Magia Zorana i Starogardu. Polpharma jak Partizan

- Polpharma funkcjonuje jak Partizan Belgrad. Poziom budżetów jest zupełnie inny, ale i tam, i tu co roku sprzedają niemal cały zespół, a i tak osiągają sukcesy - mówi Sretenović
Pod koniec XX w. Sretenović był na ustach całej koszykarskiej Polski. "Króla asyst" ze Stali Ostrów uznano za jednego z najlepszych w historii rozgrywających w lidze. W swoim ostatnim sezonie na polskich parkietach (2000/2001) w spotkaniu przeciwko Pogoni Ruda Śląska uzbierał aż 17 asyst! W pierwszej piętnastce rekordów asyst polskiej ligi pozycja Sretenović pojawia się aż sześć razy (liderem jest Milos Sporar z AZS Koszalin z 21 asystami).

Od kilku miesięcy nazwisko Serba znów jest w czołówce ligi. Tym razem już jako trener świetnie prowadzi Polpharmę, z którą w ostatni weekend osiągnął historyczny sukces, sensacyjnie zdobywając w Gdyni Puchar Polski.

Polecamy - Najświeższe wiadomości o koszykówce na Pomorzu



- Przed finałem Pucharu Polski nie czułem zdenerwowania, bo grałem dużo takich meczów. Najważniejsza była koncentracja na naszej grze, aby dać z siebie 100 proc. Nie chciałem dopuścić do sytuacji, w której dyskusje o tym, czy wygramy, czy przegramy, ilu kibiców przyjdzie i co napisze dziennikarz, zawładną naszymi głowami. Wówczas byśmy przegrali - mówi Sretenović.

A przecież początek sezonu, kiedy trenerem Polpharmy był jeszcze Paweł Turkiewicz, starogardzianie mieli fatalny, przegrali pierwsze cztery mecze.

- Po przyjściu moim i Urosa Mirkovicia zrobiła się dobra atmosfera. Rzuciłem swoją filozofię treningu i gry, i się udało. Zawodnicy przyjęli to do głów i zaczęli grać tak, jak chciałem. Musieliśmy stać się zespołem z mocną obroną. Do tego doszła ciężka praca na treningach i wypaliło - tłumaczy Serb.

Szkoła profesora Nikolicia

Zespół Sretenovicia najbardziej zaskakuje rywali obroną. Raz krycie strefowe, raz każdy swego - takie zmiany wybijają z rytmu wszystkie zespoły. Każdy rodzaj obrony jest kombinowany, ponieważ Sretenović nie akceptuje w defensywie prostych rozwiązań.

- Rzeczą, którą najbardziej zmieniłem w drużynie, jest obrona. Mamy przygotowanych kilka wariantów. Który zastosujemy w danym meczu - to już zależy od przeciwnika - tłumaczy trener Polpharmy.

Jak sam mówi, to, co umie, zawdzięcza jugosłowiańskiej szkole trenerskiej i profesorowi Aleksandrowi Nikoliciowi (członek Galerii Sław FIBA). Mimo globalizacji koszykówki, Sretenović uważa, że szkoła bałkańska wciąż wyróżnia się żelaznymi cechami.

- Profesor Nikolić był jednym z najlepszych trenerów na świecie. Takiego drugiego jak on ciężko znaleźć. Patrzył w przyszłość. Szczególna w jego filozofii jest taktyka obrony, którą rozbierał do najmniejszego detalu. W ataku natomiast wymagał, by czytać grę przeciwnika, a nie grać na pamięć. Właśnie tym cechuje się bałkańska szkoła koszykówki - tłumaczy Sretenović.

Już jako koszykarz wiedział, że chce zostać trenerem. Polska myśl szkoleniowa nie miała jednak żadnego wpływu na pracę Sretenovicia. Już wcześniej nauczył się wiele, podpatrując m.in. Bożidara Maljkovicia, Dusana Ivkovicia czy Żelimira Obradovicia.

Europa przed NBA

- Jeśli chodzi o ligę polską, to przez 10 lat mojej nieobecności nie zmieniło się dużo. Kiedy tu grałem, był wysoki poziom, ale nie było takich sukcesów na arenie międzynarodowej. Dziś szczególnie mocne jest Asseco Prokom Gdynia, ale gdy myślę ogólnie o całej lidze, to nic się nie zmieniło. Czemu jednak w innych klubach nie osiągają sukcesów w Europie? Problemem jest szkolenie młodych. Krajowi, podstawowi w zespole zawodnicy, to podstawa. Do nich muszą dołączać obcokrajowcy, a nie odwrotnie - mówi Sretenović.

W Polsce ciężko jednak o młodych koszykarzy, zdolnych do gry w TBL. Jaki jest tego powód? - Sukces, który osiągnąłem jako zawodnik, zawdzięczam swojej pracy. Kiedy mam spotkanie z młodymi koszykarzami i opowiadam, jak wyglądał trening za moich czasów, to mi nie wierzą. A przecież nie tylko ja tak pracowałam. Spędzałem co najmniej osiem godzin dziennie z piłką: dwie godziny indywidualnie rano, a potem tyle samo z zespołem. Następnie szedłem do domu na obiad i kolejne treningi - dwie godziny ze starszymi i dwie ze swoim zespołem. A później jeszcze indywidualne zajęcia z trenem - opisuje Sretenović.

Trener Polpharmy jest zakochany w europejskiej koszykówce. Z NBA ogląda tylko półfinały i finały, ale gra oparta na indywidualnych umiejętnościach i sile fizycznej nie robi na nim wrażenia. Swoim koszykarzom za wzór stawia dobrych znajomych - Drażena Petrovicia czy Tony'ego Kukocia.

- Petrović był koszykarzem, który uwielbiał pracować. Codziennie rano oddawał po 500 celnych rzutów. To samo Kukoć. Trzeba jedna przyznać, że obaj mieli wielki talent. Z drugiej strony był Predrag Danilović, od którego nie biło wrodzonymi umiejętnościami, ale zatarł to ciężką pracą - wspomina Sretenović.

Trener Polpharmy jako wzór nie wymienia w pierwszej kolejności uznawanych za najlepszych koszykarzy świata Michaela Jordana czy Magica Johnsona. Uważa ich za wielkich graczy, ale: - Grali z głową, dlatego zostali wielkimi. W Europie jest jednak więcej koszykarzy grających intelektem. U nas dużo więcej pracuje się też na treningach. Kiedy byłem w USA, zauważyłem, że mało uwagi poświęca się szczegółom taktycznym. Taktyka jest traktowana ogólnie. A ja jestem zakochany w europejskiej koszykówce i stąd te wzory - dodaje Sretenović.

Serb jako trener trafił w Polsce do klubu, który od kilku sezonów szokuje w TBL. Na czym polega magia Starogardu, który był odskocznią do kariery m.in. dla Davida Logana, Damiena Kinlocha czy Jerry'ego Johnsona? - Najważniejsza jest atmosfera. Zawodnik musi się czuć jak w domu. Ja w Starogardzie tak się właśnie czuję - odpowiada Sretenović.