Anna Rogowska musi być bardzo cierpliwa. Kolejny odłożony start

Najlepsza polska tyczkarka Anna Rogowska (SKLA Sopot) wciąż przekłada datę pierwszego letniego startu, a czasu do igrzysk jest coraz mniej. Kolejne, czwarte podejście, 10 lipca we francuskim Sotteville
Mityng "Tyczka na molo" w Sopocie (27 maja), mistrzostwa Polski w Bielsku-Białej (15-17 czerwca), mityng we francuskim Reims (4 lipca) - to trzy imprezy, w których Rogowska zapowiadał swój pierwszy w tym roku letni start.

Żaden z nich nie doszedł do skutku, a przyczyną są kłopoty zdrowotne rekordzistki Polski. Najpierw dało o sobie znać ścięgno Achillesa, które dokucza zawodniczce od wielu lat, potem pojawił się problem ze stawem skokowym.

- Nie ukrywam, że Ania cały czas "czuje" nogę i nie jest w pełni sił. Ale spokojnie przygotowujemy się normalnym trybem, tyle, że bez startów - mówi trener zawodniczki Jacek Torliński.

Rogowska wciąż nie jest więc klasyfikowana w tegorocznym rankingu najlepszych zawodniczek i marnym pocieszeniem jest fakt, że jej towarzyszką niedoli jest caryca tyczki, Rosjanka Jelena Isinbajewa. Ona też przekłada datę swojego pierwszego startu i co ciekawe jej plany pokrywają się ostatnio z planami sopocianki. Rekordzistka świata również miała dziś wystartować w Reims, ale stwierdziła, że nie jest jeszcze gotowa i przełożyła swój pierwszy występ na 10 lipca, kiedy odbędzie się mityng w Sotteville. Tam powinna spotkać się z Rogowską.

Sopocianka nie ma już szans na wypełnienie olimpijskiego minimum Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (4,50 m), gdyż termin jego uzyskania minie 8 lipca. Oczywiście gdyby zawodniczka była w pełni sił, osiągnięcie tego rezultatu nie byłoby dla niej żadnym problemem - jej rekord życiowy z poprzedniego sezonu (równocześnie rekord Polski) to przecież 4,85 m. Rogowska ma jednak wypełnione minimum IAAF (Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki), które bierze pod uwagę wyniki z zeszłego roku.

- Dostaliśmy od PZLA zapewnienie, że nawet jeśli nie wypełnimy w terminie związkowego minimum to Ania i tak do Londynu pojedzie - mówi trener zawodniczki Jacek Torliński. - Dlatego nie spieszymy się z powrotem na rozbieg, tym bardziej, że do igrzysk zostało jeszcze trochę czasu [tyczkarki pojawią się na starcie 4 sierpnia]. Zrobimy to dopiero w momencie kiedy będziemy pewni, że Ania jest w pełni sił i ewentualny start nie doprowadzi do kolejnych kłopotów zdrowotnych. Nie ma jednak mowy o czarnym scenariuszu, na pewno pojedziemy na igrzyska olimpijskie - podkreśla szkoleniowiec.

Rogowska zrezygnowała więc ze startu w Reims i szykuje się do występu w Sotteville. Ciężko przewidzieć na jaki stać ją wynik, ale jedno jest pewne: podczas jej nieobecności rywalki nie odjechały zbyt daleko. Najlepszy wynik ma póki co mistrzyni świata z 2011 roku Brazylijka Fabiana Murer, ale jej 4,77 m na kolana nie rzuca. Kolejne miejsca zajmują Australijka Alana Boyd i Niemka Silke Spiegelburg (obie 4,76 m), Czeszka Jirina Ptacnikova (4,72 m), Brytyjka Holly Bleasdale (4,71 m) i Kubanka Yarisley Silva (4,70 m). I to już wszystkie zawodniczki, które osiągnęły rezultat 4,70 m. Bez formy są póki co Amerykanka Jennifer Suhr (4,65 m), Niemka Martina Strutz (4,60 m) czy Rosjanka Swietłana Fieofanowa (4,58 m). Nie mówiąc już o Monice Pyrek, która z trudem wypełniła minimum PZLA (4,50 m, lepszy wynik ma w tym roku aż 19 zawodniczek). Nie objawiło się również żadne nowe nazwisko, walka o medale w Londynie rozegra się więc w starym, sprawdzonym gronie. Oby znalazła się w nim Rogowska.

Czy Rogowska zdąży pojawić się na rozbiegu do czasu startu igrzysk olimpijskich w Londynie? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »