Słodko-gorzki rok Anny Rogowskiej

Najlepsza polska tyczkarka Anna Rogowska ma za sobą kolejny rok, w którym radość mieszała się ze smutkiem, choć rozczarowań było dużo więcej. Jednak przed nią wielkie wyzwanie - halowe mistrzostwa świata, które w marcu 2014 r. odbędą się w Ergo Arenie
W 2013 roku Rogowska po raz kolejny zaliczyła w najważniejszej imprezie tzw. zerówkę. Ale zdołała też wywalczyć medal halowych mistrzostw Europy. Jaki zatem był mijający rok dla zawodniczki SKLA Sopot?

Po nieudanym starcie podczas igrzysk olimpijskich w Londynie (nie zaliczyła żadnej wysokości w finale), Rogowską nachodziły czarne myśli, przez chwilę rozważała nawet zakończenie kariery. Jednak znając jej duszę wojownika, wiadomo było, że to tylko chwilowe załamanie, że szybko znów weźmie się w garść i w 2013 r. podejmie kolejne wyzwania.

Miało jej w tym pomóc rozszerzenie sztabu trenerskiego. Do męża zawodniczki Jacka Torlińskiego dołączył Wiaczesław Kaliniczenko - wieloletni szkoleniowiec Moniki Pyrek. Wiązało się to ze zmianami w technice skoku, a to zawsze oznacza pewną niewiadomą.

Sezon halowy od początku nie układał się po myśli Rogowskiej. Najpierw przyplątała się choroba, a potem sopocianka zaliczyła kilka słabszych występów, w tym aż dwie "zerówki"! Dla tak utytułowanej zawodniczki była to niewątpliwie plama na honorze, ale jak to zazwyczaj w jej przypadku bywa, nieudane starty spowodowały u niej wyjątkową mobilizację przed najważniejszą imprezą pierwszego półrocza - halowymi mistrzostwami Europy w Goeteborgu.

Zobaczyliśmy tam starą dobrą Rogowską. Po niesamowitej walce ze wschodzącą gwiazdą damskiej tyczki, Brytyjką Holly Bleasdale, zawodniczka SKLA Sopot wywalczyła srebrny medal, choć była nawet o krok od złota (z Bleasdale przegrała dopiero po dogrywce). Wydawało się, że to znakomity prognostyk przed letnimi mistrzostwami świata w Moskwie. Jednak kolejne starty okazały się jednym wielkim pasmem niepowodzeń.

Rogowska przez wiele tygodni bezskutecznie walczyła o minimum na mistrzostwa świata, jak na jej możliwości niewygórowane - 4,60 m. Ostatecznie niemal w ostatniej chwili udało jej się osiągnąć wymaganą wysokość na kameralnym mityngu w Słupsku. Mimo wielkich męczarni, jakie przechodziła, wierzyła, że w tych bólach rodzi się sukces.

- Jestem optymalnie przygotowana do zawodów w Moskwie, wierzę, że tam przypadnie apogeum mojej formy i uda mi się powalczyć o medal - mówiła optymistycznie przed wyjazdem do Rosji. Tam jednak zaliczyła chyba największa wpadkę w karierze. W konkursie eliminacyjnym zaliczyła kolejną w tym roku "zerówkę" i po raz pierwszy od wielu lat zabrakło jej w finale wielkiej imprezy. Smutnego obrazu dopełnia fakt, że w sezonie letnim wyżej od niej skakało aż 16 zawodniczek.

W grudniu miało miejsce jeszcze jedno nieprzyjemne dla Rogowskiej wydarzenie. Podczas treningu gimnastycznego (ćwiczyła na drążku) nieszczęśliwie upadła ona z dużej wysokości na głowę. Wypadek wyglądał bardzo poważnie, zachodziło nawet podejrzenie pęknięcia czaszki. Na szczęście skutki upadku nie okazały się aż tak dramatyczne i w najbliższym czasie Rogowska powinna wrócić do treningów, a jej występ podczas halowych mistrzostw świata w Sopocie (7-9 marca) nie jest zagrożony. A to przecież właśnie tej imprezie podporządkowała w ostatnich miesiącach wszystkie przygotowania. Zdobycie medalu w rodzinnym Trójmieście, na oczach rodziny i swoich kibiców, byłoby bowiem pięknym ukoronowaniem kariery. Choć sama zawodniczka planuje kontynuować karierę do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Czy Rogowska wywalczy medal podczas halowych mistrzostw świata? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »