Hokeiści Stoczniowca 2014 przegrali z GKS Katowice, ale zdobyli pierwszy punkt

W pierwszym w tym sezonie Polskiej Hokej Ligi meczu przed własną publicznością, zespół MH Automatyka Stoczniowiec 2014 przegrał po dogrywce z GKS Katowice 2:3. Gdańszczanie ponieśli tym samym szóstą porażkę z rzędu, ale wywalczyli pierwszy punkt. Spotkanie z trybun hali Olivia obejrzało ponad 2 tys. kibiców.
Na ten moment gdańscy fani hokeja czekali dokładnie 2020 dni. Ostatni mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej odbył się w hali Olivia ponad pięć lat temu. 20 marca 2011 r. Stoczniowiec wygrał z Zagłębiem Sosnowiec i zapewnił sobie 7. miejsce na koniec sezonu 2010/11. Potem zaczęły się jednak finansowo-organizacyjne problemy i seniorski hokej w Gdańsku upadł.

Dopiero w 2014 roku grupa pasjonatów działających pod szyldem Stowarzyszenia Pomorski Klub Hokejowy 2014 podjęła próbę odbudowy tej niezwykle popularnej w Trójmieście dyscypliny sportu. Udało im się to błyskawicznie, zespół Stoczniowca 2014 już po kilkunastu miesiącach wrócił do Polskiej Hokej Ligi - niezwykła historia odrodzeniu gdańskiego hokeja TUTAJ.

Beniaminek rozgrywek na skutek remontu głównej hali Olivia, pięć pierwszych meczów nowego sezonu zmuszony był rozegrać na wyjazdach. Wszystkie zakończyły się porażkami Stoczniowca 2014, jednak były one niewysokie, a z każdym spotkaniem zespół spisywał się coraz lepiej. Była więc duża nadzieja, że w starciu z GKS - drużyną na podobnym poziomie - gdańszczanie wreszcie odniosą swoje pierwsze zwycięstwo.

Jak zwykle nie zawiedli kibice, których w hali Olivia pojawiło się ponad 2 tys. Na pierwszego, historycznego gola dla Stoczniowca 2014 w PHL strzelonego w Gdańsku musieli oni czekać aż do 36 minuty. Eksplozję radości na trybunach wywołał Patryk Wsół, który ładnym strzałem z nadgarstka pokonał bramkarza gości. 19-letni obrońca już w trakcie sezonu przeniósł się do Stoczniowca 2014 z Podhala Nowy Targ i bardzo dobrze wprowadził się do zespołu. Gol zdobyty w meczu z GKS jest tylko tego potwierdzeniem.

Po dwóch tercjach była więc 1:0 dla gospodarzy (na skutek kontuzji Zachary Josephera oraz choroby Sebastina Wachowskiego grali oni na zaledwie pięciu obrońców), ale już po kilkudziesięciu sekundach trzeciej części gry do wyrównania doprowadził Daniel Bogdziul. Na odpowiedź gdańszczan nie trzeba było czekać długo. W zamieszaniu podbramkowym najsprytniejszy okazał się Amerykanin Phillip Nasca, który zdobył swojego pierwszego gola w sezonie. Kiedy wydawało się, że to skromne prowadzenie uda się utrzymać do ostatniej syreny na 3 min przed końcem bramkę dla gości zdobył Ned Lukacević. A zatem 2:2 i dogrywka.

W niej już po kilkudziesięciu sekundach zwycięską bramkę zdobył Radosław Sawicki, który objechał bramkę i strzałem od tzw. "zakrystii" pokonał Michała Kielera.

- Mieliśmy plan na ten mecz, który początkowo realizowaliśmy. Niestety, nie zagraliśmy najlepiej w obronie. Na treningach wyglądało to o wiele lepiej. Podczas meczu robiliśmy rzeczy niemożliwe, które nie powinny się zdarzyć. Nie potrafiliśmy kontrolować emocji, było zbyt wiele kar. Nadal musimy się uczyć. Trzeba wrócić do treningów, aby nabrać dobre nawyki na lodowisku przed kolejnymi spotkaniami - mówił po spotkaniu trener Stoczniowca Peter Ekroth.

W kolejnym meczu gdańszczanie zmierzą się w niedzielę na wyjeździe z ostatnim zespołem w tabeli SMS PZHL Sosnowiec (godz. 17).

MH Automatyka Stoczniowiec 2014 Gdańsk - GKS Katowice 2:3

Tercje: 0:0, 1:0, 1:2, d. 0:1

Bramki: Wsół (36.), Nasca (45.) - Bogdziul (42.), Lukacević (57.), Sawicki (62.)

Stoczniowiec 2014: Kieler - Dolny, Nowak, Strużyk, Rompkowski, Marzec - Lehmann, Wsół, Gościński, Kastel-Dahl, Skutchan - Kantor, Różycki, Steber, Nasca oraz Szczerbakow, Ziółkowski, Pesta.

GKS: Grajewski - Barlock, Musioł, Biały, Sawicki, Lukacević - Jakovlevs, Krawczyk, Bogdziul, Nahunko, Śliwiński - Rąpała, Olearczyk, Strzyżowski, Majoch, Jaworski - Korzestański, Malinowski, Bielec, Sikora, Lorek.