zrobić, gdy ten status ktoś zmieni? Chodzić po sponsorach i zapewniać, że to jednak ja pojadę do Londynu? Nie wyobrażam sobie, co się będzie działo, gdy to Piotrek pojedzie do Londynu i nie przywiezie medalu. Czy wówczas człowiek, który go tam wyśle, weźmie na siebie odpowiedzialność? - pyta retorycznie Miarczyński i dodaje: - Ja decyzji nie zmienię. Jeśli zrobi to ktoś za mnie, sprawa zakończy się w sądzie.