Artur Manista: Energa Sopot Match Race, czyli otwarte drzwi do elity

- Do drzwi elity i wielkiego świata żeglarstwa dobijaliśmy się przez 10 lat, wszystko, co robiliśmy wcześniej w Sopocie, służyło właśnie temu. W końcu nasze starania zostały ukoronowane i od dwóch lat mamy rangę mistrzostw świata - mówi Artur Manista, organizator regat Energa Sopot Match Race.
Grzegorz Kubicki: Ciężko było się dostać po raz drugi z rzędu do cyklu World Match Racing Tour i po raz kolejny zorganizować jedną z eliminacji mistrzostw świata?

Artur Manista: Byliśmy chwaleni już podczas ostatniej imprezy, a także po jej zakończeniu. Było nam niezmiernie miło, zwłaszcza, że w cyklu World Match Racing Tour byliśmy dopiero po raz pierwszy, a mimo to partnerzy i media okrzyknęli imprezę w Sopocie wielkim sukcesem. Do drzwi elity i wielkiego świata żeglarstwa dobijaliśmy się przez 10 lat, wszystko, co robiliśmy wcześniej w Sopocie, służyło właśnie temu. W końcu nasze starania zostały ukoronowane i od poprzedniego roku mamy rangę mistrzostw świata.

Po poprzedniej imprezie i jej sukcesie szefowie World Match Racing Tour zgłosili się do nas z pytaniem, czy chcemy pozostać w tym elitarnym środowisku, oczywiście po spełnieniu wszystkich wymagań organizacyjnych. Po kilku miesiącach rozmów pojechaliśmy w lutym do Londynu, na zjazd organizatorów cyklu, i tam mogliśmy już oficjalnie ogłosić, że w 2015 r. znów będziemy uczestnikami touru.

W Londynie byli też m.in. organizatorzy z Barcelony, którzy starali się o miejsce w kalendarzu, ale choć wydawali się pewniakiem - to by było piękne miejsce na regaty, to nie podołali wymogom. Byli też ludzie z Holandii z Dutch Match Cup, którzy byli już w cyklu w ubiegłym roku. W tym też mieli być, ale niestety wypadli, bo nie udźwignęli tego organizacyjnie. Nam się udało, z czego się bardzo cieszymy.

Jako ubiegłoroczny uczestnik mieliście pierwszeństwo obecności w World Match Racing Tour?

- Dokładnie. Już w zeszłym roku sygnalizowaliśmy organizatorom, że w cyklu chcemy uczestniczyć co najmniej trzy lata, w takim kierunku zmierzają nasze działania, a potem zobaczymy.

Czyli macie pewne miejsca jeszcze na dwa lata?

- Powiem tak - środowisko żeglarskie i sytuacji w nim zmienia się dość dynamicznie. Np. Puchar Ameryki po raz kolejny będzie rozgrywany na katamaranach, a to oznacza, że wszyscy będą próbowali dosięgnąć tego żeglarstwa na najwyższym światowym poziomie, zaawansowania technologicznego. Elementami cyklu przygotowawczego do Pucharu Ameryki były dotąd łódki jednokadłubowe, czyli takie, jakie mamy w Sopocie. Teraz zaczyna się to trochę zmieniać, pojawiły się dwa czy już nawet trzy cykle, które rozgrywane są na katamaranach i to z nich wyłania się zawodników, którzy startują potem w Pucharze Ameryki, oni są rozpatrywani w pierwszej kolejności. Dlatego World Match Racing Tour też się zmienia. Nie wiemy, co będzie za dwa czy trzy lata, wiemy, jakie są plany, ale będziemy czekać i to obserwować.

Jaką macie w tym roku pulę nagród?

- 50 tys. dolarów, zwycięzca dostanie 12 tys. Przygotowanie takiej puli to jeden z wymogów, inne to pozyskanie pozostałych sponsorów, przygotowanie zaplecza technicznego i logistycznego. Oczywiście nie poradzilibyśmy sobie z tym bez pomocy partnerów. Sponsorem tytularnym regat została w tym roku firma Energa, to dla na duże wyróżnienie, zwłaszcza, że Energa to firma, która już od kilku lat angażuje się mocno w żeglarstwo i sporty wodne, objęła swoim patronatem kadrę narodową i olimpijską. Teraz Energa jest również z nami, cieszymy się, podpisaliśmy umowę na dwa lata.

Jeśli chodzi o naszą obecność w World Match Racing Tour to musimy potwierdzać gotowość każdego roku. Poza tym ostatnio zmienił się właściciel cyklu - 100 proc. udziałów przejęli Szwedzi, a konkretnie firma Aston Harald, która produkuje kompozyty i właśnie katamarany. Konkretnie katamarany M32 i chcą, aby to właśnie na nich rozgrywany był cykl World Match Racing Tour. To wiążę się oczywiście z biznesem, który prowadzą - chcą, aby załogi kupowały te katamarany, żeby organizatorzy regat za przywiezienie tych katamaranów sowicie ich wynagradzali. Zobaczymy, w którym kierunku to się potoczy.

Te katamarany mają też ścisły związek właśnie z Pucharem Ameryki.

- Dokładnie tak to się układa. Kilka załóg z dotychczasowego World Match Racing Tour przeniosła się już przecież na katamarany. M.in. nasz ubiegłoroczny uczestnik Amerykanin Taylor Canfield, który już buduję formę na katamaranach M32. Na łódkach jednokadłubowych Canfield ściga się już tylko gościnie.

A wy będziecie gotowi zorganizować regaty na katamaranach?

- Zobaczymy. Organizatorzy poszczególnych regat będą musieli zdecydować, czy chcą już przejść na katamarany czy jednak pozostaną jeszcze na łódkach jednokadłubowych. I wtedy imprezy w World Match Racing Tour mogą być zróżnicowane, to może być taki okres przejściowy.

Które z gwiazd przyjechały w tym roku do Sopotu, na kogo warto zwrócić szczególną uwagę?

- Mamy czołówkę światowego match racingu, zawodników sklasyfikowanych w rankingu od 1. do 18. miejsca. Osiemnasty jest nasz Przemek Tarnacki. Gwiazdą będzie Ian Williams, pięciokrotny mistrz świata, który w Sopocie pojawił się już dwa tygodnie przed regatami, trenował razem z Przemkiem, chciał poznać sprzęt. Bo nasze łódki Diamant 3000 są dość wymagające. Williams wygrał zresztą u nas już przed rokiem. Ciekawym zawodnikiem jest Matt Jerwood, który wygrał Szczecin Match Race - to młody chłopak z Australii, który tak nagle wyskoczył, jeździ po świecie i dużo wygrywa. Może być u nas czarnym koniem. Mamy też w Sopocie Bjorna Hansena, który żegluje już ze 20 lat i który niespodziewanie wygrał w tym roku wymagające i silnie obsadzone regaty Stena Match Cup.

A na co mogą liczyć Polacy? Przed rokiem Karol Jabłoński był piąty, a Przemysław Tarnacki - dziewiąty.

- Karol był w Sopocie piąty, a pływał wtedy w eksperymentalnym składzie. W tym roku pływa już z załogą Marka Stańczyka, czyli z załogą drugiej - obok Przemka - gwiazdy naszego match racingu. Przemkowi w zeszłym roku nie poszło, ale liczę, że w tym obaj Polacy będą wysoko. Przypomnę tylko, że dwa lata temu mieliśmy tutaj polski finał - Przemek wygrał wtedy z Karolem. Przemek mocno buduje formę, pnie się w światowym rankingu i liczę, że wykorzysta przewagę znajomości akwenu i znajomości jachtów. Choć może na takim poziomie nie jest to jakiś wielki atut, bo gwiazdy żeglarstwa w moment orientują się o co chodzi, jak trzeba pływać, łódkę poznają dosłownie w ciągu kilku godzin.

Od kiedy szykujecie się organizacyjnie do imprezy w Sopocie?

- Od roku. Kiedy tylko skończyliśmy poprzednią edycję, to właściwie od razu zaczęliśmy myśleć o kolejnej. Już wtedy zaczynamy rozmowy ze sponsorami, partnerami, planujemy nasze działania. Myślimy, co możemy poprawić, jak uatrakcyjnić nasze regaty, jak jeszcze lepiej wyeksponować partnerów.

W tym roku wspólnie z firmą Energa stworzyliśmy też cykl regat Energa Sail 2 Biznes, skierowany do świata biznesu. To takie regaty profesjonalno-amatorskie, gdzie nasi zawodowcy zabierają na pokład naszych partnerów biznesowych i ścigamy się na wodach wokół sopockiego mola. Dzięki temu nasi sponsorzy mogą doświadczyć emocji takich, jak na Energa Sopot Match Race, bo ścigamy się dokładnie na tych samych łódkach i na tych samych żaglach. Energa Sail 2 Biznes to cykl sześciu eventów w sezonie, czyli raz w miesiącu mamy dodatkowe regaty dla sponsorów, co też pochłania wiele czasu i energii na przygotowania. Ale to też wielka satysfakcja, kiedy widzi się uczestników schodzących z jachtów uśmiechniętych od ucha do ucha. Są zmęczeni, ale i szczęśliwi.

Pracę nad imprezą w Sopocie zaczynamy już we wrześniu, kiedy siadamy z władzami Sopotu i naszymi partnerami ustalić szczegóły organizacyjne. Rezerwacji hotelowych w Sopocie dokonujemy np. z sześcio- czy nawet ośmiomiesięcznym wyprzedzeniem. Zwłaszcza, że dla naszych gości potrzebujemy ok. 250 pokoi, a to spore przedsięwzięcie logistyczne. Przed Energa Sopot Match Race jachty wodujemy już przed pierwszym weekendem majowy, to nasz pierwszy kontakt z woda.

Magią waszych regat jest też molo, czyli najpiękniejsza trybuna świata.

- Uczestnicy z całego świata podkreślają, że nasza lokalizacja jest unikalna. Sopot to przepiękne miejsce, ma piękne plaże, świetny akwen i do tego liczące 500 m długości molo, które jest naturalną trybuną do oglądania regat. To Przemek Tarnacki wiele lat temu wpadł na ten pomysł, aby rozgrywać regaty tuż przy molo i dzięki temu kibice, turyści mogą śledzić rywalizację żeglarzy mając ich właściwie na wyciągniecie ręki. Nie raz zresztą zawodnicy krzyczą do siebie, żeby udostępnić im miejsca, bo dosłownie ocierają się o belki molo. Dzięki temu fajnie się ogląda taką rywalizację, widać emocje, jakie panują na łódce, kibicom musi się to podobać. Nasi kibice to przecież potencjalnie wszyscy mieszkańcy, turyści i goście, którzy wchodzą codziennie na sopockie molo. A w sezonie wchodzi na nie ponad 15 tys. osób dziennie, to dla nas naturalna widownia.