Wielka afera w światowym tenisie. Jej początek miał miejsce w Sopocie

W sierpniu 2007 r. w Sopocie, podczas turnieju Orange Prokom Open odbył się pojedynek Nikołaj Dawidienko - Martin Vassallo-Arguello. Właśnie po tym spotkaniu rozpoczęło się śledztwo związane z ustawianiem tenisowych meczów na ogromną skalę, którego wyniki ujrzały światło dzienne dopiero teraz. - Nie wierzę, że tamto spotkanie było ustawione, a cała sytuacja jest wyolbrzymiona - uważa najlepszy polski tenisista w historii Wojciech Fibak.
Afera wybuchła w poniedziałek. Dziennikarze BBC oraz portalu BuzzFeed.com dotarli do tajnego raportu przygotowanego kilka lat temu dla ATP (zawodowa organizacja tenisistów). Wynika z niego, że na przestrzeni lat proceder ustawiania meczów tenisowych przybrał przerażających rozmiarów. Ma być w niego zamieszanych kilkudziesięciu tenisistów, wśród nich kilkunastu, którzy byli lub są w czołowej "50" światowego rankingu ATP (nazwisk nie ujawniono). Jednak wobec podejrzanych do dziś nie wyciągnięto żadnych konsekwencji.

Śledztwo, które wsparto analizą 26 tysięcy spotkań i dotyczących ich zakładów oraz rozmowami z ekspertami od obstawiania spotkań, przedstawicielami świata tenisowego oraz samymi zawodnikami, rozpoczęło się po jednym ze spotkań turnieju Orange Prokom Open 2007. Odbywał się on na kortach sopockiego SKT od 2001 roku i cieszył się dużą popularnością i renomą wśród tenisistów. W Trójmieście mogliśmy podziwiać takie gwiazdy jak Rafael Nadal (wygrał w Sopocie swój pierwszy turniej w karierze), Gael Monfils, Guillermo Coria czy Gustavo Kuerten.

Dziwna porażka Dawidienki

Nad morze bardzo lubił też przyjeżdżać Rosjanin Nikołaj Dawidienko. W 2007 r. był u szczytu kariery, na liście ATP zajmował bardzo wysokie 4. miejsce. W I rundzie łatwo rozprawił się z Rumunem Andreiem Pavelem. W kolejnej jego rywalem był przeciętny Argentyńczyk Martin Vassallo- Argeullo - wówczas numer 87. rankingu ATP. Dawidienko był zdecydowanym faworytem spotkania. Jednak w firmie bukmacherskiej Betfair jeszcze przed meczem lawinowo rosły zakłady na porażkę Dawidienki. O godz. 8 rano w dniu meczu kurs na jego zwycięstwo wynosił 1.20, o godz. 13 - 1.27, ale kiedy spotkanie wystartowało - o godz. 14.03 - wynosił już 2.44! Sześć minut po rozpoczęciu meczu system Betfair wysłał powiadomienie do ATP o podejrzanych zakładach.

Przebieg spotkania potwierdził, że coś może być nie tak. Rosjanin wygrał I seta 6:2, ale kurs na jego zwycięstwo wciąż był bardzo wysoki - wynosił 2,28! Drugiego seta Rosjanin przegrał 3:6, a w jego trakcie kilka razy prosił o przerwy medyczne - narzekał na uraz kostki oraz stopy. Przed trzecim decydującym setem kurs na wygraną Dawidienki wzrósł do 6,00. Po kilkunastu minutach Rosjanin poddał spotkanie przy stanie 1:3 w trzecim secie. Oficjalnie z powodu kontuzji.

- Już po pierwszym secie, w którym grałem przecież znakomicie, czułem, że z moją lewą stopą jest coś nie w porządku - tłumaczył się wówczas Dawidienko. - W przyszłym tygodniu czeka mnie turniej Masters Series w Montrealu, dlatego nie mogłem ryzykować poważniejszej kontuzji. Nie wiem, jak specjalnie oddać mecz. Wiem za to, że jeśli czujesz ból i nie jesteś w stanie dalej grać, wycofujesz się - podkreślał. 

Betfair tuż po zakończeniu spotkania ogłosił, że - po raz pierwszy w historii! - unieważnia wszystkie zakłady przyjęte na ten mecz. W oświadczeniu napisano, że "zakłady zdecydowanie nie były sprawiedliwe". Na ten mecz postawiono łącznie 3,6 mln funtów. To 10 razy więcej niż na inne starcia na tym poziomie.

Podejrzane osoby kręciły się po obiekcie

Sprawa stała się bardzo głośna, dlatego ATP postanowiła wszcząć śledztwo, którego wyniki teraz zostały ujawnione. Jak całą sytuację wspomina ówczesny dyrektor sopockiego turnieju Ryszard Fijałkowski?

- Nie ukrywam, że był to dla nas duży cios wizerunkowy, bo cały świat mówił o tym, że na turnieju w Sopocie mogło dojść do ustawienia meczu. Oczywiście wcześniej też mówiło się o takich przypadkach, ale nigdy głównym "bohaterem" nie był tak słynny zawodnik jak Dawidienko - podkreśla Fijałkowski. - Pamiętam, że w trakcie turnieju zwróciliśmy uwagę na to, że na terenie obiektu kręci się sporo nieznanych nam, podejrzanych osób. Byli to obcokrajowcy, którzy próbowali nawiązać kontakt z różnymi zawodnikami czy trenerami. W miarę możliwości staraliśmy się im to utrudniać, ale wiadomo, że jeśli byłaby taka wola z obu stron, zawsze można spotkać się w ustronnym miejscu. Być może ludzie ci pracowali dla nieuczciwych bukmacherów? Przebieg meczu Dawidienki był dla nas dużym zaskoczeniem, pojawiło się sporo przesłanek, że coś mogło być nie tak. Jednak ostatecznie nic nikomu nie udowodniono i sprawa się rozmyła. Teraz znów jest o niej głośno - przyznaje były dyrektor sopockiego turnieju. I dodaje:

- Niewiele później podczas turnieju w Madrycie dwóch przedstawicieli ATP poprosiło mnie o rozmowę dotyczącą tych wydarzeń, trwała ona ponad godzinę. Potem do Polski przyjechali przedstawiciele rosyjskiej telewizji, którzy kręcili na ten temat materiał, udzieliłem im wywiadu. Ale co mogłem powiedzieć? Dowodów na ustawienie meczu nie miałem, nikt nikogo za rękę nie złapał, a obowiązuje przecież domniemanie niewinności - tłumaczy Fijałkowski.

Fibak nie wierzy, że mecz był ustawiony

W to, że mecz Dawidienki z Vassallo-Argeuello był ustawiony, nie wierzy Wojciech Fibak. Był on naocznym świadkiem tamtego spotkania.

- Ja na te wszystkie obecne doniesienia patrzę z bardzo dużą rezerwą, teraz wszyscy szukają taniej sensacji i afer nawet tam gdzie ich nie ma - mówi najlepszy polski tenisista w historii. - Trzeba pamiętać, że poddawanie meczów z powodu kontuzji, szczególnie w mniejszych turniejach, zdarza się w tenisie nagminnie. Wystarczy przypomnieć masowe krecze czołowych tenisistek przed rozpoczęciem tegorocznego Australian Open. A wracając do 2007 roku. Tuż po imprezie w Sopocie zaczynał się w Kanadzie i USA cykl turniejów Masters na kortach betonowych. Gdyby Dawidienko doszedł u nas do finału, miałby raptem kilkadziesiąt godzin aby przemieścić się do Montrealu i niemal prosto z samolotu musiałby wyjść na kort o zupełnie innej nawierzchni [w Sopocie grano na ziemi]. Być może uznał, że nie opłaca się walczyć za wszelką cenę o zwycięstwo w Sopocie, tym bardziej, że coś go bolało? Niestety w tenisie czasami tak bywa, trzeba wybierać priorytety i te mniejsze imprezy poświęcać na rzecz większych. Mogło być tak, że już przed meczem z Vassallo-Arguello zabukował bilet lotniczy do Montrealu na kolejny dzień i ta informacja wyciekła do nieuczciwych bukmacherów, dzięki czemu mogli oni przewidzieć wynik spotkania? Jednak nie wierzę, że Dawidienko był w zmowie z bukmacherami i w porozumieniu z nimi specjalnie przegrał mecz. To w jego przypadku nie miałoby najmniejszego sensu, on był wtedy na szczycie, zarabiał ogromne pieniądze, coś takiego nie było mu do niczego potrzebne - podsumowuje Fibak.

Dawidienko do dziś nie został ukarany (w 2014 r. zakończył karierę) i nic mu nie udowodniono, więc oficjalnie jego mecz z Vassallo-Argeullo był "czysty". Jednak nie wiadomo co wydarzy się po ujawnieniu wyników śledztwa ATP.

RYK SILNIKÓW, DOOKOŁA ŻUŻEL, TWARDZI ZAWODNICY - TO PRZYCIĄGA PIĘKNE KOBIETY