Przemysław Tarnacki: Energa Sopot Match Race - impreza nr 1

- W tym roku, na początku czerwca, zdobyliśmy w Sankt Petersburgu brązowy medal mistrzostw Europy, to był ogromny sukces naszej załogi. Ale mimo to wszyscy myśleliśmy i nadal myślimy głównie o regatach w Sopocie - mówi Przemysław Tarnacki, jedna z gwiazd prestiżowym regat Energa Sopot Match Race (28 lipca - 1 sierpnia).
Grzegorz Kubicki: W tym roku sopockie regaty po raz drugi z rzędu będą miały rangę mistrzostw świata, to duże wydarzenie. Czy również dla pana, jako uczestnika?

Przemysław Tarnacki: Odpowiem tak - w tym roku, na początku czerwca, zdobyliśmy w Sankt Petersburgu brązowy medal mistrzostw Europy, to był ogromny sukces naszej załogi. Ale mimo to wszyscy myśleliśmy i nadal myślimy głównie o regatach w Sopocie, które znów będą jedną z eliminacji mistrzostw świata, w których będziemy mogli pokazać się przed swoimi kibicami zgromadzonymi na sopockim molo, rodzinami, sponsorami. To dla nas impreza nr 1 w sezonie. To, że Sopot po raz drugi z rzędu dostał miejsce w cyklu World Match Racing Tour to ukoronowanie 12 lat naszej ciężkiej pracy, od kiedy organizujemy te zawody. Na to, żeby zostać w cyklu po poprzedniej, bardzo udanej imprezie, pracowaliśmy właściwie już od jej zakończenia, czyli przez 12 miesięcy. Znów było dużo wyzwań - logistycznych, finansowych, organizacyjnych, ale dzięki życzliwości wielu osób udało nam się utrzymać miejsce w tym prestiżowym cyklu.

Nie jest pan stałym uczestnikiem cyklu, ale w tym roku wystartował pan już w dwóch z trzech eliminacji mistrzostw - w USA i Niemczech. Co daje stały kontakt z czołówką i gwiazdami?

- Wystartowaliśmy już w pierwszych zawodach cyklu mistrzowskiego, w Long Beach, i był to dla nas bolesny początek. Pojechaliśmy tam totalnie nierozpływani i dostaliśmy ostre baty. Ale tak miało być: to był dla nas początek sezonu, chcieliśmy zobaczyć - na tle najlepszych - w jakim miejscu jesteśmy. Potem były kolejne regaty, było już lepiej, w międzyczasie wywalczyliśmy ten brąz mistrzostw Europy w Rosji. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale prawdziwym testem będzie dla nas właśnie impreza w Sopocie, ona jest najważniejsza.

Rozumiem, że nie wyobraża pan sobie, żebyście nie poprawili 9. miejsca z zeszłego roku?

- Szlifujemy formę, żeby tym razem było lepiej. Na ostatnich regatach w Dziwnowie było już nieźle, zajęliśmy 2. miejsce, potem mieliśmy jeszcze sparingi z pięciokrotnym mistrzem świata Ianem Williamsem. On specjalnie przyjechał wcześniej do Sopotu, żeby przypomnieć sobie nasze wody, zapoznać się ze sprzętem. Zwłaszcza że nasze jachty są trudne i wymagające. W sparingach z Williamsem wypadaliśmy tak 50 na 50, ale on dopiero poznawał sprzęt. Potem mieliśmy jeszcze sparingi z Karolem Jabłońskim, który też wystartuje w Sopocie.

Jest między wami rywalizacja?

- Na zawodach - oczywiście. A przed zawodami staramy się dużo rozmawiać, współpracować, wymieniać się poglądami i doświadczeniami. Regaty w Sopocie zaczną się w środę, a jeszcze we wtorek piliśmy z Karolem ostatnią kawę. To takie spotkanie motywacyjne, koleżeńskie, staramy się wzajemnie mobilizować. Ale już od środy zacznie się walka na całego. Bez względu na to, kto będzie naszym rywalem w kolejnych wyścigach, każde zwycięstwo będziemy chcieli wyrwać przeciwnikom z gardła.

Jak pan się szykował do regat w Sopocie?

- Przygotowania zaczęliśmy już zimą, głównie fizyczne, żeglowania wtedy za wiele nie było. Na ostro zaczęliśmy pływać od kwietnia, ale od tego momentu trenujemy już trzy, cztery razy w tygodniu. To spore obciążenie, ale wierzę, że się opłaci.

No właśnie - jest pan nie tylko uczestnikiem Energa Sopot Match Race, ale również ich organizatorem. Które zadanie jest trudniejsze?

- Najtrudniejsze to jest właśnie pogodzić te dwa światy. Trudno łączyć te funkcje zwłaszcza podczas samych regat, choć oczywiście mamy znakomitych partnerów, którzy nam w tym pomagają. Zwłaszcza partnerzy z Prime Group - Artur Manista, Maciej Siejewicz i Magda Makowska, bez wsparcia których ani nie udałoby się tych regat zorganizować, ani mi nie udałoby się do nich przygotować. Bo w ostatnich tygodniach przed imprezą to właśnie oni wykonują ogrom pracy, dzięki czemu ja mogę się skupić na sporcie.