Sport.pl

Euro 2012. Z obozu Hiszpanów. Do posiłków siadali osobno piłkarze Realu, a osobno Barcelony

- Byli dosyć mocno skupieni na tym, po co przyjechali. Mieli rozplanowany czas co do minuty - o kulisach pobytu mistrzów Europy w hotelu Gdańsk opowiada Karolina Wójcik, dyrektor hotelu.
Sławomir Sowula: Jak zdobywa się kontrakt z federacją Hiszpanii?

Karolina Wójcik, dyrektor hotelu Gdańsk: Podstawa to pozytywne przejście kolejnych stopni weryfikacji. Zainteresowanie naszym hotelem obserwowaliśmy w zasadzie już od początku, od jego powstania w roku 2008. Później trafiliśmy na listę 160 hoteli, które wytypowała do obsługi Euro 2012 UEFA. Kolejne etapy weryfikacji prowadzili już przedstawiciele różnych federacji, w tym członkowie hiszpańskiej federacji piłkarskiej. Ostatecznego wyboru miejsca dokonali Hiszpanie.

Ale od czego to się zaczęło? Jak trafić na tę pierwszą listę?

- Tu możemy mieć tylko podejrzenia. Myślę, ze wynikało to z czegoś w rodzaju mystery shopping, czyli tego, że w hotelu pojawiał się gość, który sprawdza go incognito.

Jak wyglądały takie wizyty, przedstawicieli hiszpańskiej federacji czy UEFA?

- Wszystkie te wizyty miały charakter typowo biznesowy i prowadzone były pod kątem zakwaterowania w hotelu gości typu VIP. Wizyt było bardzo dużo i za każdym razem oceniano inny aspekt zakwaterowania: wśród nich, oczywiście samą bazę hotelu, standard usług, logistykę i bezpieczeństwo gości. Brano również pod uwagę te wszystkie aspekty, które mogą uczynić pobyt atrakcyjnym: lokalizację, ilość sal konferencyjnych, sprzęt multimedialny, parking w centrum miasta i zakres usług dodatkowych - choćby ofertę usług Med. SPA.

Dwa obozy w mistrzowskiej reprezentacji? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


O co pytali? Co ich najbardziej interesowało?

- Jest nam przyjemnie, że docenili hotel, takim jakim jest, że wybrali go ze względu na urok i uznali za "najbardziej gdański" z obiektów, które odwiedzili, że niczego nie chcieli w nim zmieniać. Bardzo istotna, poza tym, o czym już wspomniałam, była dla nich możliwość odosobnienia piłkarzy od reszty gości w celu zapewnienia im maksimum spokoju. Już sama struktura naszego hotelu bez problemu umożliwia taki podział. Dwa style i dwa mogące niezależnie funkcjonować budynki: Yachting, nowoczesny, marynistyczny i XVIII-wieczny Spichlerz w gdańskim stylu same oferują takie rozwiązanie.

Piłkarze mieszkali więc w osobnej części hotelu?

- Tak piłkarze mieszkali w części Yachting hotelu Gdańsk. Działacze zamieszkiwali w części Spichlerz.

A co z innymi niepiłkarskimi gośćmi? Byli w tym czasie obecni w hotelu?

- Też byli. Hotel funkcjonował normalnie. Federacja hiszpańska nie zarezerwowała hotelu na wyłączność.

A stali goście? Nie straciliście ich przez to, że jednak większość czerwca byliście zajęci przez piłkarzy i działaczy?

- Informowaliśmy o tym naszych gości, ale i oni sami liczyli się z tym, że okres mistrzostw w piłce nożnej to okres specyficzny, więc nie planowali różnych wyjazdów w tym czasie. Bez problemu funkcjonowały w tym okresie Restauracja i Brovarnia, a zainteresowanie ich ofertą było w tym okresie ogromne. Podczas wszystkich 10 dni pobytu hotel zamieniał się w miejsce fiesty, oblegany przez tłumy kibiców, media i mieszkańców Gdańska. Zaskoczeni tym byli bardzo pozytywnie sami piłkarze, którzy w każdej wolnej chwili wymykali się do swoich fanów.

Czym się różnią się piłkarze jako grupa od innych grup?

- Byli dosyć mocno skupieni na tym, po co przyjechali. Mieli rozplanowany czas co do minuty. Niestandardową sytuacją były kwestie pozameczowe. Żywimy nadzieję, że mieliśmy wkład w integrację tej grupy, bo początkowo była podzielona. Na przykład do posiłków osobno siadali piłkarze Realu Madryt, a osobno ci z Barcelony. Staraliśmy się więc ich zintegrować, reagując szybko na każdą prośbę. Sami tez niejednokrotnie wychodziliśmy z inicjatywą. Zorganizowaliśmy na przykład dla nich seminarium piwne prezentujące proces warzenia piwa w naszym minibrowarze, a ponieważ z okazji pobytu Hiszpanów przygotowaliśmy Piwo Mistrzów, idąc za zgodą trenera, ufundowaliśmy 60 butelek piwa. Zmiany pojawiały się na gorąco, więc musieliśmy być stale gotowi i bardzo elastyczni.

Jakie zmiany?

- Planów grafików, przyjazdów. Pomysłem, który pojawił się na gorąco, była na przykład kolacja zorganizowana po meczu przez trenera del Bosque. Wyraźną prośbą trenera było to, by była typowo polska, w odosobnionej od piłkarzy Sali VIP restauracji. Podaliśmy zupę z borowików, kaczkę, deser z pomidorów na słodko. Trener chciał w tym czasie zostawić piłkarzy samych sobie, by mogli integrować się w swobodnej atmosferze. Podobna sytuacja dotyczyła przyjazdu rodzin i kolacji wydanej na ich cześć. O tym, że przyjedzie do hotelu Shakira, dowiedzieliśmy się, kiedy wjechała swoją limuzyną na patio.

Ochrona. Musieliście ją zwiększyć?

- Nie, mamy stałą firmę, z której usług korzystamy. Zwiększyliśmy tylko obsadę.

Macie wkład w integrację drużyny? Na czym on polegał?

- Jak już powiedziałam, kiedy do nas przyjechali sprawiali wrażenie bardzo skupionych, odizolowanych od rzeczywistości, każdy w swoim świecie, zdystansowani, choć mili i sympatyczni. Po meczu, kiedy wrócili, kiedy organizowaliśmy kolacje z rodzinami, zaczęły topnieć pierwsze lody. Potem wychodzili do ogólnodostępnej części hotelu rozdawali autografy. Poprosili o zorganizowanie imprezy...

Byli podzieleni na Real i Barcelonę? W czym się to objawiało?

- Na początku przyjechali jako piłkarze dwóch klubów. Mieli dwóch osobnych kucharzy, którzy szybko się ze sobą pokłócili, choć każdemu daliśmy do dyspozycji osobną kuchnię. W miarę pobytu różnice zanikały, różnice zaczęły maleć, bawili się, wspólnie spędzali czas. A kucharzy w jakimś sensie pogodził polski kucharz, który zaczął gotować dla wszystkich.

A imprezy? Jak wyglądały? Ponoć bawili się do godziny szóstej nad ranem.

- Najbarwniejsza była ta zainicjonowana przez Pepę Reina, który poprosił nas, byśmy pomogli zintegrować drużynę. Odbyła się w części zamkniętej, w kawiarni hotelu Gdańsk. Zaprosiliśmy tam muzyków, którzy z nami współpracują. Wszyscy świetnie się bawili.

Z obsługą?

- Z kierownictwem. Zostaliśmy zaproszeni, więc nie mogliśmy odmówić. Choć był to wyjątek w naszej codziennej pracy.

Obsłudze pani nie pozwoliła?

- Nie jest to standardem, więc pracownicy czuliby się nieswojo. Nasz zespół przyzwyczajony jest do trzymania najwyższych standardów pracy. Pracownicy wiedzą, że komfort gości i ich spokój są najważniejsze. Czasami trudno było trzymać dystans, bo sami piłkarze wielokrotnie pytali pracowników o to, co polskie, gdańskie, ciekawe w nowym dla nich miejscu. Na przykład Cassilas sam podchodził do pracowników i proponował im wspólne zdjęcie i autograf. O tym, że docenili ten sposób obsługi, świadczy choćby to, iż blisko 40 pracowników dzięki ich uprzejmości obejrzało z trybun mecz Hiszpania: Chorwacja. Było to dla nas wszystkich niezapomniane przeżycie.

Co zostawili, a co zabrali ze sobą z Gdańska piłkarze?

- Poza niezapomnianymi wrażeniami zostawili piłki i flagi, które podpisał cały zespół. Jedna z nich trafi do Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej, pozostałe do pana prezydenta Lecha Wałęsy i pana prezydenta Pawła Adamowicza.

To, co zabrali ze sobą, to na pewno inny, pozytywny obraz Polski i Gdańska. Kiedy przyjechali do nas po raz pierwszy, otrzymali od nas lwa gdańskiego z podkową na szczęście. Wierzę, że miał swój skromny udział w wygranej w Kijowie. Emocje? Wystarczy wejść na profil Casillasa na Fc. Opublikował na nim zdjęcie drużyny z zespołem Hotelu Gdańsk, a w opisie zdjęcia: napisał "I"Foto de recuerdo con la gente del hotel que nos ha dado su carino durante estos diez d~as..." ("Zdjęcie pamiątkowe z załogą hotelu, która dawała nam tyle życzliwości podczas tych dziesięciu dni...").

Więcej o: