Sport.pl

Spór pod młodymi żaglami

Michał Sawicki i Mikołaj Jaworski to młodzi, zdolni żeglarze z Gdyni, którzy już mają sukcesy. Ich rodzice narzekają jednak, że odbywa się to przy niewielkim wsparciu Polskiego Związku Żeglarskiego. Związek odpowiada: - Rzadko który kraj na świecie pomaga młodym zawodnikom tak jak my.
Sawicki i Jaworski od trzech lat startują w żeglarskiej klasie 29er. Doskonale rozumieją się na wodzie, ale także na lądzie - są wieloletnimi przyjaciółmi. To m.in. świetna komunikacja sprawiła, że sukcesy w sporcie przyszły bardzo szybko. Największy to zdobycie tytułu mistrzów Polski juniorów w 2015 r., właśnie w klasie 29er.

Talent żeglarzy z Gdyni dostrzegł Polski Związek Żeglarski, który dołączył Sawickiego i Jaworskiego do kadry narodowej.

Z nowym sprzętem byłoby lepiej?

By dostać się na tegoroczne mistrzostwa świata, które w grudniu odbędą się w Nowej Zelandii, para Sawicki - Jaworski, a więc cały czas aktualni mistrzowie Polski, musiała być najlepsza przynajmniej w dwóch z trzech eliminacji. Dwa ze startów już się odbyły, trzecią okazją będą wrześniowe mistrzostwa Polski. W dwóch pierwszych eliminacjach gdyńscy żeglarze zajęli jednak 2. miejsce, więc niezależnie od wyniku w mistrzostwach Polski, do Nowej Zelandii już na pewno nie pojadą. Rodzice Michała i Mikołaja twierdzą, że duży wpływ na to miały decyzje PZŻ.

- Załogi, które miały lepszy sprzęt, zdecydowanie sprawniej poradziły sobie w trudnych warunkach pogodowych. Na wodzie liczy się każdy centymetr nowego żagla, stawka nie była więc wyrównana. Nasi chłopcy pływali na własnych żaglach, które miały dwa lata. Jak na sprzęt żeglarski, to już zabytek. A miało być inaczej - opowiada tata Michała Sawickiego. I tłumaczy: - Po wygranych mistrzostwach Polski w 2015 r. trener kadry narodowej juniorów obiecał, że nagrodą dla zwycięzców będzie kompletna łódka. Później zmieniono to jednak tylko na maszt i żagle. A przecież to było im przyrzeczone - dodaje.

Część nowego sprzętu duet Sawicki - Jaworski dostał w połowie sezonu. Kiedy rodzice zaczęli się upominać o drugą część - zbliżały się bowiem tak ważne dla zawodników eliminacje do MŚ - u trenera kadry, który obiecywał sprzęt, już nie było (zrezygnował z funkcji w marcu), a nowi szkoleniowcy rozdysponowali sprzętem inaczej. W efekcie brakującą część nowego oprzyrządowania żeglarze z Gdyni dostali dopiero dzień po drugich eliminacjach, kiedy szanse na udział w mistrzostwach w Nowej Zelandii zostały już pogrzebane. Ich rodzice twierdzą, że to było decydujące, że z nowym sprzętem gdynianie wygraliby zawody.

- Mamy ostatnio różne zawirowania z Polskim Związkiem Żeglarskim - żali się "Wyborczej" mama Mikołaja Jaworskiego. - Chłopcy są w kadrze narodowej, ale całe eliminacje musieli pływać na własnych żaglach. Nowszy sprzęt ostatecznie dostali, ale... już po eliminacjach, po wręczeniu pucharów i dyplomów. Ręce nam opadły, wówczas już nawet nie żądaliśmy wyjaśnień od związku - dodaje.

Tak wygląda sport młodzieżowy

Mimo braku kwalifikacji na mistrzostwa świata, przyszłość duetu Sawicki - Jaworski zapowiada się obiecująco. Młodzi żeglarze ostro trenują, obecnie pojechali na zawody do Holandii. Rodzice narzekają jednak, że choć ich dzieci są w kadrze narodowej, to koszty ich kolejnych występów w dużej mierze spoczywają właśnie na nich. A nie są to małe kwoty. Koszt udziału w międzynarodowych zawodach to średnio ok. 2,5 tys. zł, z czego większą część muszą pokryć rodzice żeglarzy.

Polski Związek Żeglarski tłumaczy, że w wieku juniorskim zawodnicy nie mogą liczyć na całkowite sfinansowanie swoich startów.

- To, że zawodnicy na poziomie juniora młodszego - bo o takim wieku chłopców teraz mówimy - dostają tylko dofinansowanie, a nie jest to pełne finansowanie, jest oczywistą sprawą na tym etapie rozwoju. Tak wygląda sport młodzieżowy na świecie. Nigdzie nie ma tak, że przygotowania i starty są całkowicie finansowane przez związek - tłumaczy wiceprezes Polskiego Związku Żeglarskiego Tomasz Chamera. - A jeśli chodzi o sprzęt, to musimy nim obdzielić wszystkie załogi, nie możemy ciągle skupiać się tylko na jednej. Musimy dbać o wszystkich, a nie na wszystko mamy przecież środki.

Chamera dodaje: - Rzadko który kraj europejski, a nawet rzadko który na świecie, ma tak wysokie dofinansowania na poziomie klasy 29er, jak my. Nie ma tego ani w Wielkiej Brytanii, ani we Francji, Włoszech czy w Niemczech. 29er to klasa dla młodych sportowców, którzy dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.

- I proszę mi uwierzyć - Polski Związek Żeglarski, przy pomocy Ministerstwa Sportu i Turystyki, naprawdę daje tym zawodnikom solidne wsparcie i duże możliwości. Jako jeden z niewielu krajów mamy opracowane strategiczne podejście, przygotowany program, w którym jest zatrudniony trener, dedykowane są motorówki, zaplanowane zajęcia szkoleniowe w ilości blisko 100 dni. Tego nie ma nigdzie. W Wielkiej Brytanii, we Francji czy innych krajach, które wymieniłem, funkcjonuje jedynie dofinansowanie jednej, góra dwóch załóg i to tylko wtedy, gdy jest to związane ze startami w mistrzostwach świata lub Europy. U nas ta pomoc jest dużo szersza i warto to docenić - tłumaczy Chamera.

Więcej o: