KSW 20. Mariusz Pudzianowski: Jeśli Pilifias myśli, że skończy ze mną w pierwszej rundzie, to się grubo myli

Współcześni gladiatorzy znów skrzyżują rękawice na gali KSW. Na jubileuszowej, 20. edycji, która odbędzie się w sobotę w Ergo Arenie, obejrzymy m.in. Mariusza Pudzianowskiego, który zmierzy się z Grekiem Christosem Piliafasem. - Mogę obiecać, że walka będzie bardzo zacięta - obiecuje Pudzianowski w rozmowie z Trójmiasto.sport.pl
Jubileuszowa gala KSW 20 transmitowana będzie w systemie pay-per-view (PPV). Jak zamówić transmisję gali u poszczególnych operatorów telewizyjnych? Kliknij TUTAJ

Rozdamy Wam 3 podwójne zaproszenia na galę KSW 20 w Ergo Arenie! Śledźcie nasz profil na Facebooku! »


Maciej Dzwonnik: W sobotę po raz drugi wystąpi pan w Ergo Arenie. Jak wspomina pan pierwszą wizytę?

Mariusz Pudzianowski: Niezbyt dobrze, przegrałem przecież z Jamesem Thompsonem. Wystrzelałem się w pierwszej rundzie i potem zabrakło mi tlenu, nie miałem już prądu i mocy by cokolwiek zrobić. Musiałem się poddać w drugiej rundzie. Thompson dużej krzywdy mi nie zrobił, bardziej przegrałem z samym sobą niż z nim. Zabrakło kondycji, ale też doświadczenia, umiejętnego rozłożenia sił. Choć od tamtej walki minęło już blisko półtora roku, to nadal mocno siedzi mi w głowie.

A atmosfera w Ergo Arenie? Jan Błachowicz gdańsko-sopocką halę uważa za najlepszą w Polsce, głównie dzięki akustyce. Podziela pan jego zdanie?

- Gdy wychodzę do walki to mam klapki na oczach, nie widzę i nie słyszę tego co się dzieje dookoła. Myślę tylko o przeciwniku i o tym co za chwilę wydarzy się w ringu. Janek podchodzi do tego inaczej, trenuje MMA od 15 lat, ma więc bardziej przystosowaną psychikę i potrafi się odciąć. Ja trenuję dopiero trzy lata, podpatruję bardziej doświadczonych kolegów, gonię za nimi, ale trochę mi jeszcze brakuje.

Wróćmy do sportu. Wtedy przegrał pan z kondycją, a nie z przeciwnikiem. Czy teraz, przeciwko Christosowi Piliafasowi nie będzie powtórki z rozrywki?

- Nie. Choć Piliafas to bardzo wszechstronny zawodnik, ma wszystko, stójkę, parter. No i jest taką trochę niewiadomą, na internecie można znaleźć raptem kilka jego walk, z których każda kończyła się w pierwszej rundzie. Nie było więc zbytnio na co popatrzeć i jak wychwycić jego słabsze strony. Wiem, że ma za sobą kilkanaście walk amatorskich, w których też na pewno sporo się nauczył. Ale nie widziałem ich. Jeśli jednak myśli, że skończy ze mną już w pierwszej rundzie, to się grubo myli.

Błachowicz radził panu w rozmowie z Trójmiasto.sport.pl by nie dał się pan Piliafasowi sprowadzić do parteru i że najlepiej skończyć go w stójce. Posłucha pan bardziej doświadczonego kolegi?

- Jedni mówią to, drudzy coś innego. Walka na pewno będzie bardzo zacięta, to mogę obiecać. Ale jak się potoczy, tego nie wiem. Dużo pracowałem nie tylko nad kondycją i stójką, ale nie zaniedbywałem też parteru, zapasów. Niczego nie mogę zaniedbywać, bo każdego elementu dopiero się uczę. Jeśli mam porównać przygotowania do tej walki z poprzednimi, to teraz z pewnością trenowałem jeszcze więcej i jeszcze ciężej. Efekt powinien być zadowalający.

Jako jedyny na sobotniej gali będzie pan walczyć tylko przez dwie rundy. Trzy to byłoby dla pana za dużo?

- Na sparingach walczyłem po trzy rundy i dawałem radę. Ale sparing i normalna walka to dwie różne rzeczy, stąd trudno mi jednoznacznie się określić. Wiele zależy też od przebiegu walki, być może starczyłoby mi "pary" na trzy rundy, a być może nie. Nie jest za to wykluczone, że od kolejnych gal także będę występować w trzyrundowych pojedynkach.

Czuje się pan faworytem starcia z Piliafasem?

- Szanse mamy wyrównane, oceniłbym je 50 na 50. Podchodzę jednak do tej walki bez żadnego stresu, czuję się dobrze przygotowany. Okres przygotowawczy przepracowałem na pełnych obrotach, nie mam sobie nic do zarzucenia. Ale cóż, to jest sport, raz się wygra, a raz przegra. Jeśli zaś miałbym przegrać, to tylko z honorem i w dobrym stylu. Takiej myśli jednak nawet do siebie nie dopuszczam, bo nie po to tyle trenuję i tyle poświęcam, by przegrywać.

W formule MMA walczy pan już blisko trzy lata. Zmieniło się pana podejście do dyscypliny, zweryfikował pan cele?

- Wciąż chcę zajść w MMA jak najwyżej, to nie zmieniło się ani o jotę. Ale przejście z jednej dyscypliny na drugą to okrutnie trudna sprawa. Wcześniej przez wiele lat byłem strongmanem, pięciokrotnie zdobywałem tytuł mistrza świata. Ale do bycia strongmanem potrzeba zupełnie innych atrybutów niż do uprawiania MMA. Ktoś, kto nie trenował dwóch różnych dyscyplin sportowych nigdy tego nie zrozumie. U mnie wciąż najtrudniej jest z kondycją. Trzy lata temu myślałem sobie "pobiegam rok i będę miał super kondycję". Nic bardziej mylnego. Choćbym jednak biegał po 50 km dziennie, to pewnych rzeczy nie przeskoczę. Do wszystkiego trzeba dochodzić stopniowo, małymi kroczkami.

Kiedy więc z tą kondycją będzie na tyle dobrze, że będzie pan stuprocentowym zawodnikiem MMA?

- Odpowiem przykładem. Powiedzmy, że podnosi pan teraz na sztandze 100-120 kg. Przychodzi pan do mnie i mówi: "chcę podnosić 200!". Odpowiem, że w porządku, to jest możliwe. Ale nie za rok, tylko za trzy lata. Nic by nie dało jeśli trenowałby pan po kilka godzin dziennie, tylko zajechałby pan organizm. A ten potrzebuje przecież dużo odpoczynku, regeneracji. I tak jak panu musiałbym dozować wysiłek i częstotliwość treningów, tak muszę robić także ze sobą. Z moją kondycją to jeszcze nie jest to, co bym chciał. Ale do zadowalającego efektu mam bliżej niż dalej.

Sobotnia gala po raz pierwszy w historii KSW będzie transmitowana w systemie pay-per-view. Widzowie, by ją obejrzeć, będą musieli najpierw zapłacić 30 zł. Co pan myśli o tej formule, przyjmie się na polskiej ziemi?

- Moim zdaniem polskie MMA na tym traci. Tracą widzowie, bo wcześniej taki przeciętny Jan Kowalski mógł sobie obejrzeć galę na otwartym kanale i to znajdowało odbicie w oglądalności, bo gale oglądało po 6-7 mln widzów. Teraz jeśli obejrzy ją choć 1/4 tego, to i tak będzie dobrze. Tracą też zawodnicy, od części z nich odsunęli się niektórzy sponsorzy. Mnie na szczęście to nie dotyczy, nie skupiam się bowiem tylko na promocji w MMA, ale też na innych płaszczyznach. Z czasem może jednak to dotknąć także i mnie. Ale cóż, to telewizja rozdaje karty, a my musimy się podporządkować.

Czy "Pudzian" ma szansę w walce z Piliafasem? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »