Spowiedź Anny Rogowskiej: "Koniec! Basta! Po Londynie w głowie kłębiły się czarne myśli"

Dla najlepszej polskiej tyczkarki Anny Rogowskiej 2012 rok był koszmarem. Z powodu kontuzji nie mogła normalnie przygotowywać się do igrzysk olimpijskich, jednak mimo tego zdecydował się do Londynu pojechać. Tam jednak nie zaliczyła w finale żadnej wysokości, przez co spadła na nią fala krytyki. W rozmowie z trojmiasto.sport.pl Rogowska opowiada o wszystkich trudnych momentach ostatnich 12 miesięcy.
O londyńskiej traumie

Pierwsze dni po olimpijskim starcie były dla mnie niesamowicie trudne, być może najtrudniejsze w karierze. Dużo już w życiu przeszłam, ale kiedy z powodu kontuzji nie można odpowiednio przygotować się do najważniejszej imprezy czterolecia pojawia się bezsilność. Drobny wydawałoby się uraz [skręcenie kostki], przerodził się w duży problem, co wywróciło do góry nogami wszystkie moje plany. Przez kilka miesięcy podczas treningów robiłam nie to, co powinnam, ale to, co mogłam. Musiałam odwołać praktycznie wszystkie starty [w sumie przed igrzyskami Rogowska na rozbiegu pojawiła się tylko dwa razy], a w konkurencjach technicznych bardzo ważne jest coś takiego jak automatyzm. Wyrabia się go podczas zawodów, w ogniu walki, kiedy dochodzi stres związany ze startem. Mi tego zabrakło. Metaforycznie rzecz ujmując, podczas igrzysk moje ciało "nie pamiętało" jak ma się zachować podczas skoku. To wszystko złożyło się na nieudany występ w Londynie.

Po igrzyskach w mojej głowie kłębiły się naprawdę czarne myśli, z tą najbardziej nachalną na czele: "Koniec! Basta! Nie chcę więcej przez to przechodzić! Daj sobie spokój, osiągnęłaś już w sporcie dużo, po co się dalej męczyć". Musiałam sobie to wszystko poukładać w głowie, przeanalizować wszystkie za i przeciw, ale decyzja mogła być tylko jedna. Nie mogłam się poddać, przede mną zbyt wiele wyzwań. Jakiś czas temu zapowiadałam, że karierę chcę zakończyć po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro 2016 i dotrzymam słowa! Po drodze są halowe mistrzostwa świata w moim Sopocie [2014 rok], wcześniej mistrzostwa świata na otwartym stadionie w Moskwie [2013]. Chcę tam być i chcę walczyć o medale.

O naturze wojownika

Niektórzy mieli do mnie pretensje, że mimo kontuzji pojechałam do Londynu, że skoro nie miałam szans na medal to po co się tam pchałam. Nie miałam szans na medal? Bzdura! W 2009 roku podczas mistrzostw świata w Berlinie, kilkadziesiąt godzin przed moim startem w eliminacjach, na treningu paskudnie skręciłam kostkę. Noga była fioletowa, a kiedy związkowy lekarz dowiedział się, że mimo wszystko chcę wystartować, złapał się tylko za głowę i stwierdził "powodzenia". Jakoś przebrnęłam eliminacje, potem były dwa dni przerwy, noga jako tako doszła do siebie i mimo urazu zostałam mistrzynią świata. To pokazuje, że dopóki nie masz urwanej nogi nie możesz się poddać.

Przed igrzyskami nawet przez moment nie zwątpiłam w sens startu w Londynie. Mam naturę wojownika, nawet gdy szanse są minimalne, lepiej podjąć wyzwanie niż wywiesić białą flagę. Nie mogłam zrezygnować, bo gdybym tak zrobiła, pewnie do dziś biłabym się z myślami typu: "A co by było gdyby? A może jednak przy odrobinie szczęścia mogłam zdobyć medal? Dlaczego nie spróbowałam?". To byłoby dla mojej psychiki zabójcze i miałoby zgubny wpływ na dalszy przebieg kariery. Miałam świadomość, że w Londynie będzie ciężko o dobry wynik, ale na pewno nie czuję się wielką przegraną igrzysk. Wykonałam wielką pracę, przygotowałam się na 100 procent aktualnych możliwości, niestety nie udało się. Trzeba walczyć dalej.

O wzlotach i upadkach

Ja mam taką teorię, że jeśli ktoś nie potrafi się podnieść po przegranej czy kontuzji, to się po prostu do sportu nie nadaje. To piękna dziedzina życia, ale niestety bezwzględna. Sport trzeba brać takim, jaki jest, w jego uprawianie wpisane są porażki, urazy, łzy, ból, czasami bezsilność. Jeśli umiesz się podnieść, jesteś kozak, jesteś prawdziwy sportowiec. Ja wciąż upadam, potem się podnoszę, znów upadam i tak w kółko. Teraz znów muszę się podnieść i to wyzwanie nakręca mnie do pracy. Nie mogę doczekać się startów w 2013 roku, od kilku tygodni już mnie nosi [śmiech].

O zdrowiu i zmianach w treningu

W tej chwili wszystko jest już w porządku, jestem w 100 procentach zdrowa i od dłuższego czasu przygotowuję się do nowego sezonu. Po igrzyskach wiele czasu poświęciłam na rehabilitację nogi, przez dwa miesiące nie brałam tyczki do rąk. Zaliczyłam konsultacje u chyba wszystkich możliwych fizjoterapeutów. Dostałam wiele wskazówek, co robić aby kontuzja nie wróciła, poświęcam wiele czasu na ćwiczenia, które mają sprawić, że stopa będzie jak najbardziej stabilna. Kłopoty z nogą [głównie ze ścięgnem Achillesa] mam już od wielu, ale można nad tym zapanować.

Służyć mają temu również zmiany metod treningowych. Jestem już doświadczoną zawodniczką [w maju przyszłego roku Rogowska skończy 32 lata], ale człowiek uczy się całe życie. Zauważyliśmy z trenerem Jackiem Torlińskim [prywatnie mąż zawodniczki], że ogromna energia, którą wkładam w rozbieg, nie do końca przekłada się na sam skok, że tkwią tu ogromne rezerwy. Moim głównym atutem jest motoryka i dynamika rozbiegu. Jednak, żeby przekładało się to na skuteczność w powietrzu, rozbieg musi być swobodniejszy, bardziej rytmowy, mniej szarpany. Tak aby przejście do fazy skoku było jak najbardziej płynne. To powinno być zauważalne już podczas sezonu halowego.

O planach na 2013 rok

W 2013 roku są dwie główne imprezy i w obu mam zamiar wystartować: halowe mistrzostwa Europy w Sztokholmie (1-3 marca) oraz mistrzostwa świata na otwartym stadionie w Moskwie (10-18 sierpnia). Szczególnym wyzwaniem są mistrzostwa świata, które odbędą się na słynnym stadionie Łużniki. Rosja to zawsze gorący teren, zapowiada się piękna walka.

Zazwyczaj po roku olimpijskim wiele zawodniczek rezygnuje ze startów - albo kończy karierę, albo robi sobie przerwę macierzyńską. Prawdopodobnie kilku znanych tyczkarek w 2013 r., nie zobaczymy na rozbiegu, ale mimo różnych plotek, żadnych potwierdzonych informacji nie mam. Trzeba będzie poczekać na pierwsze zawody. Ja sezon zaczynam na początku lutego podczas mityngu w Moskwie.

Czy Anna Rogowska wróci na szczyt? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »