Sport.pl

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski o sporcie w swoim mieście: Może być lepiej

- Jestem w stanie sobie wyobrazić mecze Prokomu w Ergo Arenie. Ale tylko ligowe. Co do spotkań w Eurolidze, zaczynam mieć wątpliwości - mówi Karnowski
Rozmowa z Jackiem Karnowskim, prezydentem Sopotu

Maciej Korolczuk: W Trójmieście huczy od plotek, że koszykarze Asseco Prokomu Gdynia wrócą do Sopotu.

Jacek Karnowski: Rzeczywiście, rozmawiałem na ten temat z właścicielem Prokomu Ryszardem Krauze, ale nie jest to takie proste. Na razie nie ma takiej możliwości.

Dlaczego?

- Są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada połączenie obu klubów, ale jest dużo głosów sprzeciwiających się temu pomysłowi. Z rywalizacji kibiców nakręca się koniunktura na koszykówkę. Najlepszym tego dowodem były derby w Ergo Arenie, na które przyszło 10,5 tys. kibiców.

A drugi?

- Wariant drugi fuzji nie dotyczy. Polegałby on tym, że Prokom grałby w Ergo Arenie tylko mecze ligowe i to jestem w stanie sobie wyobrazić. W innych kwestiach zaczynam mieć wątpliwości. Inną sprawą są też kompletnie różne od siebie koncepcje budowania zespołów przez pana Kazimierza Wierzbickiego i Krauzego. Ale o szczegóły proszę pytać ich, nie mnie.

A z frekwencji w Ergo Arenie jest pan zadowolony?

- Z meczów koszykarzy tak, bo tak na meczu z Czarnymi, jak i Turowem czy Anwilem było po ok. 6 tys. widzów. Potem frekwencyjny boom podczas derbów z Asseco... Szkoda, że nie było takiego finału. Co do siatkarek, to mogłoby być lepiej, ale jak pokazał pierwszy sezon działalności Ergo Areny, ze zrozumiałych względów na mecze chodziło średnio dwa razy więcej kibiców niż do Hali Stulecia. Stać nas na więcej, ale na to potrzeba czasu. Jeszcze innym czynnikiem powodującym wzrost frekwencji na trybunach jest identyfikacja z klubem, a to może zapewnić tylko zachowanie ciągłości w budowaniu kadry. Nie znam się na doborze zawodników, ale z wizerunkowego punktu widzenia uważam, że w klubie za wszelką cenę powinni zostać tacy zawodnicy jak Kikowski, Waczyński, Kinnard, a szczególnie Dylewicz czy Stefański. W tej chwili ważą się losy, czy Trefl zagra w przyszłym sezonie w Pucharze ULEB. Do zbilansowania budżetu brakuje jeszcze około miliona złotych. Jeśli uda się go znaleźć, w Ergo Arenie oprócz siatkarskiej Ligi Mistrzyń będą też puchary koszykarskie. Mecze z Barceloną do dziś pobudzają wyobraźnię kibiców, którzy wypełniali po brzegi halę Olivia. Chcemy do tego nawiązać.

Kondycja sopockiego sportu jest zadowalająca?

- Z minionego sezonu jestem zadowolony przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze odnieśliśmy kolejny sukces marketingowy, bo tak czwarta drużyna Polskiej Ligi Koszykówki czyli Trefl, jak i przede wszystkim siatkarki Atomu Trefla, które już w pierwszym sezonie istnienia zdobyły wicemistrzostwo Polski, mają w nazwie klubu miasto Sopot. Na marginesie dodam, że finał z Muszyną mnie trochę rozczarował. Nie zapominamy też o Sopockim Klubie Żeglarskim, a więc Przemysławem Miarczyńskim, wicemistrzu świata z duńskiego Kertemide. No i oczywiście jest Anna Rogowska z SKLA Sopot, która sukcesami na całym świecie promuje nie tylko polską lekkoatletykę, ale i miasto. Zresztą jesteśmy prawdopodobnie jedynym, jeśli nie jednym z nielicznych 38-tysięcznych miast w Europie, które może pochwalić się aż pięcioma olimpijczykami na jednej imprezie. Po drugie cieszy mnie praca u podstaw, czyli sport młodzieżowy. Pod względem sukcesów sportowych młodzieży, w kategorii miast do 50 tys. od lat rywalizujemy z Zakopanem. Mamy najlepszą w Polsce szkółkę żeglarską, już rośnie następca Miarczyńskiego i Marty Hlavaty. Z powodzeniem funkcjonuje szkółka koszykarska, w której kształcą się następcy Dylewicza czy Marcina Stefańskiego. Niestety w tym sezonie humory popsuł nam spadek z ekstraligi rugbistów Ogniwa Sopot, ale jestem już po słowie z Jarosławem Hodurą. Mamy plan, co zmienić, by Ogniwo znów grało w ekstralidze.

Jest pan zaskoczony sukcesem Atomu już w pierwszym sezonie?

- Nie. Już kiedy prezes Wierzbicki przyszedł do mnie z propozycją od PGE, mowa była o budowie drużyny z aspiracjami na podbój Europy. Dziś widzimy, że zrobiliśmy pierwszy krok.

Siatkarska Liga Mistrzyń to jednak nie wszystko, co może czekać na kibiców Atomu. Jeśli drużyna Alessandro Chiappiniego wyjdzie z grupy, w Sopocie mógłby się odbyć Final Four.

- Wiem o tym i zapewniam, że jesteśmy na to gotowi. Teraz wszystko w rękach siatkarek.

Jaki udział w sukcesie siatkarek i koszykarzy Trefla miało miasto Sopot?

- Na oba kluby przeznaczyliśmy z budżetu miasta 1,5 mln zł, z czego 1,2 mln przypadło siatkarkom, a 300 tys. koszykarzom. Dodatkowo za srebrny medal siatkarki otrzymały bonusowe 300 tys. zł do podziału na drużynę. W nowym sezonie 2011/2012 proporcje będą nieco inne. Atom otrzyma około miliona dofinansowania, a koszykarze - pół. Wszystko zależy od potencjału, aspiracji i celu danej drużyny. W sumie w tegorocznym budżecie na sopocki sport przeznaczymy ok. 3 mln zł.

Na co pójdzie reszta?

- Około miliona złotych to granty dla klubów, a pozostała część to koszty marketingowe, np. turnieju tenisowego, na promocję którego przeznaczymy 200 tys. zł.

Wiadomo, kogo zobaczymy w Sopocie?

- Czołowej dziesiątki z Rafaelem Nadalem jeszcze nie będzie, ale już czołówka Polaków tak. Bardzo się cieszę, że tenis wraca do Sopotu, bo podobne turnieje w Szczecinie czy Warszawie nie przyciągały takiego zainteresowania mediów czy kibiców, jakie mogą być w Sopocie.

Tym bardziej że wstęp na turniej jest wolny.

- I temu jestem przeciwny. Uważam, że nawet symboliczna opłata, nawet 2 zł za bilet wstępu, byłaby lepsza niż wejście na trybuny za darmo. Zebraną kwotę można byłoby przeznaczyć np. na cele charytatywne.

Od kogo wyszła inicjatywa, by turniej znów odbył się na sopockich kortach?

- Z trzech stron. Jedną było miasto Sopot, drugą pan Ryszard Krauze, trzecią Polski Związek Tenisowy. Spotkaliśmy się na meczu koszykówki, co zresztą nie umknęło uwadze pańskiej gazety.

Sopot jest też na ostatniej prostej w staraniach o Halowe Mistrzostwa Świata w 2014 roku.

- Naszym rywalem jest Zagrzeb, a ostateczne rozstrzygnięcia zapadną jesienią w Monako. Jestem dobrej myśli. Mamy nowoczesną halę, świetną bazę hotelową, lotnisko. Minister sportu Adam Giersz obiecał nam zakup bieżni, która służyć będzie także w innych halach w całej Polsce. Kluczową rolę odegrały też na pewno sukcesy Rogowskiej.

ZACIEKAWIŁ CIĘ SIĘ TEN NEWS? KLIKNIJ "LUBIĘ TO" PONIŻEJ I SPRAW, ŻEBY ZAPOZNALI SIĘ Z NIM RÓWNIEŻ TWOI ZNAJOMI!

Więcej o: