Mistrzyni świata w klasie RS:X Małgorzata Białecka: Wiem, że rywalki się mnie boją

- Dla mnie to mistrzostwo świata to egzotyczny wynik, nigdy nie byłam nawet medalistką tej imprezy, dlatego nie spodziewałam się takiego sukcesu. Ale dzięki temu zyskałam przewagę psychologiczna nad rywalki, wiem, że one się mnie boją - mówi złota medalistka mistrzostw świata w żeglarskiej klasie RS:X zawodniczka SKŻ Ergo Hestia Sopot Małgorzata Białecka.
28-letnia sopocianka w zeszłym roku zdobyła swój pierwszy medal na dużej imprezie - srebro mistrzostwo Europy, a także, co było dla niej jeszcze ważniejsze, wygrała wewnątrz krajowe eliminacje do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Te sukcesy dodały jej dużo pewności siebie, ale i tak wynik z izraelskiego Ejlatu był dla niej sporym zaskoczeniem.

- Dla mnie to egzotyczny wynik - śmieje się Białecka. - Nigdy nie byłam nawet medalistką mistrzostw świata, a tu od razu złoto. Nie spodziewałam się tego, nawet przed regatami mówiłam naszemu trenerowi Pawłowi Kowalskiemu, że nie jestem zbyt dobrze przygotowana, bo trzeba pamiętać, że poprzednie mistrzostwa świata miały miejsce zaledwie cztery miesiące temu [w Omanie]. Nie było nawet czasu żeby porządnie odpocząć, a co dopiero zbudować odpowiednią formę. Szczerze mówiąc podchodziłam do tego startu raczej treningowo, zresztą szkoleniowcy też mówili, żebym się zbytnio nie spinała, bo najważniejsze są w tym roku igrzyska. To było takie przetarcie, sprawdzenie sprzętu, sprawdzenie gdzie jestem w tej chwili ja, a gdzie rywalki. No i dobrze wyszło! Na pewno zyskałam dzięki temu przewagę psychologiczną, wiem, że rywalki się mnie boją i to jest na pewno korzystna okoliczność. Teraz ze spokojem mogę dalej przygotowywać się do startu w Rio - podkreśla Białecka.

Nadzieja na dobry występ w igrzyskach jest tym większa, że sopocianka dobrze czuje się na akwenie, gdzie rozrywane będą regaty olimpijskie.

- Rzeczywiście, ten akwen bardzo mi pasuje. Kiedy rozpracowujemy te wszystkie wiatry, oglądamy różne statystyki, to jednak przeważają na nim średnie, zmienne wiatry, czyli dla mnie warunki wręcz idealne. Zatoka Guanabara jest zamkniętym akwenem - tam praktycznie nie ma możliwości żeby wiatr był równy. To również korzystne, bo nawet jeśli warunki będą mniej mi sprzyjające - typu silny wiatr, to jestem w stanie pokombinować taktycznie. Z drugiej strony będę przygotowana na najgorsze i jeśli niektórzy mówią, że nie potrafię pływać w silnym wietrze, to udowodnię, że również w takich warunkach będę szybka. Poczyniliśmy już nawet w tym kierunku pewne ruchy z trenerami, tak aby lepiej mnie ustawić na mocne wiatry - zaznacza mistrzyni świata.

Według niej podczas igrzysk o medal walczyć będzie ok. 10 zawodniczek.

- Jak już się spotkamy w Rio to wszystkie zawodniczki na pewno będą przygotowane na 100 procent. Dojdzie wielka presja, dużo rozegra się w głowach i wygra ta, która najlepiej opanuje stres. Moje największe rywalki to Hiszpanka Marina Alabau [mistrzyni olimpijska z Londynu], Francuzka Charline Picon Francuzka, Chinka Peina Chen, na pewno Brytyjka Bryony Shaw. Cała pierwsza dziesiątka prezentuje bardzo wyrównany poziom i różnice na pewno będą minimalne. Walka będzie na noże - nie ma wątpliwości Białecka, która już w sobotę wyjeżdża na zgrupowanie do Hiszpanii (wcześniej ją i pozostałych polskich żeglarzy czeka jeszcze w czwartek spotkanie z prezydentem RP Andrzejem Dudą). Najpierw do Calpe, potem na Majorkę.

- W Calpe to będzie przede wszystkim czynny odpoczynek, będą mogła m.in. oddać się jednej z moich największych pasji, czyli jeździe na rowerze. To również ważna część procesu treningowego, która wyrabia siłę. Na Majorkę dojedzie już ekipa ze sprzętem do pływania i tam zejdę ponownie na wodę. Na Święta Wielkanocne na moment wracam do Polski, a potem na cały kwiecień wyjeżdżam do francuskiego Hyers. Z kolei maj, czerwiec i lipiec to na zmianę Rio i hiszpańskie Santander, gdzie jest bardzo podobny akwen do tego olimpijskiego - tłumaczy Białecka.

Igrzyska w Rio de Janeiro rozpoczną się 5 sierpnia.