Sport.pl

Rekordowa publiczność na meczu Wybrzeża nie pomogła. Porażka z gwiazdozbiorem z Kielc

To było święto szczypiorniaka w Ergo Arenie. A dla beniaminka PGNiG Superligi dobra lekcja na przyszłość. W starciu z mistrzami Polski Wybrzeże Gdańsk było bez szans, dlatego porażki z naszpikowanymi gwiazdami Vive Tauronem należało się spodziewać. Kielczanie wygrali 40:29.
Przyjazd najlepszej drużyny w Polsce, która w tym sezonie wygrała wszystkie 33 oficjalne mecze, sprawił, że na trybunach Ergo Areny zasiadło ponad 4 tysiące kibiców. To rekord frekwencji na spotkaniu gdańskich szczypiornistów. W środę pojedynek beniaminka PGNiG Superligi z mistrzami Polski obserwowało 4215 kibiców, o ponad tysiąc więcej niż na meczu z Wisłą Płock (3050).

Mimo braku kilku kluczowych zawodników w składzie Vive (przed rewanżowym meczem w Lidze Mistrzów z francuskim Montpellier Agglomeration trener Tałant Dujszabajew oszczędzał Julena Aguinagalde oraz Ivana Cupicia, w dodatku nie w pełni sił po kontuzji jest Krzysztof Lijewski) kadra drużyny z Kielc i tak prezentowała się znakomicie. W hali na granicy Sopotu i Gdańska wystąpiło pięciu graczy, którzy w tegorocznych mistrzostwach świata w Katarze wywalczyli z reprezentacją Polski brązowe medale (Sławomir Szmal, Michał Jurecki, Karol Bielecki, Piotr Chrapkowski oraz Piotr Grabarczyk).

Mimo sporych różnic dzielących obie drużyny szczypiorniści Wybrzeża zaczęli bardzo odważnie. Po bramce Adriana Kondriatuka gdańszczanie prowadzili 4:3. Chwila przestoju kosztowała gospodarzy utratę kilku bramek, w efekcie Vive odskoczyło na trzy gole. W Ergo Arenie wzmagał się doping, ale gdańszczanie w żaden sposób nie mogli zmniejszyć strat. Goście za to pokazali kilka podręcznikowych akcji i spokojnie kontrolowali to, co dzieje się na boisku. Ostatnim akcentem pierwszej połowy był celny rzut Kondratiuka. Do przerwy goście byli lepsi o trzy trafienia.

Gospodarzom trzeba oddać to, że braki w umiejętnościach i mniejsze doświadczenie nadrabiali walecznością i charakterem. Starczyło to jednak tylko na początek drugiej połowy. Od 40. minuty Vive powiększało prowadzenie. Swój rytm odnaleźli Grzegorz Tkaczyk i Tobias Reichmann. Kielczanie raz po raz znajdowali się w czystych pozycjach rzutowych. I gdyby nie znakomite interwencje Patryka Płaszczaka oraz przestrzelony rzut karny Karola Bieleckiego, już na trzynaście minut przed końcem mistrzowie Polski odskoczyliby na dystans kilkunastu bramek.

Słabnący w oczach gospodarze popełniali coraz więcej błędów. Goście nie mieli problemu z przedostaniem się w strefę rzutu gospodarzy i co rusz ostrzeliwali bramkę. O czas poprosił Damian Wleklak. Jednak i to nie poskutkowało. Jego zespół stracił sześć goli z rzędu, a na tablicy świetlnej pojawił się wynik 23:34. Jakby tego było mało, na ławkę kar powędrował Tymoteusz Piątek i grające z przewagą jednego zawodnika Vive niebezpiecznie szybko zaczęło zbliżać się do 15-bramkowej przewagi (23:36).

Długi moment przestoju w grze Wybrzeża przełamał Patryk Abram. Trzy gole skrzydłowego gospodarzy poprzedziła jeszcze bramka Mateusza Jachlewskiego. A w końcówce z dobrej strony pokazał się Hubert Kornecki. Pieczęć na zwycięstwie mistrzów Polski postawił Tomasz Rosiński.

Wybrzeże Gdańsk - Vive Tauron Kielce 29:40 (17:20)

Wybrzeże: Plaszczak, Sokołowski - Mogielnicki 2, Kornecki 5, Rogulski 5, Prymlewicz 1, Papaj 2, Lijewski 3, Kondratiuk 6, Rakowski 2, Abram 3, Nilsson, Piątek.

Vive Tauron: Szmal, Sego - Grabarczyk 1, Jurecki 4, Tkaczyk 5, Reichmann 11, Chrapkowski 2, Bielecki 5, Jachlewski 4, Strlek 3, Musa 1, Zorman 1, Rosiński 3.

CHEERLEADERKI Z GDYNI - KIM SĄ, GDZIE TAŃCZĄ, JAK OSIĄGNĘŁY SUKCES?


Więcej o: