Anna Rogowska w Pedro's Cup: Brak dynamiki, kłopoty z techniką

W swoim pierwszym tegorocznym starcie tyczkarka SKLA Sopot Anna Rogowska zajęła 3. miejsce w mityngu Pedro's Cup. Najlepsza był wielka Rosjanka Jelena Isinbajewa.
Dla Rogowskiej były to pierwsze od siedmiu miesięcy "normalne" zawody. Po feralnym wypadku podczas konkursu Tyczka na Molo w Sopocie (w czerwcu ub.r.), kiedy pęknięta tyczka rozharatała jej dłoń, poprzedni sezon kończyła już tylko siłą woli. Boląca dłoń przeszkadzała jej bowiem w skakaniu. W nowy rok weszła jednak pełna optymizmu. Wyleczyła rękę. Aby czuć komfort psychiczny zmieniła też tyczki, na których skacze - z Pacerów na Spirity.

- Po ostatnich przygotowaniach czuję, że jestem w formie. Jak będzie naprawdę, przekonam się jednak dopiero po dwóch startach. Po mojej kontuzji dłoni nie ma śladu, w głowie też nie ma bariery przed skokami. Czuję się naprawdę dobrze i już nie mogę się doczekać pierwszego startu. Cieszę się też na pojedynek z Isinbajewą, zobaczymy, w którym miejscu jesteśmy na początku sezonu - mówiła Rogowska kilka godzin przed mityngiem.



W trakcie zawodów widać było jednak, że dla Rogowskiej to pierwszy start po długiej przerwie. Brakowało dynamiki, były również kłopoty z założeniem tyczki i techniką skoków. To jednak normalne, gdyż sopocianka tegoroczny sezon halowy traktuje ulgowo, a wszystko, co robi, podporządkowane jest igrzyskom olimpijskim w Londynie. Mimo kłopotów Rogowska jak zwykle walczyła jednak jak lwica. Zaczęła od dwóch zrzutek na 4,52 m (jednej pechowej, drugiej wyraźnej), jednak w trzeciej próbie mocno się zmobilizowała i mimo że podczas skoku mocno zniosło ją na lewo, z dużym zapasem przefrunęła nad poprzeczką. Spore kłopoty miała też na wysokości 4,60 m, którą pokonała za drugim razem. Jak się potem okazało, ten skok dał jej trzecie miejsce w konkursie, gdyż jak to zwykle bywa na początku sezonu konkurs nie stał na wysokim poziomie.

Potem Rogowska atakowała jeszcze wysokość 4,74 m, ale przy każdym z trzech skoków widać było u sopocianki brak wiary w powodzenie. Jakby zdawała sobie sprawę, że w obecnej dyspozycji jest to dla niej za wysoko. Raz nawet nie spróbowała zaatakować poprzeczki, w dwóch pozostałych strącała ją wyraźnie.

Konkurs wygrała Isinbajewa, choć i ona nie błysnęła wielką formą. Do zwycięstwa wystarczyło jej skromne 4,68 m. Taki sam rezultat osiągnęła druga w konkursie Angielka Holly Bleasdale, która już w styczniu wystrzeliła niesamowitym wynikiem 4,87 m (w tym roku wyżej o centymetr skakała tylko Amerykanka Jennifer Suhr).

Rogowska tej zimy planuje jeszcze trzy halowe starty: 11 lutego w Doniecku, 18 lutego w Birmingham oraz 23 lutego w Sztokholmie. Z każdym występem jej forma powinna rosnąć.