Sport.pl

Liga Światowa 2014. Polscy siatkarze wstali z kolan. Zwycięstwo z Iranem

W trzech ostatnich meczach polscy siatkarze wygrali tylko jednego seta, w Teheranie Irańczycy zbili ich w jednej z partii do 11. W piątek w trójmiejskiej Ergo Arenie zespół Stephane'a Antigi wstał z kolan w starciu z rywalem grającym ostatnio lepiej od Włochów i Brazylijczyków. Polska wygrała 3:1 i nadal ma szansę na awans do Final Six Ligi Światowej.


- Jeśli wykorzystacie swoją silną zagrywkę i dobry blok, to rozegramy dwa zacięte mecze - powiedział Mir Saeid Marouf przed spotkaniami Polska - Iran w Gdańsku.

Antiga sięgnął po posiłki

Jedno zdanie kapitana Iranu mówi dużo o aktualnej sile naszej reprezentacji. Po trzech laniach z rzędu - pierwszym od Brazylii w Bydgoszczy i dwóch następnych od Iranu w Teheranie - podopieczni Stephane'a Antigi zostali najgorszą drużyną grupy A Ligi Światowej. Z kolei Iran jest lepszy nie tylko od nas, ale też od drużyn Italii i Brazylii. Dlatego wydawało się, że siatkarze Slobodana Kovaca w tym momencie nie będą dla Polaków dobrym rywalem. Mówiąc wprost, trzeba było poważnie brać pod uwagę, że zespół będący już chyba w szczycie swej formy znów zbije daleką od niego drużynę biało-czerwonych.

Oczywiście Antiga zrobił wszystko, by tego uniknąć. Reagując na problemy, jakie w Teheranie mieliśmy z przyjęciem zagrywki, do meczowej "12" po raz pierwszy, odkąd prowadzi Polskę zmieścił dwóch libero - Pawła Zatorskiego i Krzysztofa Ignaczaka. Zadziałał również w kwestii naszych problemów w ataku, wstawiając do pierwszej "szóstki" Mariusza Wlazłego. Ale w pierwszych akcjach po asie Skry Bełchatów było widać, że przez ostatnie dwa tygodnie prawie nie trenował (z powodu kontuzji pleców). Wlazły m.in. nie skończył kontry przy naszym prowadzeniu 3:2 oraz kiwnął w aut, chcąc trafić w linię końcową przy wyniku 6:5 dla Iranu. Całą, fatalną w wykonaniu naszej drużyny, skończył, serwując w aut.

Chcąc rozliczać z błędów Wlazłego, nie wolno zapomnieć o tym, co robili jego koledzy. Michał Winiarski mylił się na potęgę, w całym secie zdobył tylko jeden punkt (Wlazły sześć). Błyszczącego niedawno Mateusza Mikę Antiga wymienił na Rafała Buszka, gdy Irańczycy efektownie zablokowali tego pierwszego, zdobywając punkt na 15:10. Ze skrzydeł czy z drugiej linii przez całą partię otwarcia nie punktował w naszym zespole nikt poza Wlazłym i Winiarskim! Mimo niezłego przyjęcia po naszej stronie goście świetnie czytali pomysły Fabiana Drzyzgi. Polski rozgrywający gubił ich tylko wtedy, gdy grał ze środkowymi. Piotr Nowakowski i Karol Kłos zdobyli po trzy punkty. Wszystkie w ataku. I właśnie dlatego obu trudno chwalić. Jedyny punkt blokiem wywalczył dla nas Wlazły. Irańczycy zdobyli tak trzy punkty, dużo więcej mieli też wybloków, dzięki którym wyprowadzali i kończyli kontry. A jeśli jeszcze dodamy do tego aż 10 naszych błędów, które dały rywalom punkty przy tylko trzech "prezentach" od Irańczyków - mamy odpowiedź, dlaczego pierwszego seta przegraliśmy tak wyraźnie - 17:25.

Zaprosili kibiców

Przez pierwsze pół godziny meczu Antiga prosił o przerwy, żądał wideoweryfikacji, chyba nie tyle wierząc, że dadzą punkty, co chcąc wybić rywala z rytmu, ale pomóc swoim podopiecznym nie potrafił. Na szczęście udało mu się przed drugim setem. Już na początku swój pierwszy punkt w meczu zdobył Buszek, za chwilę dużo skuteczniej zaczął atakować Winiarski, który dorzucił też asa serwisowego. Do drugiej przerwy technicznej trwała walka punkt za punkt, wtedy goście wyszli na prowadzenie 17:15, ale tym razem odjechać im nie pozwoliliśmy. Przy stanie 17:19 zdobyliśmy cztery punkty z rzędu (duża w tym zasługa Kłosa, który raz świetnie zaatakował i raz wreszcie zablokował), ostatni po bardzo długiej akcji zakończonej blokiem Wlazłego na Miladzie Ebadipourze. Po tej wymianie w Ergo Arenie pierwszy raz zrobiło się naprawdę głośno. Wcześniej było tak cicho, jakby mecz nie toczył się w Polsce, smutkiem straszyły szczególnie dwie puste trybuny za liniami końcowymi boiska. W mogącym pomieścić 11,5 tys. widzów obiekcie w piątek zasiadło tylko 8-9 tys. kibiców.

Więcej ludzi powinno pojawić się w hali w sobotę, bo zespół Antigi zaprosił kibiców swoją grą. Drugiego seta Polacy wygrali na przewagi - do 24, kończąc go po akcji, w której w obronie kapitalnie spisał się Ignaczak, a sprytem na siatce wykazał się Dawid Konarski. Pomogli rezerwowi, punktowali niemal wszyscy - trzy punkty zaliczył w tej partii Buszek, cztery Winiarski, pięć Wlazły, dwa Kłos, trzy Nowakowski, po jednym Konarski i Mika. Korzystanie przez Drzyzgę z wielu opcji w ataku od razu przyniosło efekt.

Ważne, że nasz rozgrywający równie dobrze spisywał się w dwóch następnych partiach. Gdy w trzeciej po jego wystawie z drugiej linii huknął Buszek na 8:6, widać było, że zdecydowanie odzyskujemy moc. Coraz lepsi byliśmy nie tylko w ataku. Również zagrywką sprawialiśmy Azjatom coraz więcej problemów, serwisy Buszka sprawiły, że przy stanie 6:6 zdobyliśmy sześć punktów z rzędu, bo goście nie mając dobrego przyjęcia, mylili się w ataku.

Final Six drugorzędne

Ta sześciopunktowa seria pozwoliła naszej drużynie dowieźć prowadzenie do końca i wygrać seta 25:23, ale dała coś jeszcze. Przez moment hala żyła tak, jak pewnie będą żyć te hale, w których biało-czerwoni zagrają podczas wrześniowych mistrzostw świata. Dla Polaków mundial przed własną publicznością może być naprawdę niezapomniany.

W czwartym secie znów seria w pierwszej fazie pozwoliła naszej drużynie zbudować przewagę (10:5), znów im bliżej było końca, tym mocniej goście naciskali, ale znów nie daliśmy się złamać, ponownie wygrywając do 23, a cały mecz 3:1, a więc za trzy punkty.

To ważne w kontekście walki z Brazylią o awans do Final Six. Oczywiście wygrana nad Iranem może nie dać awansu do turnieju, który zostanie rozegrany we Florencji w dniach od 16 do 20 lipca. By tam zagrać, musimy pokonać Azjatów jeszcze raz, w sobotę, najlepiej znów za trzy punkty i w niedzielę liczyć na to, że trzech punktów w wyjazdowym meczu z Włochami nie zdobędzie Brazylia. Problem w tym, że Włosi o nic nie walczą, a "Canarinhos" wiedząc, że wszystko jest w ich rękach potrafią być skuteczni, co udowodnili w piątek, wygrywając w Bolonii 3:1.

O tym wszystkim nasi siatkarze wiedzą. Ich trener przed gdańskimi spotkaniami twierdził jednak, że na zwycięstwach zależy mu bez względu na to, czy dadzą udział w finale Ligi Światowej. Francuz wie, że gra idzie o coś więcej. Po największym dołku, w jaki wpadła jego drużyna, najważniejsze jest, by szybko z niego wyszła. W piątek na pewno zrobiła krok w górę.

Więcej o: