Asłambek Saidow przed KSW 23: Stawiam na mojego kuzyna. Chalidow wykończy Manhoefa w stójce

Mistrz KSW wagi półśredniej Asłambek Saidow nie ma wątpliwości, że w walce wieczoru gali KSW 23 (sobota, godz. 20., Ergo Arena) wygra jego kuzyn, Mamed Chalidow. - Wykończy Manhoefa w stójce - zapowiada Saidow w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. ?Asłan? jest też spokojny o wynik swojej walki z Benem Lagmanem.
Nie wszyscy wiedzą, że na gali KSW 23, która już w sobotę odbędzie się w trójmiejskiej Ergo Arenie, będą walczyć... kuzyni, czyli Asłambek Saidow i Mamed Chalidow. Oczywiście nie ze sobą, bo występują w różnych kategoriach wagowych. Ale trenują w tym samym klubie, Arrachion MMA Olsztyn, i wiedzą wszystko o swoich przygotowaniach. Z Saidowem rozmawialiśmy w Olsztynie po jednym z treningów.

Maciej Dzwonnik: Nazwisko twojego rywala, Bena Lagmana, poznałeś niecały miesiąc przed walką. Nie utrudniło ci to przygotowań?

Aslambek Saidow: - Na pewno nieco utrudnia to sprawę, gdy nazwisko rywala poznaje się na trzy tygodnie przed galą. Dobrze byłoby je poznać chociaż miesiąc wcześniej, tak by mieć czas na obejrzenie jego walk, opracowanie taktyczne, analizę jego plusów oraz minusów, no i oczywiście rozpoczęcie przygotowań pod kątem konkretnego przeciwnika. Wydaje mi się jednak, że i tak wraz ze sztabem trenerskim "daliśmy radę" i powinno być dobrze.

Czy jesteś zadowolony z doboru rywala? Lagman walczył co prawda ostatnio w dużych organizacjach, Bellatorze i Strikeforce, ale przegrał oba pojedynki.

- Walka będzie mimo wszystko ciężka. Lagman jest wysoki, dużo wyższy ode mnie. I dobry w stójce. Obejrzałem jego dwie ostatnie walki, w Bellatorze przegrał przez balachę na nogi. I to jest chyba recepta dla mnie. Mogę się z nim pobawić w stójce, ale koniec końców będę chciał sprowadzić walkę do parteru i tam go skończyć. Najchętniej oczywiście przed czasem.

Niedawno otwarcie deklarowałeś, że chciałbyś rewanżu z Duńczykiem Mortenem Djursą, z którym przegrałeś w październiku na gali EMMA 2. Kiedy możemy spodziewać się tej walki?

- Oj, bardzo bym chciał tej walki. Najbardziej ze wszystkich. Był nawet pomysł, żeby doszło do niej na KSW. Z tego, co słyszałem, to była nawet taka propozycja, ale jego obóz odmówił. A jeśli nie dojdzie do tej walki? To trudno, nic się nie stanie. Będzie mi po prostu smutno, bo bardzo chciałbym się zrewanżować za tamtą porażkę.

Czy podobnie jak Mamed Chalidow, prywatnie twój kuzyn, wiążesz swoją najbliższą przyszłość z Polską? Czy może chciałbyś jednak spróbować swoich sił w zagranicznych federacjach?

- Do Mameda jeszcze wiele mi brakuje, ale koniec końców chciałbym spróbować swoich sił w zagranicznych organizacjach. Może nie od razu UFC, choć byłoby to wspaniałe, ale Bellator i Strikeforce także byłoby w porządku. Jeździmy na obozy do USA i sparujemy z zawodnikami, którzy występują w tych organizacjach. I absolutnie nie czujemy się od nich gorsi.

Opowiedz jeszcze o walkach wieczoru gali KSW 23. Czy twoim zdaniem Chalidow i Mariusz Pudzianowski wygrają swoje pojedynki?

- Mameda czeka trudne zadanie, bo Melvin Manhoef to trudny, wymagający rywal, bardzo dobry w stójce. Ale jeśli mam typować, to odważnie postawię na to, że Mamed skończy go właśnie "na górze". A Pudzian? W MMA bardzo dobrze się rozwija, choć dziwił mnie czasem dobór jego przeciwników. Na przykład Christos Piliafas, który sprawiał wrażenie, że nie przyjechał na walkę, tylko na imprezę. Co do Seana McCorkle to nie mam zdania, nie widziałem jego walk. Obaj panowie są ogromni, to jak pojedynek gigantów. Będzie na co popatrzeć.

Saidow będzie taką gwiazdą MMA jak Chalidow? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: