Mistrz Europy w klasie Star Mateusz Kusznierewicz: Wciąż jestem głodny sukcesu!

W czwartek u wybrzeży San Remo Mateusz Kusznierewicz, wraz z Dominikiem Życkim, zdobył swój pierwszy w karierze tytuł mistrza Europy w klasie Star. Na kilkanaście tygodni przed startem w Igrzyskach Olimpijskich polska załoga jest w wielkiej formie.
Maciej Korolczuk: Pierwszy tytuł mistrza Europy w klasie Star dla tak utytułowanego i doświadczonego żeglarza smakuje jeszcze w jakiś szczególny sposób?

Mateusz Kusznierewicz: Oczywiście, że tak (śmiech). Cieszę się, że ciągle udaje mi się realizować cele, jakie przed sobą stawiam. I w momencie gdy przychodzi sukces, radość jest wielka. Nie spoczywam na laurach. Dziś przy śniadaniu zastanawiałem się, kiedy zdobyłem pierwszy medal ME? Wyszło, że prawie 18 lat temu! [w 1995 r. Kusznierewicz został juniorskim mistrzem Europy w klasie Finn]. Śmieję się, że pomału nadaję się do muzeum, a nie do ścigania na tak wysokim poziomie. Ale dopóki sprawia mi to taką frajdę i robię to z takim skutkiem, jak ten medal, chcę się nadal ścigać.

Od tylu lat jest pan na szczycie i nie czuje się pan nasycony medalami?

- Absolutnie nie czuję się wypalony. Czuję głód medali tym bardziej, że o sukces z roku na rok jest coraz trudniej. Poziom światowej czołówki bardzo się wyrównał, już nie pamiętam, kiedy ostatni wygraliśmy w podobnych okolicznościach. To kosztuje nas bardzo dużo pracy, bo wiemy co nas czeka w Londynie. Przygotowania do Igrzysk kosztują nas dużo wyrzeczeń, ale gdy staje się na podium wszystko przestaje być ważne. To nasza nagroda za nasz wysiłek, ale chcę podkreślić, że wciąż sprawia mi to ogromną przyjemność.

Do San Remo jechaliście wprost po nieudanych regatach na Majorce, gdzie zajęliście dopiero 11. miejsce. Mało czasu na rozpamiętywanie tego co się tam stało, teraz wam pomogło?

- Rzeczywiście start na Majorce od mistrzostw w San Remo dzieliło tylko pięć dni. Wykorzystałem ten czas na krótki odpoczynek i zmiany - szczególnie w sferze mentalnej. Trudno powiedzieć, na czym konkretnie to polegało, bo nie starczy na to miejsca i czasu, ale błędy jakie tam popełniliśmy odciąłem grubą kreską. Zmieniliśmy też kilka rzeczy w naszym sprzęcie, miałem też oparcie w moim partnerze Dominiku Życkim i trenerach. To wszystko sprawiło, że dziś mamy złoto.

Tuż po odebraniu medalu powiedział pan, że medal ma dodatkową wartość, bo wywalczyliście go na trudnym akwenie. Wolicie żeglować przy średnim podmuchu, a w San Remo wiatr był albo bardzo słaby, albo silny.

- Rzeczywiście warunki były trudne, ale równe dla wszystkich. My mamy przewagę, gdy wieje średni wiatr, a największe problemy sprawiały nam słabsze podmuchy. A tu proszę (śmiech). Przede wszystkim bardzo mądrze rozegraliśmy te wyścigi. Nie ryzykowaliśmy tam, gdzie nie było to konieczne. Z pięciu wyścigów wygraliśmy jeden, ale w pozostałych utrzymywaliśmy się w czołówce [1. miejsce, 3., 2., 7., 7.].

CZY KUSZNIEREWICZ I ŻYCKI ZDOBĘDĄ ZŁOTO W LONDYNIESportowe Trójmiasto na Facebooku! Plus jeden? »


Kluczem było wasze doświadczenie?

- Mądre żeglowanie, czyli optymalnie wyważona taktyka, czyli realizację po starcie tego co sobie wymyśliliśmy na podstawie prognozy pogody, analizy wiatru, chmur, linii brzegowej i w najmniejszym stopniu zachowania rywali. Zaufaliśmy swojej wiedzy i zmysłom i to się opłaciło. Choć na początku roku trochę tego nosa żeglarskiego straciłem. Efektem tego były te nieudane dla nas regaty na Majorce. Pogadałem sam ze sobą i to przyniosło fajny efekt.

Co w takim razie czeka was na ostatniej prostej przed igrzyskami w Londynie? Spuszczacie z tonu, czy jeszcze bardziej "podkręcacie śrubę"?

- Kontynuujemy realizację naszego planu. Właśnie jestem na lotnisku, za chwilę mam samolot do domu. Chcę trochę odpocząć, pobyć z rodziną. Oczywiście w czasie tego krótkiego odpoczynku mam już zaplanowane zajęcia na basenie, siłowni i w terenie, bo już 29. kwietnia, a więc w dniu moich urodzin we Francji zaczynają się mistrzostwa świata. W tym roku trochę nietypowo, najpierw były mistrzostwa kontynentu, a dopiero potem - świata, praktycznie jedne po drugich. Bezpośrednio po mistrzostwach lecimy już do Anglii, gdzie przez trzy miesiące, oczywiście z przerwami, będziemy przygotowywać się do igrzysk. Chcemy przyzwyczaić się do tamtego wiatru, specyficznej fali i ogólnie warunków tam panujących, by podczas olimpijskich regat nic nas nie zaskoczyło.

Można porównać warunki choćby z ME we Włoszech i MŚ we Francji, do tego co was czeka na igrzyskach?

- Nie da się tego zrobić, warunki na każdym akwenie są inne. Podczas igrzysk będziemy pływać na Kanale La Manche, gdzie panują bardzo mocne prądy morskie, woda cały czas się przemieszcza. A na Morzu Śródziemnym, gdzie pływaliśmy do tej pory tych prądów nie ma.

W takim razie czego można panu życzyć na tydzień przed 37. urodzinami?

- Zwykle żeglarzom życzy się stopy wody pod kilem i pomyślnych wiatrów. W sezonie olimpijskim cel jest tylko jeden - medal. Fajnie by było go z tego Londynu przywieźć.

Kusznierewicz i Życki zdobędą medal w Londynie?