Pomorze bez medalu na igrzyskach olimpijskich po raz pierwszy od 44 lat

Zakończone w niedzielę igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro nie były zbyt udane dla reprezentacji Polski. W ten trend wpisali się również sportowcy z Pomorza, którzy dopiero po raz drugi w powojennej historii nie zdobyli żadnego medalu. Pierwszy taki przypadek miał miejsce w 1972 roku.
Cała biało-czerwona reprezentacja wywalczyła w Rio 11 medali - dwa złote, trzy srebrne i sześć brązowych. To co prawda o jeden więcej niż w trzech ostatnich igrzyskach (w Atenach, Pekinie i Londynie zdobyliśmy po dziesięć medali), ale przed imprezą w Brazylii apetyty były większe.

Nie da się ukryć, że w Rio de Janeiro zawiedli również sportowcy reprezentujący kluby z woj. pomorskiego. Po raz pierwszy od igrzysk w Monachium (1972 r.) i dopiero po raz drugi w powojennej historii, nie udało im się stanąć na olimpijskim podium (nie bierzemy pod uwagę igrzysk w 1984 r. w Los Angeles, z których Polska została wycofana z przyczyn politycznych).

Blisko medalu

Najbliżej tego byli Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk, żeglarstwo - klasa RS:X) oraz Mateusz Biskup (AZS AWFiS Gdańsk, wioślarstwo - czwórka podwójna). Jednak oba te przypadki są diametralnie różne. Myszka - jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w całej polskiej ekipie (35 lat) - jechał do Rio w roli faworyta do podium. Wielokrotny medalista mistrzostw świata (w tym złoty z 2016 roku) i Europy miał uzupełnić swoją kolekcję o olimpijski krążek. Był tego bardzo blisko, ale jeden nieudany dzień regat, a potem pechowy wyścig medalowy, w którym wiatr nie okazał się sprzymierzeńcem gdańszczanina, sprawiły, że zakończył on zawody na 4. miejscu. Bardzo dla niego rozczarowującym. Jeszcze nie wiadomo, czy o swoje marzenie powalczy za cztery lata w Tokio, jak sam mówi decyzję o ewentualnym kontynuowaniu kariery podejmie po konsultacji z żoną.

Dopiero na początku swojej kariery jest z kolei 22-letni Biskup, który wraz z kolegami z czwórki podwójnej -Wiktorem Chabelem (Tryton Poznań), Dariuszem Radoszem (LOTTO Bydgostia) oraz Mirosławem Ziętarskim (AZS UMK Energa Toruń) - również otarł się o podium zajmując 4. miejsce. Jednak ta osada została sformowana raptem kilkanaście miesięcy temu i wszystko co najlepsze dopiero przed nią. Wątpliwości co do tego nie ma mistrz olimpijski i czterokrotny mistrz świata Adam Korol, który swoje wielkie sukcesy odnosił właśnie w czwórce podwójnej. Obie te osady łączy osoba trenera Aleksandra Wojciechowskiego - a to gwarant najwyższej jakości.

Liczyli na więcej

Tutaj przede wszystkim trzeba wymienić Małgorzatę Białecką (SKŻ Ergo Hestia Sopot, żeglarstwo - klasa RS:X), która podobnie jak Myszka jechała na igrzyska jako mistrzyni świata. Jednak w Rio żeglowała słabo. Troszkę przeszkadzał jej pech (w jednym z wyścigów do statecznika deski przyczepił się... karton, zawodniczka musiała się zatrzymać i straciła sporo czasu na pozbycie się zbędnego balastu), ale przede wszystkim chyba nie uniosła ciężaru oczekiwań, przez co pływała poniżej możliwości. Ostatecznie zakończyła regaty na 14. miejscu.

Dużo większe oczekiwania, sięgające nawet walki o podium, miała również Angelika Cichocka (SKLA Sopot, lekkoatletyka). Aktualną mistrzynię Europy na 1500 m, zmogły jednak w Rio kłopoty zdrowotne. Z tego powodu z trudem dotarła do mety w półfinałowym biegu na 1500 m, a na 800 m sił starczyło jej tylko na wygrany bieg eliminacyjny.

Z pewnością o medalu myślała też drużyna siatkarzy z Mateuszem Miką (Lotos Trefl Gdańsk). Ostatecznie skończyło się tylko na ćwierćfinale, w którym dużo mocniejsi okazali się Amerykanie.

Na lepszy występ liczyli również przedstawiciele sportów walki - Tomasz Jabłoński (Sako Gdańsk, boks) oraz Daria Pogorzelec (Wybrzeże Gdańsk, judo). Jabłoński, aktualny wicemistrz Europy, pożegnał się z zawodami już po pierwszym pojedynku, w którym przegrał z przeciętnym Australijczykiem Danielem Lewisem (odpadł w kolejnej rundzie). Pogorzelec swoją pierwszą walkę wygrała, ale w drugiej okazała się gorsza od Niemki Luise Malzahn i straciła szanse na medal.

Na miarę możliwości

Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński (AZS AWFiS Gdańsk, żeglarstwo - klasa 49er) z roku na rok robią postępy i podczas igrzysk udowodnili przynależność do szerokiej światowej czołówki. Po świetnym początku zajmowali nawet 3. miejsce, ale ostatecznie zakończyli regaty na 8. pozycji. W porównaniu z poprzednimi igrzyskami w Londynie poprawili się o pięć pozycji i jeśli wciąż będą robić progres, za cztery lata w Tokio powinni walczyć o medal.

Rozwojowa jest również załoga w klasie 470 kobiet, którą tworzą Irmina Mrózek-Gliszczyńska (Chojnicki Klub Żeglarski) oraz Agnieszka Skrzypulec (Pogoń Szczecin). Polki zajęły w Rio 10. miejsce, ale są jeszcze młode (Mrózek-Gliszczyńska ma 24 lata, Skrzypulec 27) i w najbliższych latach - podobnie jak Przybytka i Kołodzińskiego - stać je na medalowe wyniki.

Nie można mieć też większych pretensji do Anny Kiełbasińskiej (SKLA Sopot, lekkoatletyka), która startowała w biegu na 200 m oraz wraz z koleżankami w sztafecie 4x100 m. Na tym pierwszym dystansie zabrakło jej zaledwie 0,01 s do awansu do półfinału, w sztafecie Polki uplasowały się na 13. pozycji. Na więcej stać ich zwyczajnie nie było.

Niespodzianki

Jedna in plus, druga in minus. Tą pierwszą sprawił Miłosz Jankowski (AZS AWFiS Gdańsk, wioślarstwo), który wraz z Arturem Mikołajczewskim (Gopło Kruszwica), awansowali do finału w konkurencji dwójki podwójnej wagi lekkiej. W nim zajęli 6. miejsce, co jest dla tego duetu najlepszym wynikiem w historii ich wspólnych startów i dobrym prognostykiem na przyszłość.

Kompletny zawód sprawił z kolei Patryk Dobek (SKLA Sopot, lekkoatletyka), który w biegu na 400 m przez płotki zajął bardzo dalekie 42. miejsce (na 47 startujących), z fatalnym czasem 50,66 s. Nawet biorąc pod uwagę kontuzję, z którą borykał się w ostatnich miesiącach, to dla siódmego zawodnika ostatnich mistrzostw świata wynik wręcz dramatyczny. Za ten stan rzeczy publicznie obwinił swojego byłego już trenera Krzysztofa Szałacha, z którym zerwał współpracę krótko przed igrzyskami.

"Liczy się przede wszystkim udział"

Tę maksymę w Rio wcielili w życie Piotr Daniluk (Flota Gdynia, strzelectwo) oraz Katarzyna Baranowska (AZS AWFiS Gdańsk, pływanie). Daniluk startował w dwóch konkurencjach - najpierw w pistolecie pneumatycznym zajął 41. miejsce (zdołał wyprzedzić pięciu rywali), następnie w pistolecie szybkostrzelnym 20. miejsce (na 26 startujących). Z kolei Baranowska, która na igrzyska pojechał tylko dzięki specjalnemu zaproszeniu od Światowej Federacji Pływackiej, zajęła ostatnie 39. miejsce na dystansie 200 m stylem zmiennym.