Monika Pyrek: Nie chcę być kojarzona wyłącznie z "Tańcem z gwiazdami"

Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

- Mam nadzieję, że po mistrzostwach świata w Korei nie będę już kojarzona tylko z tańcem, ale powrócę do świadomości ludzi w kontekście sportowym - mówi tyczkarka Monika Pyrek, która w środę wystartuje w konkursie Green Up Tyczka na Molo 2011 w Sopocie..
Paweł Borkowski: Jest pani kojarzona ze Szczecinem, ale pochodzi pani z Gdyni, więc występ w Sopocie jest powrotem na stare śmieci.

Monika Pyrek: Poza konkursem mam możliwość spotkania się z przyjaciółmi, odwiedzenia rodziny. Mam mało możliwości ku temu, więc jeśli tylko nadarzy się okazja, to chętnie z niej korzystam. Od 10 lat mieszkam w Szczecinie, ale większą część życia spędziłam w Gdyni na Witominie, w Bałtyku zaczynałam karierę. Mam sentyment do Trójmiasta i chętnie tu przyjeżdżam, ale teraz jestem związana ze Szczecinem i myślę, że już na stałe.

Czy pani, podobnie jak Anna Rogowska, też spodziewa się podczas konkursu wsparcia swojej rodziny?

- Moi rodzice, niestety, nie będą mogli przyjechać, bo pracują, ale będą mi kibicować z pracy i kontaktować się telefonicznie z moim narzeczonym. Na pewno będzie jednak dużo moich przyjaciół ze świata sportu i spoza niego.

Specyfiką Tyczki na Molo jest rodzinna atmosfera. Jak startuje się w tak sielankowej atmosferze?

- To nie ma znaczenia, bo kiedy stoi się na rozbiegu, to się o tym zapomina i zaczyna się rywalizacja. Dla mnie jest to rywalizacja z samą sobą. Staram się wygrać ze swoimi słabościami i to jest dla mnie najważniejsze. Nie myślę o wygrywaniu, o zajmowaniu lokat, ale o tym, by się poprawić, by oddać dobry skok, który przypomni mi skakanie sprzed kontuzji.

Już na Memoriale Kusocińskiego pokazała pani, że wraca do wysokiej formy. Czego możemy się spodziewać podczas Tyczki na Molo?

- Chciałabym poprawić swój rekord z tego sezonu, czyli 4,40 m i skoczyć 4,50. A jak będzie 4,60, to będę wniebowzięta. Od początku sezonu nie miałam szczęścia do warunków i mam nadzieję, że w Sopocie się to zmieni.

Ostatnio częściej o pani mówiło się w kontekście "Tańca z gwiazdami" niż sukcesów sportowych. Podobnie jest na ulotkach reklamujących Tyczkę na Molo. Czy pani to nie przeszkadza?

- Żaden inny sportowiec nie wygrał tego programu i jeszcze długo będę pewnie utożsamiana z "Tańcem". Był to dla mnie niespodziewany sukces i cieszę się, że środowisko sportowe odebrało to tak dobrze, jako promocję sportu. Dlatego nie przeszkadza mi to, bo traktuję to jako swój sukces, który dodaje mi skrzydeł. Mam nadzieję, że po mistrzostwach świata nie będę już kojarzona tylko z tańcem, ale powrócę do świadomości ludzi w kontekście sportowym.

Jakby pani zachęciła do przyjścia na molo na wasz konkurs?

- Fajnie jest popatrzeć na ładne, latające dziewczyny. Możliwość zobaczenie skoków z bliska, emocji, jakie budzi taki konkurs, to niesamowite przeżycie.

ZACIEKAWIŁ CIĘ SIĘ TEN NEWS? KLIKNIJ "LUBIĘ TO" PONIŻEJ I SPRAW, ŻEBY ZAPOZNALI SIĘ Z NIM RÓWNIEŻ TWOI ZNAJOMI!

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »