Wojciech Łazarek po wyborach w PZPN: Gwardia i Hutnik zamiast Barcelony

- To obłuda, że w Warszawie zamyka się takie kluby, jak Hutnik czy Gwardia, a za chwilę otwiera się Akademię Barcelony - uważa były trener reprezentacji Polski Wojciech Łazarek.
Mieszkający w Gdańsku Łazarek uważa, że PZPN niesłusznie przedstawia się tylko w złym świetle.

- O PZPN mówi się i pisze same brzydkie rzeczy, czasem nawet okropne, a to niesprawiedliwe. Ludzie mówią, że Lato to degrengolada i z tej perspektywy oceniają pracę całego związku. A dlaczego nie napiszecie o naszych reprezentacjach młodzieżowych, o ich dobrych wynikach, albo o tym, że to właśnie dzięki pracy z młodzieżą do pierwszej reprezentacji przebijają się teraz coraz młodsze talenty - pyta Łazarek.

Zdaniem Łazarka to właśnie m.in. pracą z młodzieżą powinien się zająć nowy zarząd PZPN. - W piłce młodzieżowej zrobiono ostatnio wiele dobrego, ale to i tak nie wystarcza. Bolesne jest, że na pracę z młodymi piłkarzami zupełnie obojętna jest większość klubów. Bo same orliki są super, ale to za mało, by ukształtować i ukierunkować młodych chłopaków.

Łazarek uważa, że piątkowe wybory w PZPN były "konstruktywną i twórczą" oceną pracy związku, że dokonano dobrej analizy.

- Mam nadzieję, że Zbyszek Boniek będzie gotowy poświęcić Rzym czy nawet rodzinę dla pracy w związku. Myślę, że decydując się startować w wyborach, miał tego świadomość. Zbyszka znam dobrze, był moim zawodnikiem, w latach 80. czy 90. mieliśmy ze sobą non stop kontakt. Zadedykuję mu najlepsze, bo babcine powiedzenie, że żeby się najeść, trzeba jeść łyżką, a nie od razu chochlą. Dużo mówi się o potrzebie rewolucji, ale do jakichkolwiek zmian trzeba się najpierw dobrze przygotować, zapoznać się z najpierw z tym, co jest, ocenić, co jest dobre, a co złe.

- Zbyszek otoczył się też właściwymi ludźmi - Romkiem Koseckim, którego wprowadzałem do kadry czy Markiem Koźmińskim. Zostało też kilku doświadczonych pracowników związku, którzy nie są przypadkowymi ludźmi - ocenia Łazarek. I dodaje: - Wszyscy oni powinni się teraz wsłuchać w to, co mówią inni. Choćby pracownicy w terenie, którzy działają w trudnych warunkach.

W jaki sposób nowe władze PZPN mogłyby pomóc piłce na Wybrzeżu? - Ubolewam, że między palcami rozlazło się to, co było kiedyś siłą wybrzeżowej piłki - to stąd wychodziło mnóstwo talentów, które potem rozjeżdżały się po kraju czy świecie. Teraz tego nie ma, giną takie kluby jak MRKS Gdańsk, Gedania czy Stoczniowiec. Zresztą ten problem nie dotyczy tylko Pomorza. Za obłudę można uznać fakt, że w Warszawie pomija się takie klubu jak Gwardia czy Hutnik, aby chwilę potem otworzyć... Akademię Barcelony - dodaje Łazarek.