Mamed Khalidov bohaterem na KSW 16. Trafi do UFC?

To mógł być polski wieczór. Podczas sobotniej gali KSW 16 w Ergo Arenie wszyscy polscy zawodnicy gładko pokonywali swoich przeciwników. Do czasu, gdy na ringu pojawił się Mariusz Pudzianowski i James Thompson. Humor po porażce byłego strongmana poprawił Khalidov, który w rewelacyjnym stylu pokonał Matta Lindlanda.
Po raz pierwszy w historii kibice mogli obejrzeć zmagania współczesnych gladiatorów na Pomorzu. Gościny udzieliła gdańska Ergo Arena, która w sobotni wieczór wypełniła się do ostatniego miejsca. Federacja KSW zadbała, by nikt kto znalazł się tego wieczora w gdańskiej hali długo o tym nie zapomniał. Wydawało się, że pierwsze walki są tylko dodatkiem do niesamowitego show, pełnego muzyki i światła. Atmosfera w hali rosła z minuty na minutę, kolejne pojedynki rozgrzewały publiczność, a temperaturę podtrzymywały koncerty muzyczne. Gdy w okolicach 22.30 do ringu wszedł Pudzianowski (rekord walk 3-2), w hali rozległa się wrzawa jakiej jeszcze tu nie słyszano.

Gromkie "Pudzian! Pudzian!" kilkunastotysięcznego tłumu podziałało chyba jednak na byłego mistrza świata strongmanów demobilizująco, gdyż po dobrym początku Pudzianowski niepotrzebnie wdał się w wymianę ciosów z bardziej doświadczonym Anglikiem. Thompson (16-14) przeczekał napór Polaka, który chaotycznymi uderzeniami próbował zdemolować mu twarz, a następnie obalił go na ziemię i dosiadł niczym kowboj. Grad ciosów "Kolosa" mocno ostudził Pudzianowskiego, który do końca pierwszej rundy nie potrafił już uzyskać przewagi. W drugiej odsłonie pojedynku oglądaliśmy już dominację Thompsona, który ponownie obalił Pudzianowskiego i dzięki założeniu tzw. "trójkąta" zmusił go do poddania. Była to druga porażka Pudzianowskiego w formule MMA, ale najbardziej dotkliwa. W porównaniu do przegranej w słabym stylu potyczki z byłym mistrzem świata federacji UFC Timem Sylvią sprzed roku, były strongman zaprezentował się bowiem dużo lepiej. Zgubił go jednak brak doświadczenia, co Thompson skrzętnie wykorzystał.

- Przepraszam, że was zawiodłem. Tyle mogę powiedzieć po tej walce. Przez 20 lat dźwigałem ciężary i ciężko jest w raptem 1,5 roku przejść płynnie do takiego sportu jakim jest MMA - powiedział do kibiców tuż po walce zasmucony Pudzianowski. - Najbliższe dwa dni spędzę na rozpamiętywaniu i analizowaniu tej porażki, ale potem wracam na salę. Jeszcze pokażę na co mnie stać - zakończył już bardziej optymistycznie.

W drugiej walce wieczoru świetnie zaprezentował się z kolei Mamed Khalidov (23-4-2). Czeczen z polskim paszportem we wspaniałym stylu pokonał byłego wicemistrza olimpijskiego w zapasach Matta Lindlanda (22-9). Jego przewaga od samego początku nie podlegała dyskusji. Gdy w pewnym momencie Lindland próbował dojść do pozycji, która umożliwiłaby mu rzucenie Khalidovem o deski ringu, ten bez problemu wspiął się na niego i założył mu na szyi potwornie silną gilotynę. Amerykanin na moment stracił nawet przytomność i sędzia niezwłocznie przerwał walkę.

Khalidova pożegnały gromkie brawa, a forma zaprezentowana przez zawodnika z Olsztyna sprawia, że można śmiało sądzić, iż Khalidov już wkrótce będzie walczyć w największych organizacjach na świecie: Strikeforce, Bellatore, lub być może nawet UFC.

Satysfakcji z perfekcyjnego przebiegu gali nie krył jej organizator i właściciel federacji KSW Martin Lewandowski.

- Pierwszy raz widziałem, żeby polska publika potrafiła tak wyraźnie docenić klasę zagranicznych zawodników i nagradzać ich brawami. Polacy coraz lepiej znają się na MMA, owację wzbudzały też walki w parterze, co dotychczas było rzadkością. Z pewnością będziemy chcieli tutaj wrócić, ale dopiero w przyszłym roku. Żeby nie skłócić terminu z Euro 2012 postaramy się zorganizować galę na przełomie kwietnia i maja. - podsumował Lewandowski.