Mama Pawła Wszołka po meczu Polska-Anglia: Jestem z niego dumna!

- Postawiłam wszystko na jedną kartę i teraz czuję, że była to właściwa karta - mówi Ewa Wszołek, matka piłkarza reprezentacji Polski Pawła. Pochodzący z Tczewa dwudziestolatek zagrał wczoraj 62 minuty w meczu reprezentacji Polski z Anglią. - Byłabym szczęśliwa nawet wtedy, gdyby zagrał jedną minutę.
Konrad Marciński: Po ostatnim gwizdku arbitra w zremisowanym przez reprezentację Polski meczu z Anglią, wielu kibiców odetchnęło z ulgą. U pani te emocje chyba jeszcze długo nie opadną?

Ewa Wszołek: Powiedzieć, że bardzo przeżywałam to spotkanie, to mało. Już na początku spotkania poziom stresu i emocji sięgnął sufitu. A przy tej sytuacji, gdzie był blisko zdobycia bramki, trudno było mi usiedzieć spokojnie na kanapie. Ciężko było mi momentami patrzeć na to wszystko chłodnym okiem, ale obiektywnie przyznam, że Paweł zagrał dobre spotkanie. Troszkę zabrakło mu szczęścia w tej sytuacji, ale z drugiej strony nie można przecież mieć wszystkiego (śmiech). Ale jestem z niego naprawdę dumna.

Nie było obaw, że Paweł, w końcu młody przecież chłopak, może nie udźwignąć presji? Drugi mecz w reprezentacji i od razu w pierwszym składzie, z takim przeciwnikiem jak Anglia. Łydki mogły mu zadrżeć.

- Obawy były, ale bardziej o zdrowie Pawła. Bardzo się bałam, bo przecież niedawno miał bolesną kontuzję. To, czy będzie w stanie zagrać, przez długi czas było niepewne, więc i u mnie w głowie krążyło tysiące różnych myśli. Ale wiedziałam, że Paweł zaciśnie zęby, żeby zagrać i wiem, że jest z tego powodu szczęśliwy.

Po meczu Polska - Anglia. Trener Michał Globisz o Grzegorz Krychowiaku: Był lepszy od Gerrarda!

A mama?

- Bez dwóch zdań. To nie ma nawet o czym mówić, bo możliwość obejrzenia występu syna w meczu reprezentacji to najwspanialsza nagroda. Choć do końca jeszcze to do mnie nie dociera, że spełniło się moje największe marzenie. Ja cieszyłabym się, gdyby pojawił się na boisku choćby na minutę. Poza tym, super, że całej drużynie udało się zremisować z Anglią, bo to przecież bardzo wymagający rywal. Fajnie, że chłopaki dali im radę.

Przed meczem Paweł dzwonił do domu?

- Przed spotkaniem nie chciałam burzyć mu spokoju i tego, co już sobie poukładał w głowie. Wiadomo, że każdy sportowiec musi czasem odciąć się kompletnie, posiedzieć w samotności, by się skoncentrować. Dlatego umówiliśmy się, że nie będę do niego dzwoniła przed meczem. Poza tym od dawania rad to są jego trenerzy. Ale myślę, że Paweł wiedział, że sercem jestem z nim i będę ściskać kciuki przed telewizorem. Mam nadzieję, że ta pozytywna energia do niego dotarła.

Były trener o Wszołku: Będzie jak Błaszczykowski

Dlatego nie pojechała pani do Warszawy? Żeby nie przeszkadzać synowi?

- Szczerze powiem, że wolę oglądać mecz w telewizji, żeby posłuchać komentarza. Przyznam, że nie byłam wcześniej fanką piłki i nie umiałam się odnaleźć w tym szale kibiców. Ale teraz mogę powiedzieć, że nie ma piękniejszego przeżycia, jak mecz piłki nożnej. Gdy zobaczyłam twarz Pawła i jego kolegów z reprezentacji, gdy grali Mazurka Dąbrowskiego na stadionie narodowym, gdy widzi się to ich skupienie, to można zrozumieć, dlaczego piłka tak pociąga. I każdy z nich to taki chłopiec, niby duży, a w głębi duszy mały, mający radość z ganiania za piłką. Dlatego mimo że to dorosły piłkarz, to dla mnie syn zawsze zostanie małym Pawełkiem z loczkami na głowie. (śmiech)

Czy po takim meczu Pawłowi nie grozi uderzenie wody sodowej? W ciągu kilku dni z piłkarza ligowego awansował na reprezentanta Polski. 20-latkowi może zakręcić się w głowie.

- Myślę, że Pawłowi to nie grozi. On od zawsze do piłki podchodził jako do pasji i gra w nią nie dla pieniędzy czy zaszczytów, tylko dlatego, że naprawdę to kocha. Poza tym Paweł to bardzo skromny chłopak. Pewnie gdzieś tam w głębi serca wierzył, ale nie chciał o tym nikomu mówić, żeby nie zapeszyć. A wczoraj jego marzenie się spełniło. Jestem dumna, że w tak krótkim czasie zrobił tak niesamowity postęp. Mam nadzieję, że to będzie przełomowy moment w karierze Pawła. Ma teraz swoje pięć minut i bardzo chciałabym, żeby je wykorzystał i zaszedł w tym, co kocha, jak najdalej.