Sport.pl

Puchar Davisa. Polacy coraz bliżej historycznego awansu po pewnym zwycięstwie naszego debla

Polski debel Łukasz Kubot/Marcin Matkowski pewnie wygrał ze słowacką parą Andrej Martin/Igor Zeleney 6:3, 6:4, 6:4 w trzecim pojedynku meczu barażowego o udział w Grupie Światowej Pucharu Davisa. Tym samym przed niedzielnymi zmaganiami singlowymi Polacy są w bardzo dobrej sytuacji, bowiem prowadzą w całej rywalizacji 2:1. Do awansu potrzebne jest im już tylko jedno zwycięstwo.
Po emocjonującym piątku, dwóch meczach singlowych i porażce Michała Przysiężnego oraz zwycięstwie Jerzego Janowicza był remis 1:1. Sobota stanęła zaś pod znakiem debla. Na parę słowacką trzeba było jednak uważać. Mimo niskiego rankingu deblowego obu tenisistów (Andrej Martin jest 126., zaś Igor Zeleney 106. rakietą świata w tym rankingu), para ta ma w swoim dorobku niespodziewany triumf w Pucharze Davisa przeciwko Rumunom - Florinowi Mergea (14.) i Horii Tecau (3.) 7:5, 6:3, 6:3 z lipca tego roku.

- Nie zdecydowałem się na Martina Kliżana w tym meczu, bo nasz dotychczasowy debel w Pucharze Davisa grał już fantastyczne spotkania, jak te z rumuńską parą w lipcu. W tym upatrywałem szansę na wygraną z polskim deblem - skomentował brak lidera swojej kadry w meczu deblowym kapitan Słowaków Miroslav Mecir.

- Byliśmy gotowi do końca i czekaliśmy na ostateczną decyzję, czy zagra Kliżan. Była taka opcja, bo w piątek grał tylko trzy sety i miał sporo czasu na odpoczynek - ocenił z kolei Łukasz Kubot.

Polacy pokazali, że rywal jest im kompletnie niestraszny i sami byli w bardzo dobrej dyspozycji.

W pierwszym secie Kubot z Matkowskim szybko zaznaczyli swoją przewagę. Pewnie wygrywali własne podania (głównie po atomowych serwisach Matkowskiego) i bardzo dobrze zachowywali się przy serwisach rywala. Słowacy często mieli problem przy własnym serwisie i choć przy stanie 2:2 udało im się obronić jeszcze breakpoint, to w kolejnym swoim gemie serwisowym byli już bezradni. Przewagę jednego przełamania Polacy utrzymali do końca seta, który wygrali 6:3.

Podobnie było w drugiej odsłonie, gdzie jedno przełamanie przy stanie 2:2 wystarczyło, by triumfować w secie. Nasz debel nie pozostawił wówczas cienia złudzeń, nie dając Słowakom nawet jednej szansy na przełamanie.

Od przełamania z kolei Polacy zaczęli trzecią partię. Uczynił to Kubot (35.), kończąc akcję przy siatce skutecznym atakiem. W tej partii biało-czerwonym szło nieco oporniej, bowiem serwowali już gorzej od rywali, którzy w ósmym gemie, przy stanie 4:3 dla Polski, doczekali się trzech szans na przełamanie. Żadnej z nich jednak nie wykorzystali. Jak się okazało, był to kluczowy dla losów spotkania gem.

- Tak się stało, że po jednym przełamaniu w każdym secie Polakom wystarczyło do zwycięstwa. Bardzo dobrze serwował Matkowski, któremu często wchodziły w kort pierwsze podania - zauważył Martin. - Był taki moment, że mogliśmy przełamać rywala w trzecim secie, były trzy szanse. Spotkanie może potoczyłoby się wtedy inaczej, wrócilibyśmy do gry w tamtym secie. Szkoda niewykorzystanej okazji - stwierdził Igor Zeleney.

W całym meczu Polacy zagrali dużo lepiej od Słowaków właśnie przy siatce (30/37 przy 14/23 skutecznych próbach naszego południowego sąsiada), co zapewne było kluczem do zwycięstwa. Ważnym elementem był również serwis - szczególnie w dwóch pierwszych setach. Tym lepiej z naszej dwójki deblistów operował wspomniany przez Słowaków Matkowski (9.), który straszył swoim szybkim i często celnym pierwszym podaniem. Polski debel rozprawił się ze słowackim w zaledwie godzinę i 41 minut. Polski debel w składzie Kubot/Matkowski jest nie tylko niepokonany w tym roku, ale również nie stracił nawet seta.

- To był mój trzeci mecz deblowy w Pucharze Davisa i to zdecydowanie była najlepsza para, z jaką grałem. Wcześniej graliśmy z Rumunami, którzy są wyżej notowani, ale dużo lepsi byli Polacy - docenił przeciwników Martin.

- Mieliśmy przełamać szybko i utrzymywać serwisy, więc wypełnialiśmy te założenia bardzo dobrze - mówił po meczu Matkowski. - Założenia taktyczne wypełniliśmy od początku. Zagraliśmy najlepiej od długiego czasu - dodał Kubot.

- Drużyna, która wygrywa debla, w 70 proc. wygrywa całe spotkanie. Z pewnością więc to był arcyważny mecz. Jutro liczymy przede wszystkim na Jurka [Janowicza] - komentował Matkowski. - Nie gra się łatwo, kiedy przed meczem dopisują ci już punkt, który musisz zdobyć. Na szczęście my zagraliśmy bardzo dobry tenis i dopełniliśmy formalności - dodał.

W niedzielę czekają nas jeszcze dwa pojedynki singlowe (początek o godz. 12). Jako pierwsi na kort wyjdą liderzy swoich reprezentacji: Jerzy Janowicz (61.) i Martin Kliżan (36.). Później zaś Michał Przysiężny (143.) zagra z Norbertem Gombosem (121.). Polacy, by awansować do Grupy Światowej, muszą wygrać chociaż jedno z tych spotkań.

- Jutro mecz świetnie serwującego ze znakomicie returnującym. Idźmy rano do kościoła pomodlić się o zwycięstwo Jurka [Janowicza], a potem na spotkanie - zakończył z uśmiechem o niedzielnym meczu singlowym Jerzego Janowicza Kubot.

CHEERLEADERKI Z GDYNI - KIM SĄ, GDZIE TAŃCZĄ, JAK OSIĄGNĘŁY SUKCES?




Więcej o: