Sport.pl

Puchar Davisa. Gładka porażka Michała Przysiężnego w pierwszym meczu z Argentyną

Tego można było się spodziewać. Powracający po kontuzji Michał Przysiężny gładko przegrał z Guido Pellą 1:6, 4:6, 6:7 (5-7) w pierwszym meczu Pucharu Davisa Polski z Argentyną rozgrywanym w Ergo Arenie. U Polaka widać było braki spowodowane brakiem regularnych treningów. Popełniał też masę niewymuszonych błędów.
Bez swojego lidera, Jerzego Janowicza, polska reprezentacja przystąpiła do pierwszego dla niej w historii spotkania w grupie mistrzowskiej Pucharu Davisa. Po wypadnięciu z kadry 96. rakiety świata zwycięstwo w meczu nad Argentyną byłoby upatrywane w kategoriach sporej sensacji. Już w pierwszym spotkaniu polski zawodnik nie był faworytem. Na otwarcie rywalizacji w singlu Michał Przysiężny (318. w rankingu ATP) mierzył się z Guido Pellą (42. rakieta światowego rankingu). To było pierwsze spotkanie obu panów.

Koncert niewymuszonych błędów

Pierwszy set to mocne zderzenie z rzeczywistością polskiego tenisa. Przysiężny był absolutnie bezradny, chociaż sam dołożył sporą cegiełkę do sukcesu Argentyńczyka 6:1. Polak popełnił aż 15 niewymuszonych błędów, a wszystkich wygranych punktów miał... jedynie 14. To obrazuje jak bardzo Przysiężny przyczynił się do tak wysokiego wyniku w tej partii. Pella w tej sytuacji nie ryzykując zbyt wiele, przebijał piłkę na drugą stronę siatki i pozwalał przeciwnikowi się mylić. Ta partia trwała ledwie 23 minuty. Trzeba jednak pamiętać, że to był nie tylko pierwszy set Przysiężnego w tym roku, ale i od momentu kontuzji pleców w listopadzie roku ubiegłego.

Swoje słabości polski tenisista nieco ukrył na początku drugiego seta. Szybko jednak znowu ujrzały one światło dzienne. Inicjatywa wciąż pozostawała po stronie Pelli, choć szansa na przełamanie Argentyńczyka była. Nie wykorzystał jej Przysiężny i chwilę później przegrał seta. Seta, w którym popełnił jeszcze więcej niewymuszonych błędów - 22. Zdobytych punktów było jednak o dziewięć więcej. Widać było, że Polak w miarę rozegranych piłek się rozkręcał, ale organizmu oszukać nie dało. Braki fizyczne i te związane z obyciem na korcie były aż nadto widoczne.

Już po pierwszym secie widać było, że o choćby partię będzie Przysiężnemu ciężko. Leworęczny rywal najtrudniej miał z Polakiem w ostatnim secie, w którym doszło do tiebreaka. Ale i w ostatecznej piłce meczu Przysiężny popełnił niewymuszony błąd.

Powrót po długiej przerwie

Notowania Przysiężnego wzrosły po świetnym meczu i zwycięstwie w ostatnim ze starć meczu ze Słowacją w ramach walki o grupę mistrzowską Pucharu Davisa. Polak w dobrym stylu pokonał wówczas wyżej notowanego Norberta Gombosa w trzech setach. Od tego momentu jednak sporo się zmieniło. Przysiężny musiał zmagać się z kontuzją pleców i mecz z Guido Pellą był dla niego pierwszym od 10 listopada ubiegłego roku.

Zresztą, do ostatnich dni przed rywalizacją z Argentyńczykami występ Przysiężnego stał pod sporym znakiem zapytania, właśnie przez bolące plecy. Ostatecznie zagrał.

Doping za nocleg i wyżywienie

Kamery telewizyjne TVP ustawione były tak, by pokazywały najbardziej zagorzałą trybunę kibiców polskich i argentyńskich. Liczna grupa ubrana w biało-czerwone barwy z zielonymi, napełnionymi powietrzem pałeczkami gorąco dopingowała Przysiężnego. Niezależnie od rezultatu danej akcji, reakcja była tym okazalsza.

Grupie przewodniczył nawet "gniazdowy", który co rusz wstawał i nadawał ton kolejnym przyśpiewkom. Na meczu tenisowym w Polsce widok nieczęsty. A gdy dołączymy do tego przedmeczowe obawy o organizacyjną klapę związaną z niską frekwencją, to wydaje się, że ktoś musiał zadbać, by podczas meczów choć odrobinę wyczuwalna była atmosfera grupy mistrzowskiej Pucharu Davisa.

Była to grupa ludzi, która wygrała konkurs głównego sponsora meczu Banku BNP Paribas we współpracy z "We are tennis. Fan academy". Wystarczyło, by podczas meczów żywiołowo dopingowali, a w zamian otrzymali nocleg i wyżywienie.

Kolejne spotkanie rozegra absolutny debiutant, a więc Hubert Hurkacz (602.) z Leonardo Mayerem (41.). Zdecydowanym faworytem jest Argentyńczyk.

Więcej o: