Sport.pl

Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej 2016. Świetne otwarcie Duńczyków

W pierwszym dniu gdańskiej części mistrzostw Europy w piłce ręcznej największe wrażenie zrobili duńscy kibice, którzy podczas wygranego meczu ich zespołu z Rosją stworzyli w Ergo Arenie fantastyczną atmosferę. Od zwycięstwa turniej zaczęli także Węgrzy, którzy pokonali Czarnogórę.
Gdańska część mistrzostw Europy już przed rozpoczęciem rywalizacji zapowiadała się bardzo atrakcyjnie zarówno pod względem sportowym, jak i kibicowskim. Z czwórki Dania, Rosja, Węgry i Czarnogóra, tylko ci ostatni nie mają aspiracji sięgających walki o medale. Cel zespołu z Bałkanów jest dużo skromniejszy - chciałby on w swoim trzecim starcie na mistrzostwach Europy w końcu wygrać pierwszy mecz. W dwóch dotychczasowych występach Czarnogórcy rozegrali dziewięć spotkań z czego osiem przegrali i jeden zremisowali. W porównaniu ze swoimi utytułowanymi rywalami z grupy są więc kopciuszkiem.

Kłopoty z transparentem

Również na trybunach kibice z Bałkanów byli w zdecydowanej mniejszości. W inaugurującym rozgrywki meczu z Węgrami nie mieli żadnych szans w rywalizacji na śpiewy ze skromną, ale głośną i barwną grupką Madziarów. Charakterystyczna przyśpiewka "ia ia Hungaria" niosła się po Ergo Arenie niemal przez całe spotkanie, zresztą kciuki za Węgrów - co nie dziwi ze względu na historię obu narodów - trzymali również obecni na trybunach Polacy. Kilku z nich miało nawet przygotowany sporych rozmiarów transparent z napisem "Polska - Węgry, dwa bratanki". Jednak z jego wywieszeniem napotkali niespodziewanie dużo kłopotów. Czujny jak ważka przedstawiciel EHF (Europejska Federacja Piłki Ręcznej) zakwestionował bowiem jego pierwotną lokalizację. W tym momencie zaczęła się prawdziwa pielgrzymka po hali, w poszukiwaniu przepisowego miejsca, w którym baner mógłby spokojnie zawisnąć. Wywołała ona nie mniejsze emocje niż sam mecz (który nawiasem mówiąc przebiegał w dość usypiającym tempie). W końcu za czwartym razem udało się umieścić transparent w miejscu, które nie budziło żadnego sprzeciwu skrupulatnego działacza.

Legendarny Talant

Trenerem reprezentacji Węgier od nieco ponad roku jest legendarny Talant Dujszebajew. Ten urodzony w Kirgistanie niegdyś świetnym zawodnik, a obecnie równie ceniony szkoleniowiec, ma przywrócić węgierskiej drużynie dawny blask. To niezwykle charyzmatyczna postać, potrafiąca odnosić sukcesy w każdym miejscu, w którym się pojawia. Tak jest również w polskim klubie Vive Kielce, który prowadzi od stycznia 2014 roku. Czy uda mu się to również z kadrą Węgier? Póki co trudno powiedzieć, ale znając jego umiejętność wydobywania ze swoich podopiecznych wszystko co najlepsze, może mu się to udać. Na początek mistrzostw Europy jego podopieczni bez większych problemów uporali się z Czarnogórą, wygrywając 32:27. Tym samym właściwie zapewnili sobie wyjście z grupy, a to oznacza, że w drugiej fazie mistrzostw prawie na pewno dojdzie do wyjątkowego spotkania. Dujszebajew senior stanie bowiem po przeciwnej stronie barykady ze swoim synem Aleksem, który gra w reprezentacji Hiszpanii (Dujszebajew przez wiele lat mieszkał właśnie w Hiszpanii, ma obywatelstwo tego kraju, tam urodzili się obaj jego synowie). Dla obu będzie to z pewnością niesamowite przeżycie.

Kompletu nie było, ale frekwencja zadziwiła

Mecz Węgier z Czarnogórą obejrzało oficjalnie 6864 widzów. Zapowiadanego kompletu nie było (dopiero zbierali się kibice duńscy, którzy zgodnie z zapowiedziami zawładnęli Ergo Areną podczas meczu ich zespołu z Rosją), ale węgierscy zawodnicy i tak byli pod wrażeniem frekwencji. Na dużych imprezach mecze bez udziału gospodarzy - szczególnie w początkowej fazie - ogląda zazwyczaj garstka kibiców. W Polsce jest inaczej.

- Jestem naprawdę zachwycony atmosferą na trybunach i ilością kibiców. Widać, że Polacy kochają piłkę ręczną i się na niej znają. W ogóle cała otoczka turnieju, ta wspaniała hala, organizacja, robią na nas ogromne wrażenie - mówił po meczu Iman Jamali pochodzący z Iranu rozgrywający reprezentacji Węgier.

Duńska inwazja

Prawdziwe show zaczęło się podczas drugiego meczu w którym Duńczycy zmierzyli się z Rosjanami. Tym razem Ergo Arena wypełniła się prawie do ostatniego miejsca (oficjalnie widzów było 7952), a właściwie całe trybuny pokryły się kolorami białym i czerwonym. Bardzo liczną grupę fantastycznie dopingujących swój zespół Duńczyków, w sumie było ich ok. 4 tys, wspomagali również Polacy. Jednak będący w zdecydowanej mniejszości fani z Rosji od czasu do czasu również przebijali się z dopingiem. Tym bardziej, że ich zespół spisywał się znakomicie i długo toczył z faworyzowanym rywalem wyrównaną walkę.

"Piwo jest znakomite"

Jednym z najbarwniejszych członków duńskiej armii jest Christian, który przyjechał z miasta Kolding. Przyodziany w wielką duńską flagę, z otworem na głowę, z obowiązkową czapką z rogami i długą brodą wygląda niczym wiking, który przez przypadek zawieruszył się na meczu piłki ręcznej. Ale absolutnie tak nie jest, to wierny fan duńskiego zespołu.

- Jeżdżę za naszymi chłopakami na wszystkie wielkie imprezy, nie mogłem więc przegapić takiej okazji kiedy turniej odbywa się rzut beretem od Danii - mówi Christian. - Jestem oczarowany atmosferą panującą w hali, ale bardzo podoba mi się też Trójmiasto. Miałem już okazję pochodzić trochę po Gdańsku, a także Sopocie. To bardzo ładne miejsca, a ludzie są mili i przyjacielscy. Szczególne podziękowania dla taksówkarzy, którzy okazali się bardzo pomocni. No i oczywiście muszę podkreślić jedną rzecz - polskie piwo jest wyśmienite [słowo "piwo" Christian jako jedyne wypowiedział czystą polszczyzną] - ze śmiechem podkreślił sympatyczny Duńczyk.

To dopiero pierwszy krok

Piłka ręczna to w Danii sport niemalże narodowy. O tym jak wielką wagę przywiązuje się w tym kraju do mistrzostw w Polsce świadczy fakt, że jedyną telewizją, która zainstalowało w Ergo Arenie specjalne studio, jest właśnie duńska stacja -TV2. Dziennikarze w niej pracujący mieli po meczu zadowolone miny. Duńczycy wygrali bowiem 31:25, a bohaterem meczu był bramkarz Niklas Landin, który obronił aż 16 strzałów przy rewelacyjnej skuteczności 42 procent.

Dla Duńczyków był to jednak dopiero pierwszy z ośmiu kroków. Nikt z ich obozu nie ukrywa bowiem, że celem zespołu jest awans do pierwszej czwórki. Jednak wspomniany Christian jest ostrożny.

- Mistrzostwa Europy to najtrudniejszy turniej. W mistrzostwach świata można trafić na łatwiejszego, egzotycznego rywala, podczas Euro słabszych drużyn nie ma. Każdy mecz to wielka bitwa, liczę, że mój zespół wygra ich w Polsce jak najwięcej - zakończył duński kibic.

Kolejne mecze w Ergo Arenie rozegrane zostaną w najbliższy poniedziałek (18 stycznia). Rosja zmierzy się z Węgrami (godz. 18), natomiast Dania z Czarnogórą (20.15). Na zakończenie rywalizacji w Gdańsku w środę (20 stycznia) odbędą się spotkania Rosja - Czarnogóra (17.15) oraz Dania - Węgry (20).

CHEERLEADERKI Z GDYNI - KIM SĄ, GDZIE TAŃCZĄ, JAK OSIĄGNĘŁY SUKCES?


Więcej o: